Zacząłem czytać „Marathon man” Billego Rodgersa. Mało ostatnio cytatów na blogu, a ja je lubię (blog to też mój mały pamiętnik – za 10 lat go przeczytam od początku ;) ), więc poniżej kolejny przykład. Temat wałkowany dość często przeze mnie, bo wiem jak dużo mi dało zrozumienie tego aspektu. Trening = trenowanie, wyścig = ściganie się.

When I arrived on the Wesleyan campus, I carried with me Coach O’Rourke’s views on running. Workouts should be tightly scripted. They should leave you exhausted and drenched in sweat. Beating people on track over a distance of one or two miles is what mattered. But then something happened. Amby took me under his wing.

As I copied his easy and relaxed strides on our long runs, I began to discover what he already knew. Training need not be an all-or-nothing battle, involving punishing track practice, grueling calisthenics, and wrenching interval sessions every afternoon. It could be a fun and easy cruise through the gorgeous New England countryside. It could be an act of freedom by which I could step outside myself and my racing mind. A long run in nature could even be a way to connect my physical body with the unseen spirit of the universe. As much as I enjoyed my German literature class, that’s not something that ever happened during my lecture.

Swoją drogą nie chodzi tylko o rozdzielenie startów od treningów. Teraz gdy nie mam zegarka i bardziej swobodnie patrzę na tempo podczas spokojnych biegów (w tym tygodniu na razie tylko takie były), to nie czuję presji na sprawdzanie co chwila jakie cyfry pokazuje telefon. Większy luz, więcej czasu dla siebie, do rozmyślań. Mniej czasu myślę nad techniką, a bardziej pozwalam głowie odpłynąć na dziwne lub zupełnie odjechane tory. :) Sama radość. :)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here