Przepytuję Tri-lejdis o sprzęt. Co mają? Czego nie mają ale kupią oraz czego nie mają ale bardzo by chciały mieć. ;-)

Sprzęt w triathlonie robi różnicę ale nie popadajmy w skrajności. Nie rozważam tutaj o tym czy kupić koła za 5 czy 10 tysięcy złotych albo lemondkę za 150 złotych vs. całą kierownicę za 4000. Tak jak dla słabych pływaków pianka jest wybawieniem (zarówno pod względem spokoju psychicznego jak i poprawą pozycji w wodzie) tak dla słabych kolarzy dużym ułatwieniem będzie przejście z roweru MTB na jakąkolwiek szosówkę. Tyle tytułem wstępu.

Oddaję głos Ani

Marcin, wciągając mnie w pisanie na temat przygotowań do startu w TRI, spowodował, że zaczęłam podchodzić do tematu całkiem poważnie i niestety odkrywam coraz więcej niedociągnięć z mojej strony. Treningi, treningi, treningi… przygotowania idą swoim torem, kontuzje i choroby niestety je krzyżują, ale właściwie żeby wystartować w TRI trzeba posiadać jakiś sprzęt. No właśnie, jaki? Chociaż podstawowy… i tu zaczynają się schody. Tzn coś już mam, ale czasami chęć posiadania jest silniejsza od zdrowego rozsądku i faktycznych potrzeb.

Sprzęt do SPRINTU

Marzy mi się strój triathlonisty – od pływania aż po bieg. Taki wkładany pod piankę, będący ze mną aż od startu w wodzie po ostatnie minuty biegu.  Naczytałam się, ze fajny, odprowadzający wilgoć, oddychający, nie obciera podczas jazdy na rowerze i podczas biegu… ale pewnie na mój pierwszy raz obejdzie się i bez niego. Garderoba będzie więc większa, więcej przebierania. Ale co tam, dam radę ;)

Kolejnym „uniwersalnym” sprzętem, który triathloniście towarzyszy podczas wszystkich dyscyplin jest wypasiony zegarek z GPSem i paskiem do tętna. No i tu też klapa. Kupując Garmina uznałam, że komu jak komu, ale mnie nie będzie potrzebny taki sprzęcior do wody… a swojego Garmina mogę używać jedynie na lądzie. ;( Nie kupię więc nowego. Posłużę się tym co mam –  wykorzystam go więc tylko na rowerze i do biegu. Był ktoś, kto zaryzykował i popłynął z takim samym modelem, ale ja mogę nie mieć tyle szczęścia i mojemu może się coś stać. Jest wodoszczelny, ale nie wodoodporny!

Zrobiłam sobie krótką listę niezbędnych rzeczy (wg mnie) do każdej z dyscyplin. Jeśli czegoś zapomniałam albo mam tego aż nadto – pls o uwagi.

Pływanie

PIANKA – będę musiała wypożyczyć i tego się trzymam, bo inaczej pójdę z torbami przez ten triathlon. ;)

Strój pływacki – ano mam, ale czy to jest potrzebne pod piankę? Jak się później przebrać z niego… chyba lepiej włożyć koszulkę i gatki. Pls o porady. Dochodzę do wniosku, że facetom łatwiej się „zmienić” do dalszej dyscypliny.

Okularki – moje stare, wysłużone muszę zastąpić czymś nowym. Jakieś sugestie? Pytanie czy takie basenowe są spoko, czy jednak pokusić się na takowe do pływania w akwenach otwartych. Dodam jak zwykle skromnie, że ja żabą popłynę, o ile dopłynę. ;)

Czepek – mam, ale widziałam, ze dają.

Rower

Sam rower – jestem sentymentalna, więc pojadę na moim ukochanym rowerze, który jest już ze mną od kilku lat ;). Ha dobre. Właściwy powód jest taki, że innego roweru nie mam i mieć nie będę. Nie będę szalała, bo przecież sprzęt i owszem jest ważny, ale ja chcę po prostu sprawdzić siebie – czy dam radę i w jakim czasie, z tym co mam! Mój trekingowy rower da radę! Ważniejsze, żeby moje nogi mogły go właściwie napędzić.

Kask – mam. ;)

Buty – pedały mam normalne, bez wpinania, nosków itp., więc użyję butów do biegania. Mam nowe, kupione chyba w listopadzie, ale mi ich szkoda, bo błoto było i jeszcze ani razu ich nie użyłam. Jak tylko minie kontuzja – muszę je przetestować! Dorzucę tylko skarpety biegowe i jechana!

