W sobotę będziemy ze znajomymi zwiedzać Gdańsk. Dokładniej przebiegniemy się od Westerplatte do Targu Węglowego. Mostem nad Wisłą jeszcze nie brykałem na nogach, więc mam nadzieję na spędzenie sympatycznego czasu wśród radosnej grupy entuzjastów (lista opłaconych zawodników zamknęła się gdzieś w okolicach 3500 luda).

Poprzedni tydzień zamknął się liczbą czterdziestu dwóch kilometrów. Bardzo fajna i sugestywna liczba ;) Ten tydzień będzie lżejszy pod względem przebiegu. Wszystko oczywiście po to, by być wypoczętym na sobotnie zmagania. W poniedziałek biegło mi się słabo. Od razu znalazłem przyczynę. Posiłek zjedzony 90 minut przed treningiem (mimo długiego, wolnego rozruchu) kolejny raz okazał się bardzo złym pomysłem. Biegło się ciężko, wszystko jakby bolało, a zmęczenie pojawiło się prawie od razu. Po rozruchowych 6 km nastąpiło trochę gimnastyki i przyspieszenia. I wtedy całe zmęczenie i bóle odeszły. Kilka szybkich przebieżek wzdłuż murawy stadionu plus wolne powroty przywróciły mnie do życia na tyle, że dalszy, wolniejszy bieg w celu schłodzenia organizmu nie był już taki „fe” oraz „be”. Dobrze jest zatem zachować 3-godzinną przerwę między jedzeniem, a treningiem. U mnie będzie to zwykle 2h+.

Dzisiaj czeka mnie fajny trening. Jak patrzę na rozpiskę to micha mi się śmieje od ucha do ucha. Będzie bez udziwniania, szybko, ze wzrastającą pracą pikawki. Uśmiech, moc, fitness, sport ;-)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here