Witaj na moim blogu! :)

Odcinek dla tych co boją się wód otwartych, a z drugiej strony i dla tych, którzy szukają detali i ciekawostek w sprzęcie pływackim i w świecie pływackim.

Pływanie jest przereklamowane - o tym wspominamy w podcaście. Nie jest to jednak jego głównym przekazem. Mój dzisiejszy gość opowiada o tym dlaczego pianka nam pomaga podczas etapu pływackiego zawodów, jak o nią dbać itp. Jako że na te tematy opowiadał już w swoim podcaście poszerzamy nieco tematykę i dzięki temu usłyszycie w naszej rozmowie wiele ciekawostek związanych ze sprzętem pływackim.

Miłego słuchania.
Wiele dorosłych osób zaczynając swoją przygodę z bieganiem czy triathlonem obiera sobie jakiś ambitny cel. Często jest to ukończenie jakichś konkretnych zawodów.

Moim zdaniem zbyt często owym celem jest ukończenie jakiegoś bardzo długiego (subiektywnie) dystansu. Dążymy latami do naszego marzenia. Z roku na rok wydłużamy się i budujemy wytrzymałość. Potem realizujemy cel, pierwszy raz, drugi, dziesiąty i nie bardzo wiemy w którą stronę iść dalej. Znam parę osób, które straciły mobilizację do czegokolwiek związanego z ruchem, bo przecież "dalej nic nie ma" - wypalenie psychiczne. Pomijam historie "zakończenia" kariery z uwagi na kontuzję, bo "dłużej znaczy lepiej".

W dzisiejszym podcaście pomijamy cały aspekt psychologiczny takiego podejścia. Chciałem pokazać, że jest wiele dróg rozwoju, że warto porzucić myślenie "dystansem" i że można skupić się na innych celach.
Wreszcie przyspieszyłem. Zapomniałem już co to maraton, moje nogi również. Kręcą się na obrotach, które parę miesięcy temu wydawały się tak odległe.

Ostatni start w roku. Sezon tri za pasem, więc można było nieco bardziej skupić się na bieganiu. Plan był prosty (jak zwykle he he): wdrożyć się w trening szybkościowy i przybić piątkę intensywności.

Plan na przyspieszenie biegania pojawił się już kilka miesięcy temu. Żeby spojrzeć całościowo na start w Biegu Niepodległości trzeba się zatem cofnąć o te parę miesięcy.
Jest w Polsce kilku "amatorów", którzy w triathlonie ścigają się z zawodowcami. W tym odcinku rozmawiam z jednym z nich.

Michał Podsiadłowski to postać bardzo charakterystyczna w naszym światku triathlonowym. Rozpoznawalny jest chyba głównie po bike split, nocnych treningach i uśmiechu na twarzy. ;) Taka mieszanka powoduje, że mamy do czynienia z sympatycznym gościem, który ucieknie nam na każdych zawodach. ;P

Wyszła nam bardzo fajna rozmowa dlatego bardzo zapraszam do jej wysłuchania. :)
Sezon dawno za nami. Wiele osób napisało (na papierze, blogu czy w swoich notatkach) podsumowanie roku, wysnuło jakieś wnioski, rozpisało plany na następne 12 miesięcy. Mi od jakiegoś czasu chodzi po głowie myśl, która wpadła mi gdy czytałem podsumowanie sezonu Endure Team.

Na początek chciałbym przybliżyć dwie sprawy.

W czerwcu na biegu w Gdyni osiągnąłem swój rekord życiowy na 10 km. Poprawiłem się zaledwie o kilka sekund ale dla mnie jest to w ogóle powrót do biegania w okolicach życiówki. Zaraz po tym biegu zaczęliśmy w klubie porównywać swoje wyniki. Klasyczna sytuacja "kto ma dłuższego". ;)
Tydzień przerwy od treningów, ciągła walka z infekcją górnych dróg oddechowych i ogólnie nieogarnięcie. Byłem ciekaw jak mocno odpadnę podczas biegu. ;)

Wiele pisał nie będę. Nie czułem się najlepiej ale chciałem wrócić do jakiegokolwiek ruchu, więc zawody na które już byłem zapisany były (moim zdaniem) dobrym pomysłem. Cel: wrócić do żywych.