Rękawiczki rowerowe – a no mam.

Okulary rowerowe, przeciwsłoneczne – mam.

Strój – spodenki, koszulka – enough.

Sprzęt do ewentualnej drobnej naprawy roweru – mam, bo miałam taki ze sobą na wyprawie rowerowej wzdłuż wybrzeża.

Wyposażyłam siebie już w pasek do mocowania numeru, mam nadzieję, że i tu się przyda.

Bieg

Strój + buty + skarpety – to co wsadzę na siebie na rower, wykorzystam też do biegania.

Dodatkowo dojdą pewnie jakieś żele, energetyki i inne smakołyki. Fuj, jak ja tego nie lubię. Najważniejsze to nie przesadzić. A ja powoli czuję się jak gadżeciara. Ważniejszy jest trening!

Podsumowując – kupić muszę okularki, piankę wypożyczyć. Może ktoś mi sprezentuje strój (w końcu jakoś przed startem mam urodziny). A reszta raczej jest. Na debiut styka! Żeby się nie okazało, że gadżetowe szaleństwo przesłoni sam FUN z udziału w TRI. Ha, mieć sprzęt to jedno, ale poukładać to co się ma na strefach zmian, żeby zajęło jak najmniej czasu to też sztuka!. Będę teraz trenowała dodatkowo szybkie przebieranie ;) hi hi.

CZAD! :D Postaram się opisać jak ja to widzę.

plywanie kobiet 1

Strój startowy – to piękna sprawa. Przed debiutem sam nie wiedziałem jak rozwiązać temat przebierania się, więc strój startowy, który zakłada się pod piankę był dla mnie absolutnym must-have. Dzięki niemu odpada dużo problemów logistycznych, no i nie siedzimy zbyt długo w strefie zmian. Bez stroju trzeba założyć stanik i na przykład bokserki, które będą towarzyszyć nam do końca zawodów. Czy to będzie strój plażowy czy dwuczęściowy strój pływacki – chyba bez różnicy. Byle po założeniu spodenek rowerowych nie uwierało przez te ~45 minut, a sam bieg nawet w spodenkach rowerowych nie będzie tragedią. Koledzy tak biegli 10,5 km na ¼ IM i nie narzekali.

plywanie kobiet 2

Zegarek – znak czasów. Kiedyś wystarczył stoper, a teraz wmówiono nam że potrzebujemy GPS’a na ręce. ;) Jako gadżeciarz absolutnie to rozumiem ale spokojnie można założyć zegarek w T1 i będziemy wiedzieli jakie tempo trzymamy na rowerze i podczas biegu. Zegarek z multisport fajnie prezentuje wynik później na platformie ale na potrzeby zawodów nie radziłbym pakować paru tysięcy pln w taki sprzęt. W wodzie tempa takitak nie będziemy sprawdzać. :P Jeśli już chcemy wiedzieć w jakim miejscu się znajdujemy podczas zawodów warto by było kogoś zaufanego postawić na plaży kto nam krzyknie dokładny czas co do sekundy gdy będziemy biec z wody do strefy zmian. Z zegarkiem nieprzygotowanym do pływania absolutnie nie pakowałbym się do wody. Nawet pod prysznic bym nie wchodził.

Pianka – kolejny must have dla nas, słabych pływaków. Jeśli woda nie jest twoim drugim domem to jednak radziłbym uważać. Ja mam bardzo dużą pokorę do wody. Nie radzę sobie w niej i każdemu, kto czuje się w niej nieswojo radziłbym kupić lub wypożyczyć piankę. W lato będę jeszcze zachęcał do uczestnictwa w szkółce pływackiej w wodach otwartych (mam nadzieję że się odbędzie). W ostatnim roku zajęcia kosztowały chyba 30 zł i można było przy okazji wypożyczyć na te zajęcia piankę (wcześniej się zapisując). Tak że przy okazji można przetestować różne modele tego sprzętu, by przed samymi zawodami wiedzieć co chcielibyśmy wypożyczyć/kupić. Wiem, że wypożyczenie za 100 pln się może nie opłacać ale piankę dostajemy na jakiś czas przed zawodami, więc możemy w niej trochę popływać i się do niej przyzwyczaić.

