Witaj na moim blogu! :)

W pierwszej części relacji z P1000J nie zawsze wszystko szło zgodnie z planem. Bywały gorsze momenty... ale to były momenty, a nie sytuacja stała... z którą napotkałem się na 417 kilometrze jazdy.

Po publikacji "ultramaratonu na słodko" pojawiło się kilka pytań technicznych, na które najpierw chciałbym odpowiedzieć.

Cały ultramaraton przejechałem w spodenkach na szelkach, które kupiłem tydzień przed zawodami. Miałem na zmianę strój triathlonowy Nozbe, który na przepaku na 350 km wrzuciłem do torby aby ubrać go tuż przed metą i wjechać czyściutki i świecący w oko kamer i aparatów. ;) To jest w ogóle dobry moment na wzmiankę o stroju na zmianę. Jego tkanina wciągnęła chyba całą wodę (wraz z rolką papieru toaletowego), która wlała się do niedomkniętej torby w trójkącie ramy. :P
Ziarno ultra zostało zasiane podczas nagrania podcastu. Myśl kiełkowała przez prawie rok, a umysł przyzwyczajał się powoli do podjętej decyzji. Czas minął... taka jego natura... i nadszedł moment, by podjąć wyzwanie. Piątek, godzina 12, gorączkowo pakuje rzeczy na ultra. Cały...
Gdy na ostatniej prostej w przygotowaniach do ultramaratonu zacząłem rozglądać się za torbą, w którą spakuję potrzebne rzeczy, z pomocą przyszła oferta sklepu Bikester. Torba firmy Revelate Designs bardzo ułatwiła mi całą logistykę związaną ze startem.

Miałem jeden prosty cel. Zmieścić wszystko co potrzeba na ultramaraton. :) Wiedziałem jedno - nie chcę brać plecaka. Alternatywą była duża torba podsiodłowa. Taka, która mocno wystaje za siodełko.
Czas minął i nadszedł moment, w którym trzeba spakować się na pierwszy w życiu ultramaraton kolarski. Błąd popełniony w tym aspekcie może być bardzo bolesny (i to w wymiarze ultra). Dlatego warto działać schematycznie i mieć przygotowaną checklistę do spakowania rzeczy.

Jeszcze niedawno nie przejmowałem się zupełnie tym startem. Czasami pomyślałem o tym by pojeździć w nocy lub nieco dłużej ale raczej był w głowie słodki brak świadomości. ;) Sytuacja zmieniła się po zawodach w Starogardzie. Nagle okazało się, że najbliższy start odbędzie się właśnie na Mazurach... no i zaczęła się przedstartowa sraczka. ;)

Przesadzam. Nadal jestem dość spokojny o to co się będzie działo. Zresztą... nie jestem w stanie przewidzieć tego co się stanie ale dzięki temu podcastowi oraz wiedzy bardziej doświadczonych osób myślę, że mogę spać spokojnie. Zresztą swoje przejechałem, przerobiłem i przetestowałem, więc finalnie czuję się gotowy na spotkanie z ultra.

A teraz czas na bonusik ode mnie! :)
Debiut na dystansie 1/8 IM, na którym miałem mieć lekcję z utrzymywania wysokiej intensywności. Zawody bardzo udane aczkolwiek nie mogę się doczekać gdy będę już szybciej biegał. ;)

To był weekend pod znakiem dwóch wycieczek do Starogardu Gdańskiego. Łącznie wyszło na liczniku 400 km. W sobotę pojechałem obejrzeć strefy zmian (bo były dwie. O tym zaraz napiszę) i pozostawiać część rzeczy, w tym rower. Na koniec obowiązkowa odprawa techniczna i wio do domu.... no nie do końca do domu ale o tym też za chwilę. ;)

To był mój pierwszy start, w którym były dwie strefy zmian.

Pierwsza w Borzechowie przy jeziorze, a druga już w Starogardzie Gdańskim przy stadionie im. Kazimierza Deyny. Przy okazji, przepiękne miejsce.
Mało znaczący start na drodze do celów. Trzeba było natomiast potrenować dyskomfort, wiec Coach Tomek napisał: Dziś proponuje wystartować mocno. Podobnie jak poprzednim razem. Wycisnąć ile sie da, ale z mądrym rozkładem sił." Było za mocno...

