Bieg Urodzinowy – Gdynia 2015

Bieg Urodzinowy – Gdynia 2015

Nadzieje czy niezdrowe ambicje? Kiedy jednak można marzyć o fajnym wyniku jak nie wtedy gdy chorób brak, przygotowania idą pełną parą, pogoda jest idealna, a warunki podczas biegu są świetne?

Fakt jest taki, że wszystko w sobotę zagrało. Nawet przyhamowałem z kiepskim jedzeniem i od rana ładnie, powoli korzystałem z wodopoju. ;) Dwie rzeczy nie były optymalne. Pierwsza z nich to kwestia przygotowania. Wszystko jest ustawione pod kwietniowy start w maratonie. Cały czas biegam sobie spokojnie i zdecydowanie czułem mega brak w wytrzymałości podczas sobotnich męczarni. Wydaje mi się jednak, że to nie był największy problem…

Głowa – z tym to na pewno jest źle. ;) Start falowy to była najpiękniejsza rzecz jaką mogłem sobie wyobrazić na tych zawodach. Mega mega MEGA plus dla organizatorów, że ogarnęli temat i wreszcie to wprowadzili. Komfort biegu na całym dystansie był niesamowity. Mnie oczywiście poniosła ułańska fantazja. Tak jak podczas pewnego Parkrunu – pusta przestrzeń przed oczami źle wpływa na zachowanie mojego mózgu (jak się okazało później, nie tylko mojego. Pozdrowienia dla Zuzy). ;) Wystrzeliłem do przodu na lekkich nogach nie myśląc o tym co potem. Na dzień dobry zobaczyłem tempo 3:30-3:45 na Garminie i to był początek końca.

Pierwsze spojrzenie na zegarek i od razu zaciągnąłem hamulec. Drugie, dalej <4:00’/km i znowu chciałem zwolnić ale tłum tak rwał do przodu… wiecie, wiatr we włosach, roztaczające się w głowie wizje, „tak, to właśnie ten moment! 40 minut pęknie niczym bańka mydlana”. Taaak. Pierwsze kilometry w 4:01, 4:12, 4:10 i już coś się zaczęło psuć. Po drodze jeszcze zagadał mnie Witek, którego serdecznie pozdrawiam. Nie wiem skąd się znamy ale chyba przez bloga. :) Generalnie nie miałem ochoty rozmawiać :P więc pobiegliśmy dalej w ciszy (zresztą obywatel W. odpalił zaraz do przodu).

Czwarty kilometr i pierwsze problemy z brzuchem. Rozpoczęło się od podbrzusza. Ból prawie sprowadził mnie do powierzchni asfaltu. Zacisnąłem zwieracze ;) i próbowałem biec dalej. Jako tako szło ale część trasy pokonywałem z zamkniętymi oczami, bo nie ogarniałem bólu. Półmetek w 21 minut z sekundami. Wtedy jeszcze przeszło mi przez głowę, że wymęczę Świętojańską i pogonię po Bulwarze by zrobić wynik w okolicach życiówki. Zaraz za półmetkiem czekali moi kibice, więc musiałem tam jakoś dotrzeć. ;) Na chwilę się rozchmurzyło ale to była cisza przed burzą. Zaraz potem trafiła mnie taka niepozorna kolka, która narastała przez kolejne minuty. Już na dole Świętojańskiej stwierdziłem, że przestaje się ścigać. Najbardziej wkurzające było to, że cała moja postawa poszła do śmietnika. Biegłem na wpół zgięty i nie mogłem się wyprostować. Zamiast się zatrzymać i zejść parłem przed siebie jak byk na czerwona płachtę. ;) Zupełnie bez celu. Przedłużyłem swoje męczarnie aż do Bulwaru, na którym dołączyły kłujące bóle w klatce piersiowej. Zbiegłem na bok trasy i się zatrzymałem. Chwila oddechu i poczłapałem dalej. Ostatni kilometr biegło mi się trochę bardziej komfortowo ale to może dlatego że poprzednie 3 km leciałem w tempie średnio-pół-wolnym ;) jak na własne możliwości.