Okularki – płyniesz żabką, więc z nawigacją nie będzie żadnego problemu. Moim zdaniem wystarczą jakiekolwiek okularki masz, byle nie parowały gdy w nich pływasz na pływalni lub na wodach otwartych. Jeśli parują to można spróbować użyć płynu anti-fog. Wspomnę jeszcze o nim gdy będę spisywał moje porady związane z debiutem w tri. Nawet jakby to miał być kraul to moim zdaniem nie ma co wydawać pieniędzy. Okularki co prawda nie są drogie bo za niecałe 100 pln można kupić mega świetny model ale… po co wydawać nawet tą stówkę. Najpierw zobaczmy czy będziemy dalej startować. ;)

Czepek – chyba zawsze i wszędzie dają. :-)

Rower – droga sprawa. Każdy jedzie na czym ma i tutaj nie ma tematu. Kask jest obowiązkowy. Okularki się przydają przed wiatrem – wiadomo. Rękawiczek nie lubię, zresztą to tylko 20 km. Zestaw naprawczy – no nie wiem… :)

Akcesoria – pasek do przypięcia numeru w sumie jest obowiązkowy, bo przy zmianie z roweru na bieganie musimy przełożyć numer z pleców na klatę. Chyba że zdejmiemy koszulkę i założymy ją tył na przód. :P

Jedzenie – na sprincie nie ma bufetu, bo… to sprint. Na biegach na 5 czy 10 km też nie ma bananów. ;-) Wysiłek trwa jednak „tylko” około półtorej godziny, więc proponuje przygotować sobie pełen bidon izotonika i popijać podczas jazdy na rowerze. Wystarczy nam na odreagowanie po pływaniu i by przebiec później te 5 km. To jest właśnie fajne w tri, że można sobie zrobić ruchomy bufet na kółkach i kręcąc przyjmować kalorie i wodę. Ja miałem dodatkowo przyklejony taśmą mini żelik na mostku do kierownicy. Niektórzy przyklejają sobie buły na ramie ale to raczej na dłuższym dystansie. ;)

Przykleiłem żel zwykłą, brązową taśmą klejącą. :P
Przykleiłem żel zwykłą, brązową taśmą klejącą. :P

Podsumowując:

Piankę – wypożyczyć (100 zł)
Resztę – można olać choć strój startowy ułatwi logistykę.

A teraz czas na Dorotę

Sprzęt to temat rzeka jak dla mnie, ale mogę się założyć, że nie tylko ja mogę godzinami przeglądać strony ze sprzętem. Dużo bym chciała, oj dużo.

Triathlon jak już wiemy (albo i nie :-) ) to trzy różne dyscypliny, a więc i sprzętu potrzeba więcej niż do tej pory. No właśnie, ale czy na pewno potrzeba, czy można się bez niego obejść?

Z moich przypuszczeń i rozeznania w temacie wynika, że są rzeczy bez których niestety ani rusz. Jestem rozdarta między opcją „minimum” i „zaszalej”. W dużym stopniu wynika to z faktu iż nie wiem czy złapię bakcyla i pokocham ten sport. W obecnej chwili biję się z myślami co robić, ale myślę, że w kwietniu wszystko stanie się jasne i ruszę na zakupy.

Rzeczy które są dla mnie najważniejsze przed startem w sierpniu:

Pianka – tej nie posiadam – na pewno muszę ją mieć, dlaczego to chyba oczywiste, nie tylko poprawia komfort pływania w wodach otwartych (podobno), ale też poprawia (podobno) wyporność no i dba o utrzymanie temperatury. Poza tym każdy ją ma, no nie? :-)

Biję się jednak z myślami czy sobie taką piankę wypożyczyć, czy kupić. Zakup miałby sens gdybym planowała następne starty, a ja jeszcze nie wiem czy mi się to w ogóle spodoba. Poza tym jeżeli już kupować to dobrą, a nawet bardzo dobrą piankę, nie lubię wydawać pieniędzy na średnie rzeczy więc skoro miałabym już je wydać to na coś dobrego. I tu właśnie pojawia się pewna obawa, nie chciałabym skończyć z łatką „więcej sprzętu niż talentu”. ;-)

