Decyzja o starcie w triathlonie nie jest prosta. Niby to tylko wypełnienie formularza ale każdy zdaje sobie sprawę, że jeśli powiedziało się A, to należy powiedzieć też B. Większość osób, które znam i które chcą w tym roku debiutować mają obawy przed wodą. Zupełnie jak ja.

Planuję napisać cykl artykułów w którym podziele się własnymi doświadczeniami z debiutanckiego (i nie tylko) startu w triathlonie. Zdaje sobie sprawę, że stare wygi mogą spojrzeć na to z politowaniem. Mam jednak tę przewagę, że dobrze pamiętam swój debiut i wiem z jakimi obawami musiałem się zmierzyć oraz na jakie banalne rzeczy zwracałem uwagę. Cykl będzie podzielony na następujące części:

Część 1: Idziemy na zakupy: pływanie i akcesoria ogólne
Część 2: Idziemy na zakupy: rower i bieganie
Część 3: Ostatnie tygodnie przed startem
Część 4: Logistyka (przed)startowa
– Część 5: Check lista startowa

Zaczynamy od zakupów pływackich oraz różnistych dodatków, które przydadzą nam się podczas startu. Ten temat poruszałem już we wpisie związanym z zakupami Tri-lejdis.

Pianka neoprenowa

pianka1

Gdy stoimy na starcie zawodów i zaczniemy się rozglądać dostrzeżemy to na co zwraca uwagę większość osób – pianka neoprenowa. Nic tak nie dodaje spokoju psychicznego jak wpakowanie się w magiczną czarną gumę, która niczym latający dywan ma nas dowieźć do szczęśliwego końca zawodów… a przynajmniej etapu pływackiego. Zalety posiadania takiego czegoś na zawodach są następujące:

– Komfort termiczny – moim zdaniem jest to mało ważne w przypadku debiutantów. Znajomi, którzy zdecydowali się na start wybrali raczej termin sierpniowy, a nie majowy, gdy woda jest jeszcze nieogrzana. Zdaje sobie sprawę, że Zatoka Helska czy jeziora w Polsce nie będą „ciepłe” niczym woda na pływalni ale na krótkich dystansach w prawie 20-stopniowej wodzie nie wymrozimy się zbytnio. Przecież nie będziemy w niej stać jak w beczce tylko pracować rękoma i nogami.

– Wyporność – tutaj według wszelkich gwiazd na niebie zawarta jest cała moc neoprenu. Po pierwsze i najważniejsze daje on spokój psychiczny. Ja niespecjalnie czułem tą wyporność ale to był czas gdy w wodzie byłem taki spięty, że leciałem w głębinę niczym rzucony kamień. ;) Jednak pianka musi wypychać trochę do góry, a to odejmuje stresu komuś kto na widok morskich głębin dostaje gęsiej skórki. Po drugie, ustawienie w wodzie. Pianka w prosty sposób wypycha nam nogi do góry dzięki czemu mamy lepszą pozycję w wodzie. Dlatego też mówi się, że z dobrodziejstw neoprenu najwięcej skorzystają słabi pływacy! Po sobie widzę, że w wodach otwartych pływam szybciej i dzieje się w to jakiś zaczarowany sposób, tak jakbym miał kostkę (ósemkę) w kroku… czyli wszystko się zgadza -> nogi są wyżej i napęd jest lepszy, ponieważ odpychamy się do przodu a nie do góry w przód.

– Pro wygląd ;) – wróćmy do sytuacji gdy stoimy na plaży i czekamy na wystrzał startera. Rozglądamy się, a tam czarno. 99% zawodników ubranych w gumę. Czyż nie ma nic lepszego w tej chwili niż świadomość, że należy się do tej samej grupy krejzoli, którzy zaraz wbiegną w akwen by pokopać i pościskać się w wodnym otoczeniu? ;-) Dodatkowo wyglądamy jakbyśmy byli super przygotowani choć naprawdę za okularkami u wielu osób czai się niepewność. :P

pianka2

Ale pianka to nie tylko plusy. Poniżej kilka uwag, które są skierowane dla osób chcących ugryźć triathlon:

