Nie! Nie zmieniam tematyki bloga ze sportowego na kulinarny ;) Jednak jak wiadomo, jesteśmy tym co jemy, więc pożywienie odgrywa bardzo ważną rolę w życiu osoby aktywnej… w sumie to w życiu każdej osoby.
W poniedziałek niespodziewanie dostałem telefon, że wygrałem w konkursie. Nawet zapomniałem, że brałem udział ;) Tym bardziej zrobiło mi się miło. Taka „niespodziewajka”. Konkurs odbył się z tego co pamiętam na Fan Page Tiger Gym Rumia. Organizowała go firma DLS-Catering. Nagrodą była tygodniowa dieta z dostawą do domu. Telefonicznie umówiłem się na dostawy od środowego wieczora na kolejne 5 dni (z pominięciem weekendu). Podczas rozmowy padło ważne pytanie: czy wybiera Pan wersję 1200 kcal czy 1500 kcal. Kurcze, jasne że 1500 kcal. Będzie przynajmniej jedzenie do pracy, bo w domu taki tak pochłonę jeszcze z połowę świniaka co wieczór ;-))) Oczywiście żartuje… hmmm, żartuje? ;P

box-deser

Wczoraj wieczorem gdy byłem na basenie, miły pan dostarczył elegancką torbę do domu. Wszystko ładnie popakowane w osobne pojemniczki, gra muzyka. Cena tygodniowego wypasu (bez weekendów) 1500 kcal to 290 złotych (pełny cennik tutaj). Wydaje mi się to sporą kwotą ale po tym co otrzymałem widzę w jakiego klienta celuje DLS-Catering. Jest ładnie i estetycznie (ponoć pan dostarczający pakunek również był „ładny i estetyczny” – nie mi to oceniać ;) ). Pominę aspekt ochrony środowiska i produkowania sporej ilości opakowań plastikowych. Po zjedzeniu trzeba je segregować i problem teoretycznie jest z głowy (a przynajmniej jedzący ma czyste sumienie).

Nie jestem pewien czy będę miał czas na opisywanie tego co wyciągam z magicznej, czarnej torby ale postaram się. To tylko pięć dni. W końcu zamiast robić sobie paszę na dzień następny, oszczędzam czas, gdyż jedzonko puka do mych drzwi ;) Jedziemy z tematem. Co tam dzisiaj wyszło z wora?

Śniadanie: naleśniki z twarogiem i papryką, pomidor ze szczypiorem.
IMG_2344
Muszę przyzwyczaić się do tych małych porcji. Właściwie to już od paru miesięcy jem małe częste posiłki, więc nie jest źle. Gorzej jak ktoś się rozpasł, rozciągnął przez lata wnętrzności i nagle po przyjęciu dawki pożywienia od razu czuje głód. Fajnie, że było trochę zieleni i pomidorów. Podjadłem i jest ok. Twaróg powinien być raczej z tych chudszych, a był taki smaczny, że szczerze w to wątpię ;)

II śniadanie: krem z brokuł, grzanki z fasolą i pomidorem.
Tym razem postąpiłem inaczej niż rano. Podziurawiłem wieko opakowania i zgodnie z instrukcją wrzuciłem do mikrofali. Kolejna malutka porcja, bardzo smaczna. Zaczyna mi się to podobać, w sensie takie zróżnicowane jedzenie. Po części, jest to na pewno ekscytacja nowością. Kocham suszone pomidory!

Obiad: Tagiatelle
IMG_2359
Nie ma wiele do opisywania. Makaron, czerwona fasola, jakieś grzybki, kawałki kurczaka. Makaron ten ciemny (bodaj pełnoziarnisty) z tego co czułem na podniebieniu. To dobrze.

Herbatka:
W międzyczasie zapomniałbym napisać o woreczku z herbatą, doklejoną do jednego z pudełek. Niby mała rzecz, a muszę coś skrobnąć. Gdy zaglądałem do siaty, to zapach unosił się głównie z tego małego woreczka strunowego. Powąchałem woreczek i byłem w siódmym niebie. Chyba następnym razem zawinę to w bibułkę i spalę ;) Aromat super, smak również. Nie lubię herbat owocowych, a ta mi bardzo smakowała. Łyżka dziegciu: fusy latają po kubku i za wszelką cenę chcą się dostać do gardła. Nie jestem częstym „pijaczem” takich herbat i nie posiadam żadnego metalowego ustrojstwa, w którym mógłbym umieścić herbę w gorącej wodzie. Ciekaw jestem czy taką próbkę herbaty można by, w łatwy sposób zamknąć w papierowej/plastikowej torebce przystosowanej do zaparzania.

Kolacja: kanapka, sałatka z buraczków z serem blue i rukolą.
IMG_2362
Chyba najmniej smaczny posiłek w dniu dzisiejszym. Wszystko było ok. Zwyczajnie nie bardzo lubię buraków podanych w taki sposób. Absolutnie nie mogłem jednak odmówić sobie porcji żelaza, więc z chęcią zjadłem. „Kanapka” z nazwy kolacji była pocięta w kawałeczki, jak dla dziecka. Muszę powiedzieć, że to super sposób aby zmusić się do powolnego jedzenia. Sałatka była rozmiarów odpowiednich do diety redukcyjnej ;) a przez to, że była przygotowana właśnie w taki sposób jadłem ją długo i się najadłem.

Na dzisiaj to tyle. Jedzenie się skończyło, a ja pewnie wieczorem jeszcze przekąszę coś wieczorem. Ahoy.

P.S. Wszystkie zdjęcia pochodzą ode mnie i są robione na poczekaniu telefonem, więc jakość może być różna.

O… właśnie przyszła nowa dostawa. Idę zaspokoić ciekawość :D

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here