Rower – ten akurat posiadam i jeżdżę, mój ulubiony rowerek MTB. Lubię mój rower, ale nie wierzę w niego. Jest ciężki, świetnie się na nim jeździ po lesie, na różnych off-road’ach ale nie po ulicy. Nie wierzę, że będę mogła wykręcić na nim dobry czas, choć wiem, że Marcin dokonał takiego cudu, ale czy jest sens dawać z siebie 2x tyle co inni tylko dlatego, że mam ciężki rower nieprzystosowany do jazdy po szosie? Chciałabym mieć równe szanse i dlatego pojawiła się myśl o zakupie dobrego roweru szosowego. To koszt około 4 tysięcy złotych, mam upatrzony już nawet model, ale znów tak jak w przypadku pianki pojawia się myśl, czy ja w ogóle będę z niego później korzystać? A kupić rower i stwierdzić, że nie chcę więcej startować będzie głupotą.

Buty i pedały SPD – nie mam i uważam, że MUSZĘ mieć. Początkowo nie rozumiałam, ale poczytałam, pooglądałam filmiki i doznałam olśnienia. Na pewno pomogą łatwiej pedałować. Pojawia się tylko pytanie, kupić do MTB czy do ewentualnej Szosy – decyzje, decyzje, decyzje …

Następnie kilka rzeczy mniej ważnych, choć w dalszym ciągu niezbędnych:

Buty biegowe – te mam (nawet za dużo) i nie planuję zakupu, jeżeli zdecyduję się startować w następnym sezonie na pewno zainwestuję w specjalną triathlonową parę Asics’ów.

Kask – tego nie mam i kupić muszę. Nie wiem jak udało mi się jeździć tyle lat na rowerze bez niego i choć zakup planowałam od dawna, nie było okazji. Także ta inwestycja nawet jeżeli nie planowałabym dalszych startów na pewno wyjdzie mi na dobre. Bezpieczeństwo to podstawa. Kupię raczej prosty, ale dobry model. Nie, spokojnie, nie wyskoczę w czasówce. ;-)

Strój startowy – wiem, że może to się wydać błahostką, ale naprawdę dużo o nim myślałam ostatnio, nie dość, ze są drogie to jeszcze w dwóch wersjach. Myślę nad jednoczęściowym bo pewnie w dwu wkurzałaby mnie podwijająca się koszulka na biegu, tak już to widzę. ;-) Ale żeby wydać 350zł na strój na jeden start? Bo ja przecież dalej nie wiem czy będą kolejne.

I rzeczy najmniej ważne z perspektywy startu w tym roku, do zakupienia w przypadku startów w przyszłym sezonie:

Zegarek triathlonowy – jestem posiadaczką jeszcze nowego (zakupiony w grudniu) zegarka Garmina: Forerunner 220. Bieganie to sport z którego wchodzę w triathlon. Świadomie wybrałam taki zegarek, ponieważ jak w przypadku pianki i roweru nie wiem co dalej.

Jeżeli jednak spodoba mi się ta przygoda na tyle by wystąpić na zawodach za rok (a jest to bardzo możliwe) to zainwestuję w zegarek triathlonowy. Pewnie Garmina. Już teraz przydałby mi się na basenie, a coś czuje, że w trakcie przygotowań jeszcze bardziej poczuję potrzebę posiadania go.

Trenażer rowerowy – ponieważ nie jestem fanką spiningu, a na pewno podejmując wyzwanie kolejnych startów chciałabym się rozwijać i poprawiać wyniki co za tym idzie musiałabym rozwinąć trening, a więc jazda na rowerze zimą w zaciszu czterech ścian będzie konieczna.

Tylko ta cena!

Kiedy pierwszy raz pomyślałam o starcie chciałam zrobić to „po kosztach” kupując tylko minimum niezbędnego sprzętu. To zabawne jak w ciągu kilku miesięcy można zmienić zdanie. I teraz pojawia się pytanie wybrać opcję „minimum” czy „zaszaleć”?

:)))))))))))))) To ja niby taki bardzo ambitny byłem, a nie miałem #chcęto na rower by cisnąć wynik. Zdecydowanie polecam opcję minimum. Ja również nie wiedziałem czy nie zrażę się do tri w swoim debiucie. Dlatego też nie inwestowałem w rower i pojechałem na moim kilkunastoletnim MTB. Nie wiem ile waży twój, nie wiem ile mój ale wiem, że jeździłem na nim na pewno na początku liceum – 12 lat temu. Przejechał zawody bez problemu. Uzbroiłem się natomiast w pedały i buty SPD. Fajna sprawa – polecam zakup. Będzie Ci się na co dzień lepiej jeździło.

