Hej ho, hej ho, do pracy by się szło. To już jutro. Dzisiaj podsumowanie chorowania i świętowania. Grzechów związanych z odżywianiem było co nie miara. Jest nauka i chęć poprawy. ;)

To był kolejny leniwy tydzień. Coraz bardziej jest mi z tym źle. W czwartek ruszyliśmy na Mazury by tam spędzić święta. Poobijałem się trochę, pobiegłem w jeansach do sklepu (ok. 2 km w obie strony), także było mega rozluźnienie. ;)

IMG_5145_mini

W sobotę wreszcie trochę się poruszałem. Pograliśmy familijnie w piłę. Oj jak ja dawno nie kopałem balona! W efekcie zdobyłem parę siniaków na nogach i zaczął dokuczać mi ból łydki. Niezły początek, a zapowiadało się jeszcze gorzej. :)

W niedzielę biegająca część rodziny wybierała się na krótkie rozbieganie. Polecieliśmy zatem w 5 osób przed siebie. Super! Pogoda dopisała. Zgodnie stwierdziliśmy że idzie lato, bo już od pierwszego kilometra było parno. Bardzo fajnie! Zrobiliśmy wspólnie spokojną „siódemkę”, chwila odpoczynku i… półtorej godzinki na boisku. Trochę w piłę, trochę w siatkę. To były bardzo pozytywne święta. :) Zdobyłem kolejne sine odznaki na kopytkach. Rodzina, rodziną, ale nikt nie odstawiał nogi podczas meczów. ;)

Wracając na koniec do mojego zdrowia. Tak jak już gdzieś wcześniej pisałem, antybiotyku nie biorę. Katar chyba ustępuje. Od jutra cisnę z treningiem. Mam tylko nadzieję, że nikt z niczym nie wepchnie się do mojego grafiku. W sobotę mam zamiar wystartować w Parkrunie na 5 km. Majowy Bieg Europejski spisałem trochę na straty choć nie zamierzam się tam tanio sprzedać. :) W tym roku będą jeszcze ze 3 inne okazje by poczęstować nogi „dyszką”.

Oba zdjęcia są mojego autorstwa. All rights reserved ;)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here