Dzisiaj rozpoczynam nowy cykl wpisów. Tym razem nie ja będę się silił na słowa ale dwie niewiasty. ;) Mam nadzieję, że co jakiś czas usłyszę od nich kilka zdań, by podać je wam w postaci tekstu na blogu.

Blog miał być moim miejscem do wyrzucania z siebie liter jednak domyślam się, że są osoby, które znajdują się w innym miejscu sportowego rozwoju niż ja. W sumie wciąż jestem na początku ale mam 2 lata za sobą i prezentuje w miarę ambitne podejście do tematu. Poniżej prezentuje wam to co napisała Ania i Dorota o sobie. Być może komuś z was bardziej przypadnie ich nastawienie. Obie dziewczyny chcą startować w sierpniu w sprincie Herbalife Triathlon Gdynia (Herbalife Ironman Gdynia?). Jeśli ktoś jeszcze ma takie marzenie, na pewno znajdzie w ich tekstach sporo motywacji i część siebie. :) Zapraszam do lektury.

Hej, jestem Ania, mam 33 lata i jestem uzależniona od ruchu wszelkiej treści.

Tak pewnie widzi to moja rodzina. Zwariowałam. Zawsze było mnie wszędzie pełno, ale od 2 lat przeginam. ROLKI i ROWER to moje największe miłości, od dziecka. A sport w formie zawodów rozpoczęłam, za namową koleżanki, od udziału w półmaratonach rolkowych. Rolki, rower, aerobik (step, FAT burning, Chodakowska), basen, nordic walking, bieganie, łyżwy, narty biegowe… spinning. Oto ja. Wszelkie „treningi” to dla mnie zabawa. Celem jest wzmocnienie sylwetki i hmmm zdobycie jakiejś w miarę figury ;). Wyniki nie są wyśrubowane, ale są to MOJE osiągnięcia.

W sierpniu 2014 zabrałam całą moją rodzinę (mąż i 2 córki) do Gdyni aby pięknego, słonecznego dnia kibicować Marcinowi, koledze Jackowi i mojemu szefowi (p. Jackowi) w ich debiutanckim TRI. Tak się przy tym nakręciłam, że postanowiłam w 2015 roku wystartować… Przyszedł czas zapisów, dumałam, myślałam i… zapisałam się. Zazwyczaj każdy stawia sobie cel i do niego dąży. W związku z tym, iż spotykam po drodze wiele przeszkód zdrowotnych, za cel (aby się nie rozczarować) postawiłam sobie ukończyć owe zawody. Mobilizacją do rozpoczęcia treningów, trochę bardziej na poważnie, był Marcin – poprzez jego wpis o nas, debiutantach. Wtedy to właśnie wróciłam do klubu sportowego na spinning. Motywuje też każdy jego trening a no bo jak on przebiegł 18 km w mega wichurze i deszczu, to ja mogę przetruchtać chociaż 13km następnego dnia w nieco lepszej aurze.

Podsumowując:

PŁYWANIE – cóż, utrzymuję się na wodzie, pływam jedynie krytą żabką. Na dzień dzisiejszy mam za sobą pierwszy basen po rocznej przerwie. Oby do brzegu ;)

ROWER – hmm pojadę na moim kochanym trekkingu – pokonałam na nim w tym roku ponad 2000 km, zaliczając między innymi przejazd HEL->ŚWINOUJŚCIE szlakiem latarni morskich (wspaniała przygoda – zrealizowanie mojego marzenia, dodatkowo w miłym towarzystwie).

BIEG – cóż, biegam (a raczej truchtam) od maja 2013 – we wrześniu i listopadzie zaliczyłam pierwsze „dyszki”. W tym roku przebiegłam już trochę więcej dyszek i zaliczyłam nawet pierwszy biegowy półmaraton.

Założenia „treningowe”: w miarę możliwości 1x spinning, 1x basen, bieganie i wzmacnianie ile się da.

Wszelkie konstruktywne uwagi i wskazówki mile widziane.

A teraz co nieco o Dorocie.

Dorota Poklękowska, zodiakalna ryba, lat 23 (w marcu), 177 cm.
Wszystko zaczęło się od biegania, kocham biegać.
Około 2 lata temu pojawiła się pierwsza myśl o triathlonie.
Najpierw tylko myśl, rok później pierwsze kroki z łączeniem 3 dyscyplin w treningu czysto dla zabawy, a teraz już cel na 2015: debiut w Gdyni. :)

Przeszłam dwie ciężkie dla mnie kontuzje, które niestety będą się za mną już zawsze ciągnąć. w 2013 roku kontuzja która zwaliła mnie z nóg na 6 miesięcy czyli kręgosłup/biodro/pas biodrowy w jednym, a w 2014 skręcona kostka w najgorszy możliwy sposób podczas biegu górskiego, co również zakończyło moją biegową przygodę na pół roku.

Musiałam pływać żeby kostka szybciej doszła do siebie. Więc pływałam i polubiłam pływać. Jednak technicznie czuję się słaba i to nad tym chcę popracować. Najbliższe treningi na pływalni planuję spędzić z instruktorem. Zakładam, że to z pływaniem mogę mieć największe trudności.
Rower jest dla mnie łatwy, ale pewnie tak tylko mi się wydaje. Tak naprawdę jest dla mnie najmniejszą frajdą, ale to logiczne, że biegacz woli sam śmigać. Nie widzę tu problemów w treningu. Po prostu trzeba przetrenować ileś tam km i będzie ok.

Bieganie jest dla mnie trudne, ale nie było jeszcze rok temu. Wiem, że jeżeli solidnie przepracuję zimę i zacznę biegać zgodnie z planem treningowym czyli 4-5 różnorodnych treningów biegowych tygodniowo to wrócę do formy i bez problemu przebiegnę planowany na 2015 rok półmaraton i w Gdyni na triathlonie polecę te 21-22 min.
Nie pozostaje mi nic innego jak zabrać się do pracy :)

To tyle słowem wstępu. Teraz pozostaje już tylko praca. ;-)

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here