3, 2, 1, wystartowali… Pamiętam ten moment gdy miałem już dosyć. Spojrzałem na zegarek. Przebiegłem 2,85 kilometra. Do mety pozostało 8, niedobrze. Dwa dni później – wciąż czuję zmęczenie w nogach.

To był mój pierwszy start w tego typu imprezie i cóż… wyszedł ze mnie mieszczuch. ;P Jeszcze w lutym, podczas Biegu Urodzinowego w Gdyni cieszyłem się że Świętojańska już mi nie sprawia problemów. Coraz lepiej radzę sobie na górkach. Później był Półmaraton Warszawski gdzie Agrykola pozostawiła całkiem miłe wspomnienie. Po pierwszym etapie, pierwszej edycji Biegów Górskich w Gdyni muszę zrewidować swoje myślenie. Zderzenie się z tymi górkami było bolesne, choć humor dopisywał, a uśmiech z twarzy nie schodził. ;)

Na bieg zapisałem się dużo wcześniej, od razu na cały cykl (choć później okazało się że w maju nie będę mógł wystartować). Chciałem pogratulować organizatorom za świetną imprezę. Do biura zawodów podjechałem rano. Okazało się że jestem jedną z pierwszych osób i dostałem numerek 2. Normalnie elita – nie ma żartów. ;) Wszędzie było pełno poprzyklejanych kartek z informacją gdzie należy się kierować. Później chwilę pozwiedzałem, przybiłem parę piątek i pojechałem do domu. W międzyczasie odbywały się biegi dla dzieci oraz kijkarzy-NW.

IMG_7911

IMG_7957

Godzinkę przed biegiem znowu zameldowałem się w okolicach biura zawodów. Pogaduchy, depozyt, rozgrzewka. W międzyczasie spotkałem sporą grupę ludzi, których od dawna nie widziałem. Wszyscy uśmiechnięci i ciekawi jak ten bieg będzie wyglądał. Panowała świetna atmosfera. Kolega Jacek opowiadał ciekawostki przez mikrofon, dziewczyny spisywały wyniki, ludzie byli zorganizowani, kibice klaskali i krzyczeli, wszystko grało. :-)

IMG_8045

Pierwsze 1,5 km miało być względnie płaskie. Jednak polecono nie trzymać tempa z biegów miejskich bo po tych 1,5 km się zagotujemy i będzie po zawodach. Pierwszy km pobiegłem w 5:25 i jakoś szło. Właściwie cały czas pod lekką górkę. Później pod trochę mniej lekką górkę, zbieg i wtedy zrozumiałem co chłopaki nazywają płaskim, a co górkami. ;) Biegowa wspinaczka i od tego momentu prawie non stop góra-dół-góra-dół-jeszcze większa góra-jeszcze stromiej w dół. Działo się, była zabawa, no i tak jak pisałem na wstępie, po 2,85 km chciałem już widzieć linię mety. ;)

Przez kolejne 2,5 km zastanawiałem się dlaczego nie zapisałem się testowo na jedno kółko mierzące 5,25 km. Plan przed biegiem był taki, żeby na drugim kółku przyspieszyć. Po paru kilometrach myślałem już tylko JAK ja przebiegnę to drugie kółko. ;) Czułem że sapie, obserwowałem tętno, wiedziałem że jest już po mnie. Pierwsze kółko poszło w 31 minut. Drugie w 32:20. Prawdę mówiąc gdy mijałem metę, kończąc pierwsze okrążenie spodziewałem się gorszego wyniku drugiego kółka. Od kilku miesięcy staram się pracować nad swoją psychiką podczas biegu. Niby cisnę mocno, niby serducho pompuje, nogi pieką, a oddech jest głęboki. Człowiek jednak zawsze chce więcej. Koncentruję się na tym żeby w tych pojedynczych momentach doprowadzić się do zniszczenia. :P

Podczas drugiego kółka, niektóre odcinki podbiegów pokonywałem marszem. Taki ze mnie góral. :( Na ostatnich km uczepiłem się „dziewczyny we fioletowym” ;) i jakoś udało się utrzymać jakiekolwiek tempo. Podziękowania dla niej. :) W końcówce udało się nawet przyspieszyć ale generalnie byłem zmasakrowany. Czas był jaki był, miejsce niższe niż zakładałem. Znowu nabrałem pełen dzbanek pokory. ;)

IMG_8427


Pełne wyniki są dostępne tutaj: http://www.biegigorskiegdynia.pl/etap1.html
Zdjęcia pochodzą od organizatorów.

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here