– Cena – „chcę spróbować ale nie wiem czy mi się to spodoba” to argument, który bardzo często można spotkać wśród przygotowujących się do debiutu w tri. Otóż piankę można wypożyczyć i wiele osób o tym wie ale koszt 100 złotych odstrasza. Myślę, że bierze się to stąd, że osoby te wcześniej startowały w biegach ulicznych gdzie uczestnictwo w imprezie kosztowało 20 złotych za „dychę” czy 80 zł za półmaraton. W przypadku triathlonu nagle pojawiają się koszty rzędu 150 za wpisowe, 100 zł za piankę, do tego inne zakupy sprzętowe, a w trakcie przygotowań jeszcze schodzi parę stówek na wejściówki na pływalnię. A gdyby do tego dodać jeszcze koszty wyjazdu na imprezę w innym mieście (paliwo, hotel, logistyka) to robi się np. 1000 pln. Cen nie zmienimy. Pianka kosztuje ile kosztuje (za 1000 pln możemy mieć świetny model Sailfish Vibrant, który sam posiadam) i są opcje: kupuję, wypożyczam, płynę bez. Tyle. Istnieje jednak sposób na spróbowanie pianki prawie za darmo. Należy zapisać się na trening swimnights.pl i tam oprócz bezcennej wiedzy praktycznej będzie można wbić się w neopren i zobaczyć „jak to jest”. Koszt – 25 zł i nawet gdyby nie użyczali pianki to warto się zapisać.

– Obsługa – pianka jest kłopotliwa. :P Idziesz w niej popływać w wodach otwartych i trzeba się mocować (na początku sprawia to pewne trudności) z jej założeniem. Dodatkowo trzeba bardzo uważać żeby jej nie uszczypnąć i nie popsuć, bo guma jest jednak mięciutka. Na koniec treningu jeszcze trzeba ją przepłukać w domu, wywiesić tak by się nie rozciągnęła i w ogóle zabiera to chwilę czasu, którego zawsze jest za mało.

– Logistyka w strefie zmian – biegnąc do strefy zmian mamy dodatkową rzecz do zrobienia. Trzeba zdjąć z siebie to cholerstwo. Tutaj proponuje stoicki spokój. Zamiast spieszyć się i mocować lepiej klapnąć na tyłek i spokojnie ją zdjąć. Oczywiście najlepiej jednym lub dwoma ruchami ściągnąć ją z pasa jak najniżej i zacząć deptać nogami. W tym momencie mamy wolne ręce, które mogą już zakładać kask i numer startowy. Z drugiej strony jeśli nie czujemy się pewnie, to można stracić równowagę (po wodzie błędnik lubi płatać figle) i się wywrócić w losową stronę. O logistyce strefy zmian piszę dlatego, że przygotowując się do pierwszych zawodów tri katowałem swoją głowę wieloma rzeczami… bo o wielu rzeczach trzeba pamiętać. To wszystko gromadziło we mnie stres, który jest zupełnie niepotrzebny. Na ten temat będę pisał jeden z kolejnych artykułów, który mam nadzieję wszystkich uspokoi. :)

Strój startowy

O ile bez pianki da się pewnie żyć o tyle bez stroju startowego jest ciężko. Chcąc zmniejszyć ilość rzeczy do zrobienia w strefie zmian po pływaniu kupiłem najtańszy strój startowy. Zapłaciłem 150 zł… Dla mężczyzn, którzy chcą wydać jak najmniej polecam zakupić sam dół stroju dwuczęściowego. Koszulkę łatwo później założyć po pływaniu. U kobiet jest trochę trudniej. ;)

Z drugiej strony, moje podejście jest może nieco skrzywione. Zawsze pojawia się chęć osiągnięcia jak najlepszego czasu ale nie chodzi tylko o to. Po pierwsze komfort w stroju jest większy, bo jak na strój kąpielowy założymy spodenki kolarskie, to i tak będzie gniotło, a po drugie nie trzeba układać w koszyku w strefie zmian wielu ubrań, które tylko zajmują miejsce. Koszyki nie są zbyt duże, serio, lepiej w nich mieć mniej niż więcej.

Okularki

okular1

Lista systemów i usprawnień jakie opisują producenci w folderach reklamowych okularków pływackich jest dłuższa niż obietnice kandydatów na prezydenta RP w ostatnich wyborach. Anti-fog, 4 flexpoint, soczewki UV, curved lens technology, fotochromy, polaryzacja, ABSy i poduszki powietrzne – w takich okularkach właściwie nie trzeba ruszać rękoma i nogami, a i tak wyjdziesz z wody w pierwszej lub drugiej grupie pływaków. ;)

Na debiut kupiłem sobie super okularki. Wydałem 120 pln. Po trzech dniach się złamały, bo super wygodna i mięciutka gumka nie wytrzymała zgięcia okularków w torbie, a sprytny producent nie dorzucił do nich etui. Mój błąd. Poziom irytacji wzrósł, więc kolejne okularki kosztowały już 40 zł i pływam w nich do dnia dzisiejszego. Z mojego punktu widzenia w okularkach najważniejsze są dwie rzeczy:

– Ciemne szkło – doceniłem je na pływalni o 6:30 gdy wstające słoneczko wpadało prosto do oka. Nic nie widząc płynie się mało przyjemnie. ;) W wodach otwartych gdzie dodatkowo musimy nawigować jest to kluczowe. Z drugiej strony, jeśli jest zachmurzenie to troszeczkę lepiej widać gdy mamy białe szkiełko. W tym momencie można by pomyśleć o soczewce fotochromowej, jednak nie testowałem czegoś takiego i nie wiem czy w warunkach ostrego słońca dobrze nam przyciemni widok. No i ta technologia jest dostępna tylko w drogich modelach okularków. Ciemne szkło o wiele bardziej pomoże nam w słoneczny dzień niż przeszkodzi w pochmurny.