16614699452_0c2557d176_b

Za metą chwile porozmawiałem i zacząłem biec dalej. :) Odzyskałem siły! Wszyscy człapali sapiąc, a ja świeżutki jak po rozgrzewce skakałem między nimi niczym kozica górska. Takie właśnie to były zawody. Seria problemów spowodowanych prawdopodobnie własną głupotą i zawalony wynik, zdrowie i morale. Złość oczywiście już minęła ale czy wyciągnę z tego naukę? Gdy stanę na starcie i znowu zobaczę przed sobą pustą trasę to emocje zrobią swoje. ;) Poniższy wykres mówi wiele. Po 25 minutach biegu odpuściłem zupełnie i kulałem się do przodu.

Zrzut ekranu 2015-02-23 13.32.18

Podsumowując. Trasa wydawała mi się nieciągnącym wzniesieniem. Świętojańska w 4:49? Dokładnie takim tempem pokonywałem ją w lutym 2014. Różnica polega na tym, że wtedy walczyłem z nią pełen sił, a serducho pikało aż miło. Tym razem tętno zaczęło spadać i właściwie to nawet nie chciałem kończyć tych zawodów… Światełkiem w tunelu było to, że tętno spadło prawie do 160 bpm. To była informacja, że zdecydowanie stać mnie na więcej, że to nie moje tempo… Wyszło jak wyszło, trudno.

Poniżej wyniki harpaganów, którzy zmierzyli się tego pięknego dnia ze swoimi słabościami i chcieli udostępnić swoje wyniki. :)

Antoni Grabowski aka Poranny Biegacz: 34:41 (wow… gratuluję awansu do czerwonej strefy :))
Witold Albecki: 41:27 (ależ mi uciekł po spotkaniu na moście!)
Moja skromna osoba: 44:34
Michał Rohde: 44:58
Marcin Curyło: 45:01
Ania Hinz: 53:56
Sebastian Śmiałkowski: 57:38

Mój trening – przełom lutego i marca

Mój trening – przełom lutego i marca

Lekki zonk z Biegiem Urodzinowym nie może przesłonić celu głównego jakim jest ukończenie z uśmiechem na ustach Maratonu w Krakowie.

Bieg na 10 km to wymagające zawody. Po pierwszych kilometrach organizm jest już bardzo mocno rozbujany i potrzeba mocnej psychiki, by doprowadzić się do mety nie zwalniając. Ja rozbujałem się za mocno ;) ale o tym będę pisał w osobnym wpisie. Póki co z powrotem wchodzę na sporą objętość. Kulasy bolą ale nie bardzo będę odpoczywał po zawodach. 2-3 spokojniejsze treningi i jazda dalej.

Jest jeden problem. Nie bardzo podoba mi się przejście na 5 treningów tygodniowo. Niby ma być progres ale z drugiej strony ma być fun z tego całego sportowego zamieszania. Dlatego też zostawiam sobie furtkę w postaci zamiany jednego spokojnego treningu biegowego na równie spokojne wyjeżdżenie na trenażerze. Co przyniosą te 2 tygodnie, nie wiem. Różnie bywa z czasem – wiadomo.

Dalej będę chciał trochę pobiegać w drugiej strefie (treningi #3)… chociaż ostatnio z tymi strefami to się trochę pogubiłem. Napiszę o tym może w którymś z kolejnych wpisów. Suma summarum, próbuję sobie wyrobić tempo na maraton.

2015, TYDZIEŃ 9 (23.02-01.03)

1. Run: 12 km<145 bpm
2. Run: 10 km<145 bpm; ćw.10’; 3×20/40; 2 km<145 bpm = 13 km
3. Run: 1 km<145 bpm; 3 x 5 km (5:00)/1 km; 2 km<145 bpm = 20 km
4. Run: 12 km<145 bpm (lub 90-120’ na trenażerze)
5. Run: 25 km<150 bpm (początek i koniec b. spokojnie, góreczki)
TOTAL: Run 82 km, Swim 2x, Bike 1x

2015, TYDZIEŃ 10 (02-08.03)
1. Run: 12 km<145 bpm
2. Run: 10 km<145 bpm; ćw.10’; 3×20/40; 1 km<145 bpm = 12 km
3. Run: 2 km<145 bpm; 4 x 3 km (4:50)/500 m; 2 km<145 bpm = 17 km
4. Run: 12 km<145 bpm (lub 90-120’ na trenażerze)
5. Run: 30 km<145 bpm
TOTAL: Run 83 km, Swim 2x, Bike 1x

Jeśli uda się zrealizować te 2 tygodnie to będę mega zadowolony. :) Przewiduje sporo ciężkich chwil ale moje nadzieje kieruje w stronę słoneczka. Dni będą coraz dłuższe i może niektóre wieczorne treningi będą zaczynały się chociaż przy szarówce zamiast w kompletnych ciemnościach. Myślę, że każdemu wleje to do głowy trochę optymizmu i siły. :)

Tytułowe zdjęcie pochodzi z serwisu unsplash.com.

