No właśnie nie. Nie jestem.

Może to jednak niepoprawne wrażenie. Ostatnio się trochę obijałem. Nie było kiedy trenować. Jedynie w weekend wystartowałem w HTG i właściwie tyle było dobrego w ostatnim czasie. :) Teraz wracam do właściwych treningów. Mam pierwsze dwie jednostki za sobą i czuję jakiś brak mocy. Może za bardzo się oszczędzam, bo nie czuję swojego organizmu. Ale po kolei.

Na przełomie lipca i sierpnia oddałem po raz drugi pasek HR do reklamacji. Mam nadzieję znowu dostać nowy i… że ten nie padnie mi po kolejnych paru miesiącach. Drogi Garminie, takiego shitu się nie wprowadza na rynek. No chyba, że mam jakiś toksyczny pot, który pali plastik i płytki scalone w środku. W związku z brakiem paska, realizuje treningi pod tętno, na czuja. Może to właśnie dlatego wydaje mi się, że biegnę do 140 bpm, a biegnę spokojniej, albo do 160 bpm, a wcale nie daje tak „po garach” i jak pisałem wcześniej – się oszczędzam. Obym za tydzień dostał działający pasek i miał okazję sprawdzić jak jest naprawdę.

Pierwszy, bardzo ciekawy dla mnie sprawdzian odbędzie się w pierwszą sobotę września. Tydzień przed Biegiem Westerplatte chce pocisnąć 5k w gdyńskim Parkrunie. Chciałbym wreszcie zobaczyć upragnioną jedynkę z przodu. :) Mówię oczywiście o 19:59, chociaż poprawa wyniku o minutę na tak krótkim dystansie, to sporo. Co będzie, to będzie. Na pewno zepnę poślady. ;) No i przekonam się co tam słychać w kroku, bo właściwie od czerwca nie biegłem maxa na płaskim, żeby móc się porównać. W czerwcowym biegu górskim poleciałem spokojnie pierwsze kółko, więc poprawa na górkach w lipcu była spodziewana. ;) Jak zawsze liczę na powodzenie akcji „jedynka”, bo już w czerwcu potrafiłem pobiec dwa ostatnie kilometry Świętojańskiego tempem minimalnie poniżej 4:00.

Po przemyśleniach podczas pisania stwierdzam, że nie ma co marudzić. Trzeba robić swoje, a kwestię szybki/nie-szybki zostawić na Parkrun. Jedziemy dalej!

Zmieniając na koniec nieco temat – podpiąłem się pod szkółkę pływacką juniora starszego i korzystając z jego wizyt na basenie sam robie fale. ;) Taki urlop – 5 x tydz. na 9:30 walczę z żywiołem. Uczę się nawrotu (flip turn) czyli znowu porażka za porażką. Przyzwyczaiłem się. :)

Hahahahahahahaha :D
Hahahahahahahaha :D

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here