Rower i bieg mają ze sobą coś wspólnego – nie są związane z wodą. :P No chyba że akurat pada. Głównie w przypadku roweru lista zakupów może być absurdalnie długa lub żadna. Co się może przydać by z uśmiechem ukończyć zawody? Jak najmniejszym nakładem pieniędzy można ugrać sekundy lub nawet minuty?

Ten wpis jest częścią cyklu artykułów w których dziele się własnymi doświadczeniami z debiutanckiego (i nie tylko) startu w triathlonie. Zdaje sobie sprawę, że stare wygi mogą spojrzeć na to z politowaniem. Mam jednak tę przewagę, że dobrze pamiętam swój debiut i wiem z jakimi obawami musiałem się zmierzyć oraz na jakie banalne rzeczy zwracałem uwagę. Cykl jest podzielony na następujące części:

Część 1: Idziemy na zakupy: pływanie i akcesoria ogólne
Część 2: Idziemy na zakupy: rower i bieganie
Część 3: Ostatnie tygodnie przed startem
Część 4: Logistyka (przed)startowa
– Część 5: Check lista startowa

Start w zawodach jest możliwy dzięki posiadaniu dwóch rzeczy: roweru i kasku. Nie wypada również występować nago ale to chyba każdy wie. Temat stroju startowego omawiałem w części pierwszej części tej serii. O ile w przypadku pływania nie ma żartów, o tyle na rowerze i w biegu spokojnie można wybrać opcję budżetową.

Rower

rady1

Sam rower nie pojedzie, potrzebny jest jeszcze rowerzysta. Dla przypomnienia powiem, że w debiucie pojechałem na tym co akurat miałem. Był to kilkunastoletni rower górski z dość niskiej półki. Da się? Oczywiście że się da. Czy da się na tym jechać szybko? Moja średnia na 20-kilometrowym, płaskim odcinku wyniosła 32,3 km/h. Jak na mój gust to nie jest kiepski wynik dla kogoś stawiającego pierwsze kroki w tri. Plasował mnie on na 187 pozycji wśród 458 zawodników, wśród których zdecydowana większość startowała na lepszych lub gorszych rowerach szosowych. Jeśli więc chcesz tylko spróbować triathlonu, to wydatek na nowy rower jest absolutnie zbędny. Wystarczy by Twój rower był sprawny. Tydzień przed startem napompuj mocno opony i przejedź się by sprawdzić czy wszystko jest ok.

Sytuacja zmienia się w momencie gdy wiesz, że to nie będzie twój jedyny start. A nawet jeśli będzie to i tak zawsze chciałeś/aś mieć szosówkę. Nie będę tutaj opisywał różnego rodzaju sprzętu bo nie czas ani miejsce na to. Rowerowa część triathlonu to „indywidualna jazda na czas”. Nie ma w niej szybkiej zmiany biegów, nagłych zrywów i tym podobnych rzeczy. Dlatego też nie są potrzebne wysokie i drogie grupy osprzętu. Tiagra to super grupa, a 105-tki niektórzy już pewnie nazwą luksusem. ;) W głębsze rozkminy typu alu vs. carbon nie wchodzę. Mówimy tutaj o amatorskim uprawianiu triathlonu bez wydawania wszystkich pieniędzy uzyskanych ze sprzedaży auta. ;) Z zakupami kolarskimi jest tak jak w poniższym kawale w którym rozmawia dwóch kolegów:

– Cześć, słuchaj, wygrałem milion w Lotto!
– I co sobie kupiłeś?!
– Noooo rower!
– A co z resztą?
– Resztę musiałem pożyczyć od rodziców.

Co do roweru?

rady2

Przyspieszamy. Przyjrzyj się na moment powyższemu zdjęciu. Co daje najwięcej korzyści na konkretnym odcinku rowerowym? (nie pamiętam jaki dystans był brany pod uwagę – chyba 40 km) Warto wyposażyć się w obcisły strój zamiast powiewać koszulką niczym flagą. Kolejnym zakupem powinna być przystawka czasowa zwana lemondką. Kupiłem taką na tydzień przed zawodami w Charzykowach. W relacji pisałem, że prawdopodobnie szybciej pojechałbym na rowerze MTB z taką przystawką niż na szosówce bez przystawki. Nie wiem czy tak by faktycznie było ale skoro 80-90% oporu aerodynamicznego stawia kolarz, a nie rower, to może coś w tym być. Przy okazji w porównaniu do aerokasków czy kompletu kół, lemondka jest śmiesznie tania.

Podczas rozglądania się za odpowiednią przystawką przejrzałem wiele różnych możliwości. Tanie rozwiązania podzieliłbym na dwie opcje:

– z podstawową regulacją lub zupełnym jej brakiem
– z pełną regulacją

O czym dokładnie mowa? Podstawki pod łokcie (jak i sam rozstaw aerobarów) można mieć wąsko lub szeroko. Rurki mogą wystawać bardziej lub mniej do przodu. To samo tyczy się podstawek pod łokcie. Szukałem takiego rozwiązania bym mógł przesunąć podstawki pod łokcie w stosunku do kierownicy. Chciałem je wysunąć jak najbardziej do tyłu, bo mam dosyć dużą ramę, a chciałem wygodnie się oprzeć by nie sięgać gdzieś do przodu.