Na start przyjechałem dużo wcześniej. Powód był prosty. Pierwszy raz jechałem na bieg rowerem. Dodatkowo po biegu miałem jechać w dalszy 3-5h rozjazd po pomorzu. Ultramaraton P1000J już za rogiem, więc chciałem zobaczyć jak to jest jeździć nocą... a przy okazji na zmęczeniu. Ten element nie wyszedł ale o tym na końcu tego wpisu.
Strach ma wielkie oczy. W przypadku debiutu w triathlonie najczęściej boimy się skomplikowanej logistyki i wielkiej niewiadomej związanej ze samym startem. To wszystko mija gdy po raz pierwszy przejdziemy przez cały proces. Wniosek? Nie taki diabeł straszny.

Wiele miesięcy temu napisałem cykl artykułów na ten temat. Postanowiłem odświeżyć temat w podcaście. Niektórzy wolą taką formę - to po pierwsze. Po drugie obecnie mam więcej doświadczenia w temacie, a przy okazji mogłem porozmawiać z Marcinem Sobczakiem na ten temat. :)
Nadszedł moment gdy po długim użytkowaniu Fenixa 3 spróbowałem czegoś innego, czegoś mniejszego. Oto mój test Garmina 735xt. W tekście porównuje go również z Fenixem 3 biorąc pod uwagę wymagania triathlonisty.

Zanim dostałem zegarek do ręki miałem o nim jak najlepsze zdanie. Miał być mniejszy, lżejszy, nowocześniejszy, szybszy (pięta Achillesowa Fenixa), z większą ilością bajerów. Jedynie bateria miała gorzej trzymać z uwagi na jej rozmiar. Na początku lekko zaspoileruje. W obecnym świecie, pełnym urządzeń, które trzeba codziennie ładować człowiek szybko się przyzwyczaja do dobroci w postaci baterii wystarczającej np. na tydzień. ;) Ale do rzeczy.
Po wyjściu z wody czułem się jak bym zdobył złoto na olimpiadzie. ;) Po połowie sekundy od wskoczenia na rower postanowiłem się wycofać z zawodów. Postanowienie było z typu tych "noworocznych", czyli pozostało niezrealizowane. ;)

Sieraków przywitałem w sobotę. Ugościł mnie Marcin, z którym poznaliśmy się na triathlonie w Charzykowach rok wcześniej (z tego miejsca przekazuje wielkie dzięki za gościnę!). Przed tamtejszą ćwiartką pogadaliśmy chwilę przed startem, by kolejny raz spotkać się kilkaset metrów przed metą. Marcin mnie wtedy wyprzedził, a ja odpowiedziałem 10 sekundowym siedzeniem mu na plecach, po czym odpuściłem. Tym razem usiedliśmy razem przy połówce... znaczy wystartowaliśmy w połówce. ;)
Rower jako środek transportu, a nie jako maszyna sportowa. W tym odcinku podcastu usłyszysz o zagadnieniach związanych z prawem dla rowerzystów oraz o tym jak buduje się infrastrukturę rowerową.

Wiele osób aktywnych dojeżdża do pracy rowerami. W ostatnich tygodniach zrobiło się już mega cieplutko i ilość rowerzystów na trasach zdecydowanie wzrosła. Oczywiście na dwóch kółkach można jeździć cały rok (co udowadnia mój dzisiejszy gość).

Ja pracuje z domu, więc "commuting" z tego faktu mam ograniczony do minimum. Jednak wiele osób (na szczęście) wybiera ten sposób transportu. To odcinek dla nich... ale też dla wszystkich innych, którzy poruszają się rowerami po drogach.

Zapraszam do obejrzenia w wersji wideo. :) Co prawda pokazałem tam jakim to jestem Januszem gdy na szybko ustawiam kamerę gdzieś w okolicy najbliższego gniazdka ale i tak odbiór jest bogatszy niż w wersji audio. :)

Social Media

1,364FaniLubię
112ObserwującyObserwuj
388ObserwującyObserwuj
815ObserwującyObserwuj
220SubskrybującySubskrybuj