Plan na bieg był taki by zacząć mocno i zrealizować równy bieg. Przy okazji nie chciałem za bardzo patrzeć na zegarek, by nie hamować się jeśli zacznę za mocno. :P Skończyło się bardzo standardowo aczkolwiek jak patrzę na tempo to całkiem długo ciągnąłem swoje.
Ruszamy się przez cały rok jednak okres zimowy narzuca nam zmianę niektórych elementów treningu.

Biegamy, jeździmy, pływamy cały rok. Z pływaniem co prawda ograniczamy się tylko do pływalni (choć nie wszyscy jak słyszeliście ostatnio w podcaście) ale i w przypadku pływania należy bardziej dbać o ubranie w momencie wychodzenia z pływalni.

Deszcz, niska temperatura, śnieg - pogoda potrafi utrudnić nam wykonywanie jednostek treningowych ale (jak to zwykle bywa) wszystko da się pogodzić. W dzisiejszym podcaście rozmawiamy z Asią o tym jak przetrwać ;) okres zimowy nie spuszczając z tonu.

Miłego słuchania!
Jeśli morsowanie to dla Ciebie szczyt obcowania z zimnym środowiskiem - poznaj dzisiejszego gościa "Kropki nad M". To Piotr Biankowski, pływak ekstremalny.

Odcinek z cyklu "zwyczajni ludzie robią niezwyczajne rzeczy". ;) Mieliśmy rozmawiać o zawodach swimrunowych jednak nie sposób przejść obojętnie obok tego co Piotr robi najlepiej - pływania. Jak widać z tego wpisu (lub jak widać/słychać w podcaście) nie jest to takie zwykłe pływanie.

Poniżej znajdziesz trochę dodatkowych materiałów o wyczynach Piotra, a jak już je obejrzysz, to zapraszam do wysłuchania lub obejrzenia naszej rozmowy. :)
Podcast o różnicach: w wysokości nagród za podium pomiędzy kobietami i mężczyznami oraz w jeździe na rowerze czasowym i szosowym.

Temat niższych nagród dla kobiet w różnych dyscyplinach sportowych wraca co jakiś czas na pierwsze strony. Ostatnimi czasy tego typu dyskusje przewinęły się przez mój timeline na Facebooku. Postanowiłem poruszyć temat w podcaście.

Korzystając z okazji, że Asia ma pożyczony rower od Dre Rowery (pozdro dla nich! :) zaplanowaliśmy również rozmowę o emocjach związanych ze świeżym przejściem między szosą, a TT. O ile ogólna wiedza jest pewnie większości znana, o tyle emocje i detale przy takim przejściu są czymś unikatowym.

Dlatego też serdecznie zapraszam do posłuchania naszej rozmowy. :)
10 osób z Endure Team startujących w tej imprezie. Podobno 6 z nich na podium. :P Mi zabrakło 31 sekund...

To nie był start na wycięcie. Po Mrągowie prawie nie trenowałem. Właściwie nic nie robiłem tylko przybierałem na wadze. ;) Dopiero na 3 dni przed startem zacząłem truchtać i lekko kręcić korbą żeby cokolwiek się rozruszać. Jeszcze nie wiem czy był to dobry czy zły pomysł natomiast...

Czasami organizm daje nam znaki, że coś jest nie tak. Nie zawsze są one wyraźne i można różne nie rozszyfrować. Tego dnia znak dla mnie był bardzo wyraźny. Szukając analogii... tak jakby ktoś wyrwał znak drogowy z ziemi i przywalił mi prosto w mordę (zdradziecką, a jakże). ;)

Zacznę zatem od końca, żeby było ciekawiej. ;)

Social Media

1,568FaniLubię
433ObserwującyObserwuj
820ObserwującyObserwuj
395SubskrybującySubskrybuj