Biegnij fair na GP Gdyni (i nie tylko)

Biegnij fair na GP Gdyni (i nie tylko)

Gdyńskie Centrum Sportu zaczęło kampanię edukacyjną dla biegaczy. Robi to w kapitalny sposób, serią komicznych, wesołych obrazków. Lubię to!

strefz_startowe

Nie wiem jak u was ale moi znajomi znając moje mocno krytyczne podejście do stawiania nie w swoich strefach startowych, chwalą się że startowali ze strefy szybszej, bo ci z tyłu biegną za wolno. “Jak to za wolno skoro na mecie masz taki sam czas jak oni?!” No właśnie…

uprzejmosc

Gdyński Ośrodek Sportu i Rekreacji… wróć! Gdyńskie Centrum Sportu wyszło do biegaczy z czymś nowym. Grand Prix Gdyni osiągnęło już dawno punkt krytyczny w ilości uczestników i organizatorzy wzięli na swoje barki ogrom pracy, by uporządkować temat w sposób właściwy. Na początek do formularza zapisowego dodano miejsce, w którym zgłaszający się ma podać link do wyników z imprezy, na której zdobył swój najlepszy wynik w ostatnich latach. W ten sposób ma odpaść temat wpisywania wyników, które dopiero chcielibyśmy osiągnąć. ;-) Praktyka pokaże jak te informacje zostały weryfikowane.

bez_numeru

Druga kwestia jest lekko kontrowersyjna (jak zwykle, głównie dla tych, którzy zasady traktują najwyżej jako sugestie). Otóż jeśli ktoś zostanie złapany na starcie z nieswojej strefy, do jego wyniku netto zostanie doliczona kara 5 minut. W tym przypadku jeszcze bardziej jestem ciekaw jak to będzie realizowane i czy organizatorzy posuną się do śmiałego karania zawodników. Zapewne pokrzywdzeni będą najgłośniej krzyczeć. Może się obrażą i rzekną że “Gdyńskie biegi to g%$@#” i już więcej tutaj nie wystartują obniżając frekwencje. I chwała im za to! Zwykle takie osoby oskarżają wszystkich naokoło za to co im się przytrafiło, absolutnie nie widząc swojej winy. Jeśli zamiast 7000 biegaczy, ma wystartować 6900, a kultura ma skoczyć o kilka poziomów wyżej. Jestem absolutnie na tak! Dzięki GCS!

medale

Uczepiłem się tematu stref startowych, a obrazki prezentują szerokie spektrum zachowań. Całość można podsumować jednym zdaniem: nie rób innemu co tobie niemiłe. :)

kolejka

PODSUMOWUJĄC:
– tak, zawsze startowałem ze swojej strefy (lub słabszej)
– tak, prawie zawsze po zawodach marudziłem, że musiałem przeskakiwać nad innymi zawodnikami. Chociażby dlatego że startowałem ze strefy, w której wynik osiągnąłem w poprzednich zawodach gdy byłem jeszcze wolniejszy… ale też ze względu na to, że inni pchali się nie do swoich stref.
– tak, mega radość sprawiało mi awansowanie do kolejnych stref
– nie, nie wiedziałem na początku jaką krzywdę wyrządza się innym biegaczom jeśli stanie się z przodu. Po prostu, skoro byłem przyporządkowany do „zielonej” to tam stawałem. Stwierdziłem, że po coś te kolorki są.