– Wygoda – tutaj z kolei przydaje się miękka gumka oprawy oka. Moje okularki maja twardą gumę przez co po pływaniu czuję lekki ból na nosie. Dopasowanie do twarzy akurat jest odpowiednie i nigdy mi się nic nie nalewa ale miękka guma lepiej zassa nam wszelkie nierówności. ;)

Hmmm to może jednak warto zainwestować w te droższe okularki? ;) Tylko pamiętajcie by nosić je w jakimś etui, które przeciwdziała złożeniu gogli na pół, łamiąc nosek. Przy okazji też plastikowe soczewki się nie porysują. Jednak pamiętajcie, że lepiej kupić wygodne okularki z ciemnym szkłem niż wygodne z jasnym.

Najważniejsza rzecz, której nie wymieniłem wcześniej to przeciwdziałanie parowaniu okularków. W przypadku zakupu szkiełek zupełnie na to nie zwracajcie uwagi. Fabryczna powłoka anti-fog nie będzie wam towarzyszyć zbyt długo i każde, nawet najdroższe okularki zaczną wam parować. Na to znalazłem inny sposób, który sprawdza mi się, jest tani i nie wymaga wiele zachodu. Otóż kupiłem własny anti-fog w spreju. :) Raz na 2 tygodnie spryskuje jednokrotnie każdy z okularów z odległości ok. 10 cm, pozostawiam do wyschnięcia (choć producent mówi żeby po chwili to ścierać – nie róbcie tego) i cieszę się piękną i czystą wizją w wodzie. Środek z którego korzystam to płyn firmy TYR za 20 zł. (wystarcza na wiele miesięcy).

Akcesoria

numer1

– Pasek na numer startowy – podczas etapu rowerowego, numer trzeba mieć z tyłu. Podczas biegu, z przodu. Przepinanie agrafek w strefie zmian nie jest najlepszym rozwiązaniem ;) szczególnie że taki pasek można mieć już za 20 złotych.

– Zatyczki do uszu i na nos – jeśli pływasz z czymś takim na pływalni to do open water też należy to wziąć. Ja nigdy tego nie stosowałem z czego się cieszę, bo dzięki temu łatwiej i swobodniej mogę sterować wydechem podczas płynięcia.

– Kostka, płetwy, łapki do wody – na etapie przygotowań można świetnie wspomóc naukę techniki dzięki takim dodatkom. Ja się ich jeszcze nie dorobiłem i… właśnie, pływam jak pływam. ;)

Podsumowanie

Zdaje sobie sprawę jakie to są koszty. Zdaje sobie sprawę, że pływanie to najkrótsza część zawodów i może pochłonąć największą ilość pieniędzy, których w żaden sposób nie odzyskamy. Wiem jak duże sprzeciwy rodzi to w głowie. Zakupiony rower możemy później użytkować ale pieniędzy wydanych na wypożyczenie pianki czy zakup stroju startowego, którego może użyjemy tylko raz zwyczajnie szkoda. Takie nastawienie jest złe! Tyle kosztuje zabawa w tri. Ukończenie zawodów to nie tylko wiele godzin treningów, przezwyciężenie strachu i własnych słabości ale również poświęcenie pewnej ilości pieniędzy. Tak jak w biegach, tylko zamiast 30 zł opłaty startowej, musimy przygotować kilka stówek. Płacimy nie tylko za wygodę ale również za spokój psychiczny i własne bezpieczeństwo. Jeśli czujemy się dobrze w wodzie i nie chcemy wydawać pieniędzy to nie wypożyczajmy pianki. Jednak jeśli pojawiają się jakieś obawy – sorry, ale gdy zaczną się problemy to będzie za późno. Zrozumiałem to dopiero niedawno gdy wchodząc do wody czułem spokój i pewność siebie. Jest to nie do przecenienia.

Z perspektywy czasu lubię obniżać wartość własnych dokonań. Bo co to jest przepłynąć 750m albo przejechać na rowerze 20 km, o biegu nie wspominając. Cóż, dla mnie to było 10 miesięcy przygotowań. Wiele razy trzeba było poświęcić siebie lub trochę monety. Także walczcie, nie odpuszczajcie, oswajajcie się z wodami otwartymi i wiedzcie, że zawody to tylko finisz długiej batalii z przeciwnościami losu. :)

4 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here