Podsumowanie tygodnia 13/2014

Podsumowanie tygodnia 13/2014

Znaczne zmniejszenie obciążenia. Krótkie treningi, bez ostrego ścigania się. Boląca noga powinna się poczuć lepiej. Powinna…

Odpuszczam ile się da. Naukę na pływalni przesunąłem w tym tygodniu na poniedziałek żeby mieć więcej luzu w dalszej części tygodnia. We wtorek kilka kilometrów, kilka szybkich dwusetek, noga uwierała jak zwykle więc spasowałem. Nie ma co się wysilać. Lepiej zbierać siły na weekend. W środę było jeszcze spokojniej. Dyszka dość równym tempem. Dzisiaj w planach mniej niż 10 km. Prawdę mówiąc to nie wiem czy nawet zrealizuje ten trening. Taki leń się ze mnie zrobił. ;) Czasu trochę brakuje, trzeba się przygotować do wyjazdu, zająć się pewnym projektem. BUM. Na wszystko da się znaleźć czas i poustawiać. :) Muszę jak najwięcej odpoczywać ale te ~8 km mnie przecież nie zmęczy. Jutro wcześnie rano pobudka i od razu wio na stolicę.

Plan na niedzielę jest taki aby trzymać się pacemakerów na 1:50, a na koniec może nawet przyspieszyć. Jest jednak pewien problem – wiara w siebie. Jeśli nie byłoby zajęcy to celowałbym w okolice 1:52-1:53. To jest moim zdaniem czas, który powinienem zrealizować jeśli dam z siebie wszystko. Pogoda podobno ma sprzyjać. Zapowiada się fascynująca mordęga. :) Krew, pot i łzy. Później będzie co wspominać.

„We delight in the beauty of the butterfly, but rarely admit the changes it has gone through to achieve that beauty.”
Maya Angelou

Za tytułowe zdjęcie dziękuję Miłoszowi Bolechowskiemu ze strony fabryka-pikseli.com.

Podsumowanie tygodnia 12/2014

Podsumowanie tygodnia 12/2014

Miało być lekko i przyjemnie. Już niedługo start więc trzeba wypocząć. Kilometrów było sporo mniej jednak z treningów wracałem spompowany. Myślę że to wszystko wina słoneczka, które coraz mocniej praży z góry. ;-) Zimo – NIE WRACAJ.

Cały tydzień czułem kolano. Najczęściej było tak, że przy pierwszym kilometrze chciałem wracać do domu. Generalnie nie jest dobrze. Po 1000m ból stawał się do wytrzymania więc realizowałem treningi zgodnie z planem. Najpierw było to 10 x 200 m, które miałem pobiec szybko. Wychodziły w 43-48 sekund. To było dla mnie bardzo szybkie bieganie. Cieszyłem się jak już ten trening się skończył. ;) Dałem radę. Później (w czwartek) też były szybkie kawałki ale tylko 20-sekundowe, które pozwoliłem sobie już pobiec na większym luzie. Ogólnie tydzień miał być krótszy i szybszy. Mało biegam szybko więc odzwyczaiłem się od ciężkiego sapania. ;)

Nadejszła wiekopomna chwila. Sobotni trening zrobiłem za mocno. Dobra, solidna rozgrzewka i potem: 4 x 2 km [5:20/km] przerwa 300m + 2 x 1km [5:00]. Dwójki po 5:20 wychodziły względnie równo, nie za szybko i nie za wolno. Tysiączki na dobranoc poleciałem trochę za szybko. :P Jak serducho wleci na wyższe (ale nie za wysokie) obroty, to jest tak fajnie że człowiek biegnie i daje się łatwo ponieść. No chyba że nogi nie chcą nieść ale to inna kwestia. ;) Dopiero jak zwolniłem na koniec treningu to dotarło do mnie że bodziec był silny. Kolano jak to kolano – uwierało cały czas. Było mocno więc w niedzielę zdecydowanie zluzowałem. Zamiast baardzo wolnych 16 km było baaaardzo wolne 11 km. Taka tam leniwa niedziela. :)

„How am I to know what I can achieve if I quit?”
Jason Bishop

Tytułowe zdjęcie pochodzi ze strony unsplash.com.

Zakwasy – co z nimi zrobić?

Zakwasy – co z nimi zrobić?

