To były kolejne zawody z cyklu „zaskocz siebie”. Miałem je pobiec spokojnie ze względów zdrowotnych i zbliżającego się Nocnego Biegu Świętojańskiego. Zdawałem sobie sprawę, że trasa jest trudna, a ja lubię sobie czasem zmienić strategię w środku wyścigu i przyspieszyć jeśli jest moc. Tak też było tym razem. ;)

To mój drugi start na tej trasie i muszę powiedzieć, że polubiłem te zawody. Pierwsze zderzenie była walką o życie. Teraz miało być inaczej. Na początek spotkałem sporo znajomych. Zacznę szukać więcej zawodów, w których bierze udział stosunkowo mała liczba zawodników. To jest zupełnie inny klimat niż na masowych biegach miejskich.

Odliczyliśmy od 10 do 0 niczym 31 grudnia i ruszyliśmy. Poszedłem spokojnie i sporo ludzi zaczęło mnie wyprzedzać. Na początku mi to nie przeszkadzało. Pomyślałem sobie „dogonię was na górkach”. Pierwsza górka – zacząłem wyprzedzać ale bardzo powoli. Druga górka, wiele osób już szło. :) Ja leciałem swoim, luźnym tempem. Górki małymi kroczkami, spokojnie, byle biec a nie iść. Jak patrzę na wykres tętna to wcale nie było tak lekko, chociaż gdy zerkałem na zegarek podczas biegu to było luźno, poniżej 160. Z takim samopoczuciem mogłem spokojnie rozkoszować się otaczającą naturą. Był luz przez całe pierwsze kółko.

Drugie okrążenie i nastąpiło mocne przeczyszczenie trasy. Zostały tylko harpagany co zapisały się na dystans dwóch okrążeń. ;) Na pierwszym „płaskim” (zawsze mnie śmieszy jak Jacek-konfenansjer mówi, że pierwsze półtora kilometra jest właściwie płaskie) odcinku łyknąłem jednego gościa i szukałem kolejnego lekko podkręcając tempo. Okazało się, że nie tylko ja leciałem na negative split, bo bardzo trudno było kogokolwiek machnąć. Siódmy kilometr i kwasowy ból w brzuchu był już dość dokuczliwy. Ósmy kilometr, nogi zaczęły dawać o sobie znać. Było jeszcze wciąż daleko do „walki o przetrwanie”. Czułem się nad wyraz dobrze. Zarówno na górkach jak i zbiegach udało się wyprzedzić kolejne parę osób. Na metę wbiegłem eleganckim (a przynajmniej tak mi się wydawało), szybkim krokiem. ;) Fajna jest ta końcówka trasy. Górka na tyle delikatna, że człowiek może puścić nogi i polecieć rozpędem.

To była bardzo fajna impreza. Pogoda nad wyraz dopisała. Najpierw padało ale jak ludzie zaczęli się rozgrzewać to się uspokoiło. Było chłodno, parę kresek powyżej 10 stopni, więc mega dobrze. Czasami na trasie coś pokropiło ale to zaledwie kilka kropel. Mimo płaskiej podeszwy nie kopałem się. Na kolejnej edycji trzeba pobiec z 5 minut szybciej. ;)

Miejsce Open: 46 na 121.
Miejsce M29: 17 na 43.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here