Chcąc prowadzić tego bloga w sposób prawdziwy i zgodny z rzeczywistością, nie będę przymykał oczu na gorsze momenty w treningu. Napiszę kilka zdań o tym co działo się w ostatnim czasie. ;)

Cele trochę się rozmyły. Nie było to związane z nieostrym obrazem po spożyciu. ;) Zaczęło się po starcie w Biegu Świętojańskim, po którym trochę odpoczywałem. Gdy wszedłem w trening, to prędkości były niezadowalające. Nie wiem w sumie czego oczekiwałem. Start w biegu nocnym był kapitalny, więc nie powinienem narzekać na moją dyspozycję. Gdzieś jednak uciekła radość z biegania. Tu coś dokuczało, tam coś bolało… takie standardowe narzekanie organizmu. Jednostki treningowe realizowałem zgodnie z planem… ale tylko przez chwilę.

Przyjechali goście i zaczęły się wypady na miasto. Przez pierwsze 2 tygodnie lipca porządnie przepłukałem organizm. ;) Dawka procentów na drugie półrocze 2014 została skomasowana w krótszym terminie. ;) Czasami jednak odpuszczałem wiedząc, że czeka mnie wysiłek fizyczny. W sumie to plan treningowy (wyłączając 50 km na rowerku) został zrealizowany. Czyli biegowo było ok. Dobrze że ten poprzedni tydzień był bardzo lekki, ze względu na zaplanowany test z trenerem. Dieta i regeneracja zeszły na dalszy plan… dużo dalszy. ;)

W kwestii pływania. Udało się też parę razy wbić w zatokę i popatrzeć w przesuwające się na dnie glony. Wciąż jednak jest to bardziej walka o oddech niż swobodne pływanie. Problem bierze się jednak z głowy, a nie wydolności. Każde wejście do wody to poprawa, więc mam nadzieję, że na HTG będę jako-tako gotów. 17 lipca będę brał udział w szkółce Swimnights i liczę na kilka dobrych, survivalowych rad dla amatorskich amatorów. ;)

Biegowo: pierwszy tydzień lipca zamknął się w 52 kilometrach, drugi w 40. Totalny luz.

O wynikach wczorajszego testu na stadionie będę chciał jeszcze napisać kilka słów w osobnym wpisie. Teraz tylko wspomnę, że podobno wszystko wyszło bardzo fajnie i optymistycznie. Podsumowując: gęba mi się uśmiecha od ucha do ucha i mimo powrotu shin splints mam mega ochotę podreptać po mieście i lesie. Powoli zaczyna mi brakować dużej objętości w treningu ale szybkość sama się nie zrobi. W najbliższych planach starty na 5 i 10 km, a połówka dopiero w październiku. Oj tak, w październiku to będzie się działo! :D

przegrana
Tytułowe zdjęcie pochodzi ze strony unsplash.com.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here