Polecam lekturę artykułu u źródła (link na końcu posta). Przy okazji trochę zboczę z tematu W moim przypadku wiem co daje mi wolne schłodzenie organizmu po treningu. Jeśli na koniec wysiłku kozacze i mocno się zmęczę (w różnych dyscyplinach sportu), to na następny dzień czuję boleści w mięśniach. Jeśli natomiast trening zakończę w spokojnym tempie, to ogólne samopoczucie mięśni jest znacznie lepsze. Bardzo często się to u mnie sprawdza. Oczywiście w obu wypadkach mięśnie pozostają uszkodzone dzięki wykonanemu wcześniej wysiłkowi jednak możemy pomóc organizmowi w regeneracji/oczyszczeniu schładzając się po wykonanej pracy.

Trzeba się nauczyć, że trening jest skuteczny tylko wtedy, kiedy jest bodziec, a potem odpoczynek. Zakwasy to sygnał od organizmu, że mięsień jest uszkodzony i trzeba go zaleczyć.

Może pomóc np. to, co „przepłukuje” mięśnie, np. łagodny masaż. Tylko trzeba pamiętać o tym, żeby „regeneracją” nie pogłębiać specyficznego zmęczenia. Np. po długim biegu głównym problemem jest odwodnienie, utrata minerałów i utrata zapasów energetycznych. Czyli nie ma sensu pójście do sauny ani bieganie długo, bo tylko pogłębi się ten stan. Lepiej zrobić dzień wolny lub iść na masaż. Ale już po krótkich podbiegach czy siłowni problemem jest głównie fizyczne uszkodzenie mięśni. Wtedy przydaje się sauna czy lekkie bieganie, a masaż może być już ryzykowny.

♦︎ ŹRÓDŁO ♦︎

Podsumowanie tygodnia 11/2014

Podsumowanie tygodnia 11/2014

To był bardzo ciekawy tydzień. Początek tygodnia nieco strachliwy przez bolącą nogę. W miarę upływu czasu (mimo chęci oszczędzania się) dorzucałem lekko do pieca i zacząłem realizować normalne treningi. Finalnie udało się bardzo fajnie zrealizować tydzień treningowy.

Wtorek rozpoczął zmagania tygodniowe. Ze względu na niepewne samopoczucie uciąłem szybką część treningu. Zrobiłem właściwie luźne bieganko – 12 km, HRavg=143 bpm. Na siódmym kilometrze mocniejszy ból w kolanie. Udało się to po dłuższej chwili rozbiegać ale sytuacja dała mi do myślenia. Wtedy zdecydowałem że nie zrobię całego treningu. Po 10-ciu km zrobiłem 3 lekkie przyspieszenia i doznałem lekkiej załamki bo czułem kontuzję aż nadto wyraźnie.

Środa minęła pod znakiem masażu i tragicznej pływalni. :~)

aIMG_4797_mini

Niedziela. Pod eXperymentem. :)

Kolejny trening biegowy również nie był zrealizowany w 100%. Również padłem na przyspieszeniach. Zaczęło mnie boleć bardziej po lewej stronie, tj. centralnie nad rzepką. Tak jakby druga głowa tej samej nogi dała o sobie znać. Większość treningu poszła zadziwiająco przyjemnie. Dopiero na przyspieszeniach ostre kłucie i dałem sobie spokój. Zacząłem jednak odczuwać pozytywne działanie rolowania mięśni po rozciąganiu. Na chwilę obecną wygląda to tak: trening – rozciąganie (10-15 min) – rolka (ok. 10 minut). Także po treningu muszę jeszcze zarezerwować z 20 minut aby w kolejnym dniu móc przystąpić do dalszych zmagań.

W piątek strach był jeszcze większy… i zupełnie niepotrzebny. Po pierwsze byłem sceptyczny co do treningu na kolejny dzień po czwartkowym kłuciu. Po drugie, tym razem miały być nieco szybsze tempa przez dłuższy czas. Nie wiedziałem co się stanie, a nie chciałem ryzykować. Okazało się jednak, że przy stopniowym zwiększaniu prędkości nic złego się nie dzieje. Wręcz odwrotnie. To był pierwszy trening zrealizowany w 100% i to z uśmiechem na twarzy… no prawie. ;-) Po 3 km rozgrzewki, ćwiczeniach i paru lekkich przyspieszeniach zrobiłem kolejno: 4 km (5:30) + 3 km (5:20) + 2 km (5:10) + 1 km (5:00), a w przerwach między tymi odcinkami było 400 m truchtu. Prędkości wychodziły zgodnie z planem, tętno trzymane w ryzach, noga nie bolała.

aIMG_4801_mini

W sobotę jednak czułem że dzień wcześniej był mocny trening. Był to jednak ból przyjemny, ból zmęczonych mięśni, ból który zawsze można rozbiegać. Dałem sobie dzień przerwy, szczególnie dlatego, że dzień miał obfitować w ciekawe wydarzenia… ale nie o tym jest ten blog.

