Każdy je ma. Ja nie jestem oryginalny. Chwile zwątpienia pojawiły się zarówno w poniedziałek jak i dzisiaj w środę. Siedzę sobie w pracy i myślę o treningu, który czeka mnie wieczorem. Przez głowę przechodzą myśli o przesunięciu treningu na „jutro”. Na szczęście to wszystko mija gdy zgodnie z planem wychodzę na dwór. Pierwszy kilometr pompuje endorfiny do organizmu, mózg odcina się częściowo od świata, tętno rośnie i człowiek czuje się świetnie. Nie myślałem, że kiedyś będą dziać się takie rzeczy. Przecież ja nie lubiłem biegać – czas przeszły.

Chwile zwątpienia. Pojawiły się u mnie po uzmysłowieniu sobie jak daleko jest mój cel… który zresztą nie jest celem finalnym. Jedni mówią, że jeśli nasz cel nas nie przeraża, to znaczy, że jest zbyt mały. Z drugiej strony, zbyt ambitny cel może doprowadzić do zniechęcenia i warto rozpocząć drogę „małych kroków”. Ja jestem marzycielem. Nie chcę słyszeć o małych krokach. Oczywiście, planuje mniej więcej te wszystkie kroczki – starty i wyniki, które powinienem osiągnąć, by cel został zrealizowany. W ten sposób w naszej głowie, nierealne, może stać się realnym, tyle że oddalonym w czasie. Ano właśnie, głowa. To wszystko leży w naszej głowie. Co z tego, że cel jest daleko. 3 lata treningów? 3 lata, po których nie ma żadnej pewności sukcesu? Taki tak będziemy lepsi od tych co nawet nie próbowali.

Dzisiaj po powrocie z treningu, standardowo nastąpiło rozciąganie kopytek. Później prysznic i hasło od żony, że brakuje tego i owego. Pytanie: skok „po bułki” rano po przebudzeniu czy teraz gdy na zegarze wybiła 22, a człowiek jest zmęczony po lataniu po mieście? Rano może być różnie więc odpowiedź może być jedna. Co z tego, że się nie chce. Co z tego, że człowiek jest zmęczony, dzień chyli się ku końcowi i każda gwiazda na niebie mówi, że należy iść spać. Mózg nie pyta „czy mi się chce”, tylko mówi „idź, bo jest coś do zrobienia”. I to właśnie jest piękne gdy wpadnie się w ten nawyk „robienia”. Nieistotne czy nam się chce, czy nie, czy aura jest sprzyjająca czy akurat się pogorszyło. Sport uczy nas, że gdziekolwiek jesteśmy i cokolwiek robimy, jesteśmy lepsi. Więcej nam się chce. Nie jesteśmy leniwi, tylko nastawieni na działanie. Czy to na treningach, czy w pracy lub w domu. Nawet gdy miłe uczucie ucieka i zastępuje je zmęczenie, nasza mentalność wciąż nakazuje nam robić jeśli jest taka potrzeba.

Sen. Jak dobrze się śpi ze świadomością produktywnego dnia. Dobranoc :)

jutro nigdy nie nadchodzi

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here