Jestem ciekaw. Jakie są wasze doświadczenia w tym temacie?

korki

cudzy_numer

Tri-lejdis – styczniowe osiągi

Tri-lejdis – styczniowe osiągi

Dziewczyny cierpią na ABC – Absolutny Brak Czasu. Zbyt dużo etatów, studiów tudzież obowiązków domowych. To wszystko spycha aktywność na boczny tor. Jesteśmy tylko amatorami. Robimy co możemy… o ile chcemy. ;-)

Na pierwszy rzut idzie Dorota:

Garmin Connect Doroty

Garmin Connect Doroty

Styczeń
Miesiąc rozruchu, po kilku miesiącach prawie nic nie robienia. Od września do listopada działo się naprawdę niewiele. Grudzień był lepszy, ale wciąż słabiutko, nie jest to forma sprzed 2 lat.
Styczeń na spokojnie, ale mimo wszystko duży postęp. Przede wszystkim jedzeniowy, bo na tym chciałam się skupić ponad wszystko. Wprowadzam w życie dietę plant based, zmiany są spore i widoczne. Waga na koniec stycznia pokazała –2 kg. Czyli jeszcze ‘tylko’ 8 kg do wagi sprzed 2 lat :) Taki jest cel na najbliższe miesiące.

O proszę. To mamy dość zbieżne cele. ;) Mi wystarczy dojechać do 80–82. Czyli tak z –5 kg. :) Ciekaw jestem jak wygląda próba zwiększenia ilości warzyw w diecie Doroty ale pewnie nie będzie miała czasu by to merytorycznie opisać. :(

Dużo ćwiczeń w domu, na siłowni, wzmacnianie i budowanie mięśni.
Dlaczego? Ponieważ zaniedbałam to 2 lata temu, nie słuchałam organizmu i stąd, między innymi, problemy z biodrem/kręgosłupem. Chcę teraz zacząć od dobrej strony, nie chcę znów się zabiegać i płakać z bólu. Problemy z biodrem są i będą mi towarzyszyć więc muszę robić wszystko bardzo powolutku, tak by organizm miał czas na przyswojenie zmian. Chcę wszystko robić z głową, słuchając ciała, a nie żyć w szaleńczym nastawieniu “przecież muszę zrobić trening”.
Nie chcę zgubić tej całej frajdy która powinna towarzyszyć treningom. :)

Temat rzeka. Nikt nie chodzi do fizjoterapeuty, bo po co. Też nie chodzę… choć zdecydowanie powinienem. :/

Dlaczego tak mało biegania? Bo jestem biegowym zerem na tę chwilę, plus brak mojej odporności (efekt uboczny choroby która mnie męczy). Walczę z ciągłymi przeziębieniami, dlatego bieganie przy głupich –1 jest dla mnie niebezpieczne. Niestety pochorowałam się w połowie miesiąca (10–17.01) i z treningów musiałam zrezygnować. Słucham się organizmu. Końcówka miesiąca przyniosła nagłą zmianę ponieważ bieganie wyglądało już zupełnie inaczej, mogłam biec i biec … a zatrzymywał mnie jedynie czas. Zabrakło więcej czasu na trening. :)

Kłody pod nogami ale twardo idzie do przodu. Każdy pokonuje na swojej drodze mniejsze lub większe problemy. Trzeba się przyzwyczaić, że gdy będziemy startowali w zawodach, prawdopodobnie nikt oprócz nas nie będzie wiedział jak dużo się staraliśmy i jak wiele musieliśmy poświęcić, by wystartować i osiągnąć konkretny czas. Taki lajf.

Pływanie to największe zaskoczenie tego miesiąca. Na początek niewiele tego pływania, ale … Pływa mi się dobrze, łatwo i przyjemnie. Mam trenera który wyciska ze mnie dużo i uczy techniki. Jestem zadowolona, cieszę się na myśl o następnej wizycie na pływalni.

Zazdraszczam! :)

Rower? Dalej brudny, ale patrzę za okno z nadzieją, że już niedługo się przewietrzymy – nie chcę iść na spining o ile nie będę zmuszona.

Plany na luty:
– pływanie: basen 2x w tyg ( 1x z trenerem, 1x sama) – technika
– bieganie: znacznie, ale stopniowo zwiększyć dystans do 10 km, biegać 2–3x tygodniowo
– rower – o ile pogoda pozwoli na dworze jeżeli nie to spining
– kontynuować zmiany w diecie – do 70% plant based
– –3 kg na koniec lutego !
– ćwiczenia siłowe, interwały, rozciągania – bez zmian

Tak to wygląda u Doroty. Nie zawsze można robić to co by się chciało i… często bardzo ciężko sobie to wbić do głowy i podjąć dobrą decyzję.