Myślałem sobie czy czasem nie zrezygnować z długiego wybiegania w niedzielę. Miałem w planach wypad do Experymentu w Gdyni i ogólnie jakoś mi się nie chciało. Gdzieś w głowie jednak siedziało zaniepokojenie nogą. Chcę wystartować w tym cholernym półmaratonie, a nie kuśtykać gdy inni będą biegli. Ze względu na to jak poszły przygotowania nie nastawiam się już na jakiś magiczny czas ale postaram się być zadowolony. ;) Wracając do niedzieli… wyjazd do Experymentu zrodził pomysł żeby zabrać ze sobą ciuchy na zmianę i wrócić z buta. Od razu zachciało mi się zrealizować jednostkę treningową. Skoro był plan, to łatwo było go wprowadzić w życie. 2h chodzenia za dziećmi po szklanej hali (w tym 10 sekundowa sesja na bieżni z oporem, po której 15 minut coś mnie bolało przy pachwinie) i można było zaczerpnąć świeżego-miejskiego powietrza. ;)

To był świetny powrót. Męczyłem się okrutnie. Górki w tych naszych lasach są miażdżące. Myślałem że do domu wyjdzie mi jakieś 20 km i z uwagi na konkretne premie górskie nie będę biegał zaplanowanych 25 km, tylko nieco się oszczędzę. Nie wyszło! :D Kluczyłem, skręcałem, zawracałem, było fajnie. Wyszło 25,4 km. Cały tydzień zamknął się z przebiegiem 67 km. Było ciężko i boleśnie. Zostały 2 tygodnie do startu. Trzeba będzie niedługo nieco zluzować i się odświeżyć w kroku ;) i kolanie.

co cie przeraza

Tytułowe zdjęcie pochodzi ze strony unsplash.com.

„Believe in yourself. If you don’t, then no one else will have a reason to.”
John Di Lemme

Foto-video z HMŚ w lekkoatletyce. Sopot 2014

Foto-video z HMŚ w lekkoatletyce. Sopot 2014

Nie planowałem uczestniczyć w tej imprezie ale jak już dają bilety za darmo to trzeba iść. ;) Dostałem zaproszenie na piątkową, poranną sesję, czyli kwalifikacje. To było coś nowego dla mnie. Nigdy na imprezie lekkoatletycznej nie byłem. Jak leciały transmisje w TV to nigdy nie oglądałem, bo nudziło mnie okrutnie.

W sumie to o tej imprezie napisano już wszystko. Ja dodaje swoje trzy grosze parę dni po czasie. Cóż, podczas startów w biegach przyzwyczaiłem się że jestem 4 dni po innych. ;)

IMG_4589_mini

Miejsca mieliśmy fajne. Tuż przy startujących na 400, 800 i 3000m. Jedyne do czego było daleko, to do najnudniejszej konkurencji, tj. pchnięcia kulą. :P Myślałem że na sesji porannej, w piątek, hala będzie pusta. Sporo krzesełek było jednak zajętych.

IMG_4568_mini

Cóż by moja geek’owska dusza poczęła gdybym nie zainteresował się technologią. Dla tych co lubią minimalizm, życie bez kabli oraz technologie bezprzewodowe prezentuje powyższy obrazek. :P

IMG_4600_mini

Cztery godziny zmagań minęło mi zaskakująco szybko. Zachęcony dawką emocji myślałem czy nie kupić biletu na niedzielne finały. Dałem sobie jednak spokój. Nie wiem czy nie będę potrzebował tych kilku setek na doprowadzenie nogi do porządku. :PIMG_4603_miniPodczas kwalifikacji w biegu na 800m wszyscy nabrali rumieńców. Zdziwiłem się, że hala wypełniona w 50% może dać tak głośny doping. :) Ciekaw jestem jak to wyglądało na finałach gdy Lewandowski i Kszczot biegli na czele stawki. To musiał być dopiero odjazd.

IMG_4646_mini

GO ANGELA GO!!!

IMG_4657_mini

Na koniec sklejka z filmików, które nagrałem telefonem. To była super impreza. Jeśli ktoś chciałby podzielić się swoimi materiałami i wrażeniami z kolejnych dni zawodów, zapraszam do kontaktu.