Dorota, z rzeczy które wymieniłaś to oczywistym jest zakup kasku. Możesz go co prawda pożyczyć od kogokolwiek ale tak jak napisałaś, przyda się taki tak. Druga z rzeczy, którą chciałbym kupić to strój startowy. Ja za swój zapłaciłem mniej niż 200 pln. Polecam przejść się za Galerię Rumia do Bortex Sport. Może akurat będą mieli coś budżetowego. Nie chciałem inwestować w strój ale tak bardzo nie miałem pomysłu na T1, że stwierdziłem że to zakup, którego muszę dokonać. Podobnie było z pianką. Co prawda poszedł na nią równy 1000 ale skoro wypożyczenie równa się 100 pln to przeliczyłem, że jeśli nawet stracę to niewiele. Także moim zdaniem kask + tani strój startowy by się przydał. Pianka – to zależy jak z kasą. Dla mnie liczył się spokój psychiczny. W wodzie dała mi go warstwa neoprenu. W strefie zmian dał mi go strój startowy, bo dzięki niemu mogłem część „rzeczy do zrobienia” i przy okazji stresu związanego z T1 sobie odpuścić. Resztę zakupów bym olał.

Do osobnej kategorii zaliczyłbym posiadanie zegarka. Tutaj moja dusza przestaje kalkulować. O ile w sprawie różnego rodzaju sprzętu umiem poustawiać priorytety, o tyle w kwestii zegarka w duszy zupełnie inaczej gra. Tak samo jak w przypadku telefonu czy komputerów. Te kategorie produktów znajdują się w pomieszczeniu do którego racjonalne myślenie nie ma wstępu. ;)

Podsumowując. Strój i pianka dużo pomagają – nie tylko w kwestii technicznej. Rower masz i tyle. Zdradzę, że z uwagi na kilka tri-startów w tym roku (tj. będę miał się gdzie zmęczyć i powojować) rozważałem start w Gdyni jako totalny odpał w stylu stroju retro tri i jeździe na rowerze Wigry. Teraz gdy zbieram sprzęt, niektóre rzeczy do zakupu przekładam na kolejny rok. Nie tyle ze względu na aspekt finansowy co psychologiczny. Nie chcę jechać w aero kasku i odpicowanym rowerze mijając metę po 3h w ¼ IM. Każdy robi co chce ale gdy na trasie kolarskiej mijałem moim MTB hurtem osoby na szosówkach, którzy leżeli sobie na lemondkach, to pewnie głupio im było. Jeśli pierwszy raz startujesz w 10k, to nie biegniesz na wynik. Podobnie z półmaratonem, maratonem czy każdym innym dystansem. Gdy znajomi chwilę po mnie również debiutowali w triathlonie w Przechlewie powiedzieli mi, że do startu podeszli tak samo jak ja – dla funu. To była fantastyczna przygoda. Zmęczyli się ale nie zajechali tak by mieć mroczki przed oczami i nie pamiętać co się działo. Nie chodziło o czas tylko o zabawę. Na bicie rekordów przyjdzie jeszcze czas.

TAK – kupiłem szosówkę, trenażer, planuję kupić przystawkę czasową i siodło – ale po debiucie wiem, że mnie to jara i na Gdyni się nie skończy. Wiem też ile kasy muszę przeznaczyć w tym roku na opłaty startowe, paliwo i hotele na kilka startów w tym roku. Z dwojga rzeczy wolałbym gdzieś wystartować niż pakować się w sprzęt, który pomógłby mi uzyskać lepszy czas. Rok 2015 to będą starty na nowych dystansach. Nie mam życiówek do pobicia. Co popłynę, pojadę i pobiegnę to będzie mój PB. Tak jak spalam starty biegowe, bo zbyt mocno CHCĘ, tak w przypadku startów triathlonowych będę mógł olać to wszystko i cieszyć się przygodą. Zero spiny, zero poczucia, że mógłbym coś urwać jeśli wydałbym dodatkowe 500 złotych na to lub tamto. Sama radość. W 2016 roku jeśli będzie forma na kręcenie <2:30 w ¼ IM, to wtedy będę się zastanawiał dzięki czemu mógłbym urwać minuty ale póki co… nie chciałbym jechać na full karbonowym TT ze średnią prędkością 30 km/h…

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here