W takich warunkach trenowała ostatnio Ania :)

W takich warunkach trenowała ostatnio Ania :)

A co u Ani?

Wiedziałam, ze kiedyś pojawi się temat treningów… szkoda, że akurat teraz kiedy było na nie mało czasu. Chociaż pewnie każdy termin byłby nietrafiony ;) W sumie i tak trenuję dla siebie, ale może lepiej by wyglądał terminarzyk. A tak jest jak jest. Kiedyś każdego dnia było coś: rower, bieganie, aerobik … coś się działo. Teraz chyba więcej odpoczywam ;) Czasem zamieniam trening na rzecz uczestnictwa w evencie dla pozytywnych idei: marsz PIASKIEM W RAKA – spełnianie marzeń podopiecznych fundacji TRZEBA MARZYĆ.

Warto zachować w życiu równowagę. Ja ją trochę utraciłem i pognałem w kierunku wyników, co też nie każdemu musi się podobać. Zdaje sobie z tego sprawę. Także Aniu, nie tłumacz się. :P Gorzej by było jakbyś przegapiła tego rodzaju wyjazd!

Gdynia - Piaskiem w raka

Gdynia – Piaskiem w raka

Treningi jakie założyłam to: spinning, step & shape, basen i bieganie w miarę możliwości pogodowych.
Obiecałam sobie poniedziałkowe pedałowanie na spinningu i tego się trzymam – wypadł mi 1 trening przez wyjazd służbowy. Nie zraziło mnie nawet oddawanie krwi dzień przed. Byłam trochę osłabiona, miałam mniej mocy, ale trening odbyłam – i bardzo dobrze, bo ten tydzień przed wyjazdem wypadł bardzo słabo treningowo: przygotowania, pakowanie, do późna w pracy i tak wyszło, że czasu na bieganie już brakło.

Oj, z jakimkolwiek wysiłkiem po donacji ja bym uważał. Sam zrezygnowałem z oddawania krwi właśnie przez to, że zacząłem uprawiać sport. Po oddaniu krwi lepiej odczekać 1–2 dni, a w niektórych planach treningowych nie ma takiej opcji. ;)

Garmin Connect Ani

Garmin Connect Ani

W ogóle bieganie w styczniu potraktowałam po macoszemu (bałam się przeziębienia przed delegacją). W Polsce biegałam raptem raz!!! Aż wstyd. Zabrałam więc ze sobą buty biegowe do HK … udało się przebiec kawałek, pozostałe dni, to kilometry przerobione na targach i wieczornych spacerach (nie zawsze rejestrowane). Dalej było mi mało i miałam poczucie nic nie robienia. Jak tylko wpadłam do Dubaju – raptem na 2 dni, stwierdziłam, że nie po to wiozłam sprzęt żeby leżał. Po całym dniu zwiedzania wskoczyłam w strój biegowy i sio potruchtać chociaż 5 km wokół sztucznych stawów (powoli, bo w HK lekko podkręciłam nogę i musiałam ją oszczędzać i do tego było kiepsko z oświetleniem i tylko w kółko, bo biegałam sama i wolałam się nie wypuszczać za daleko, żeby wiedzieć którędy do domu ;)).

1. HK wyjście na treing_mini

Cały ten wyjazd skopał moją systematyczność . W weekendy odpadły już 2 baseny, ale 2 się odbyły. Muszę zmusić się do biegania wg jakiegoś planu. Mam z tym mega problem. Treningi powinny odbywać się w ściśle określone dni (zazwyczaj) niezależnie od pogody. Jak tylko jednak założę jakiś plan dzieje się wszystko żeby mi go skopać! Tak było przed półmaratonem. Nie rozumiem też za bardzo tych truchtów, podbiegów, przebieżek. Ja już po 8–10 km wybiegania jestem dętka a oni każą mi przyspieszać. HOW???

Jak to “HOW?”. Poprzez trening. ;) Teraz jest dostępnych masa treningów do realizowania. Czy to będą te na platformie Garmin Connect czy skąd inąd, jest to jakaś dodatkowa mobilizacja. Można też rozpocząć współpracę z trenerem – to była moja mobilizacja dla wyrobienia m.in. systematyczności w treningach. Co do skopania planów… u Doroty też nie jest wszystko pięknie, więc… zwyczajnie u bardzo niewielu osób wszystko idzie w 100% zgodzie z oczekiwaniami. ZAWSZE będą płotki i przeszkody. Niech każdy sobie na początku to uświadomi – łatwiej będzie mu gdy zaczną się schody… których nikomu nie życzę. ;-)

Sorry ale taki mamy klimat? ;)

Sorry ale taki mamy klimat? ;)

Mój trening – przygotowanie do Biegu Urodzinowego

Mój trening – przygotowanie do Biegu Urodzinowego

W ostatni weekend polatałem sobie po mazurskich lasach. Trochę pojeździłem po lodzie i ubitym śniegu, trochę się ujechałem w zaspach. Podsumowując: siła. ;-) O 7 rano nie chciało mi się wychodzić ale co nowa trasa, to nowa trasa. Prawie zawsze jest fun. :)

Plan treningowy przerabiam z aptekarską precyzją. Czy on dobry, czy on zły – nie wiem. Ważne że mój. ;) Póki co czerpię fun w dostosowaniu sobie jednostek treningowych. Wczorajsze długie wybieganie skróciłem o 2 km (26 zamiast 28) ze względu na premię zaspowo-śnieżną i max wmordwind ze śniegiem. Nie nazwał bym tego „odpuszczaniem”. ;)

Tak jak planowałem, w najbliższych dwóch tygodniach mocno zjeżdżam z kilometrażem i trochę przyspieszam. Długo myślałem nad tym jak to poukładać, bo wiem, że będę miał bardzo pokracznie dostępny czas na treningi. Cóż – priorytety.

biegiem przez mazury

2015, TYDZIEŃ 6 (09-15.02)

  1. Run: 12 km<145 bpm
  2. Run: 8 km<145 bpm; ćw.10’; 10×30/30; 2 km<145 bpm = 12 km
  3. Run: 3 km<145 bpm; 8x1000m/300m(4:30); 2 km<145 bpm = 15,5 km
  4. Run: 12 km<145 bpm
  5. Run: 20-25 km<145 bpm (góreczki)

TOTAL: Run 71-76 km, Swim 2x

Muszę się trochę odmulić, po dość wolnym bieganiu w ostatnich tygodniach. Realizacja odmulania na #2. Natomiast #3 to już będzie dobre poconko. ;) Nieco zachowawczo wpisałem tempo 4:30. Sam jestem ciekaw jakie tętno będzie przy ostatnim tysiączku. Byle nie wiało, bo chciałbym się czegoś dowiedzieć o sobie na tym treningu.

2015, TYDZIEŃ 6 (16-22.02)

  1. Run: 12 km<145 bpm (po 10 km – przyspieszenia 5×30/30)
  2. Run: 3 km<145 bpm; ćw.10’; 10×400/400m(96s=4:00); 2 km<145 bpm = 13,5 km
  3. Run: 6 km<145 bpm; ćw.10’; 3×20/40; 1 km<145 bpm = 8 km
  4. Run: START
  5. Run: 8-10 km<145 bpm

TOTAL: Run 55 km, Swim 2x (po #2 i #5)

Na #2 muszę mocno pilnować tempa żeby dobrze wstrzelić się i wyczuć tempo 4:00. Przy okazji zrobię mały test. Zobaczymy czy w moim wieku wystarczą niecałe 4 dni na odpoczynek do zawodów. #2 zrobię we wtorek wieczorem, a Bieg Urodzinowy w sobotę. Jak wiadomo dopiero zaczynam sam działać z planem treningowym i plus jest tego taki, że bardziej obserwuje to co ze mną się dzieje. Spisuje też więcej notatek. Mam nadzieję, że przełoży się to na lepszą współpracę z trenerem w przyszłości.

Plan na START w Gdyni jest prosty = życiówka. :P Będę zadowolony z każdej sekundy poniżej 42:30. Szczególnie dlatego, że przygotowuje się docelowo pod zupełnie inne zawody.

Zdjęcia z tego postu, to moje własne produkcje ustrzelone podczas weekendowego biegania po Mazurach.