Na nieszczęście zakup lemondki pociąga za sobą przymus kolejnych zakupów, tj. sztycy podsiodłowej fast-forward oraz nowego siodełka. Sama przystawka czasowa to wydatek rzędu paruset złotych. Jeśli jednak dodamy do niej siodło i sztycę ff to robi się już kwota czterocyfrowa. Ja z tego zakupu na razie zrezygnowałem i długo dochodziłem do siebie po zawodach. Sztyca przesunie nam siodełko o kilka centymetrów do przodu, a odpowiednie siedzisko rozłoży nacisk ciężaru naszego ciała na właściwe miejsca. Jadąc w pozycji aerodynamicznej siedzimy na samym przodzie siodełka co powoduje punktowy nacisk na krocze i tutaj zaczynają się problemy.

Posiadanie zestawu lemondka + odpowiednie ustawienie właściwego siodełka ma kilka zalet. Oprócz szybszej jazdy powinno nam się lepiej biec. Przy kręceniu korbą różne mięśnie pracują z różną intensywnością. Osobiście nie odczułem specjalnej poprawy wygody biegu ale dałem mocno w palnik na rowerze więc… ;-)

Na tym zwykle kończą się zakupy amatorów. :) Szosówka + lemondka i ewentualnie aerobidon, by mieć picie wygodnie podstawione pod nos. Niektórzy pakują jeszcze kasę w kask czy koła ale tutaj już idziemy w grube tysiące peelenów, a korzyści czasowe są minimalne (oczywiście im wyższa prędkość tym więcej zyskujemy na kolejnych ulepszeniach sprzętu).

Zupełnie pominąłem kwestię pedałów. Dziele je na zwykłe z ewentualnymi noskami i zatrzaskowe SPD. Sytuacja wygląda tak samo jak w przypadku zakupu całego roweru. Jeśli jest kasa to się kupuje, jeśli nie ma to nie. Plusem pedałów jest zwiększenie efektywności pedałowania. Na co dzień buty SPD/SPD-SL (czyli wersja MTB/szosowa) są mniej wygodne niż każde inne (choć tutaj są wyjątki w przypadku nieszosowych SPD).

Reasumując szkoda wydawać pieniądze chyba że dużo jeździmy na bajku i chcemy efektywniej pedałować. Na ten temat napisano zapewne wiele artykułów ale polecam zdroworozsądkowe podejście. Jeśli chcemy ukończyć to szkoda zachodu i pieniędzy. Jeśli chcemy się ścigać teraz jak i w przyszłości to zakup SPD-SL i butów do nich jest absolutną koniecznością. Kupując buty warto rozejrzeć się za takimi, które łatwo włożymy i zapniemy pedałując na rowerze (tj. żeby miały 1 duży rzep i np. brak języka). Warto wspomnieć, że jadąc na zwykłych pedałach odpada nam kwestia zmiany obuwia w drugiej strefie zmian. Po pływaniu zakładamy buty biegowe i w nich jedziemy na rowerze oraz biegniemy. :)

Bieg

Schodząc w jednym kawałku z roweru nie potrzebujemy zbyt wiele by ukończyć zawody. Zakładając, że na co dzień biegamy, to mamy pod ręką odpowiednie buty. Producenci jedak zadbali byśmy mogli zostawić chociaż kilka stówek na obuwie do triathlonu. :) U mnie patenty z szybkim wiązaniem butów się nie sprawdza ponieważ… ja nigdy nie wiążę butów do biegania. Jedynie w przypadku gdy muszę wplątać chip w sznurowadła. W każdym innym przypadku mam je zawiązane cały czas i tak je zakładam na każdy trening na jaki wychodzę z domu. Tak samo jest na zawodach – czekają na mnie zawiązane. Wciągam je tylko używając trochę siły i jazda dalej.

Warto dodatkowo zarzucić na głowę czapeczkę lub założyć okulary przeciwsłoneczne dla większego komfortu podczas biegu. Osobiście preferuję czapkę, bo dodatkowo może pochłaniać pot z czoła. Mimo że mam wrażliwe oczy to nie dokładam do tego zestawu okularków. Mam wtedy wrażenie, że zbyt dużo mam na głowie. ;) Aczkolwiek to już kwestia indywidualnych preferencji.

Wybór czapki sprawił mi nie lada kłopot. Szukałem jakiegoś białego modelu z czarnym spodem daszka. Białe miało odstraszać słońce, a czarny dół ograniczać refleksy słońca w kierunku oczu. Gdy wreszcie znalazłem taki okaz… zmieniłem zdanie i cieszę się calutką czarną czapeczkę Zoot. Najważniejsza jest jej przewiewność. :)

Podsumowanie

To tyle jeśli chodzi o sprzęt dla debiutującego w tri. Temat co prawda tylko lekko ugryzłem ale staram się stosować racjonalne podejście do tematu. Jeśli wydanie 10 tys. zł na rower nie robi na nas większego wrażenia to wydajmy je. Ale jeśli ma to wiązać się z ucięciem budżetu na inne rzeczy (np. jedzenie :P) to moim zdaniem nie tędy droga. Lepiej spożytkujecie te pieniądze wydając je chociażby na lepszej jakości pożywienie czy większą ilość wejść na pływalnię. ;) Czego sobie i wam życzę!

11 KOMENTARZE

  1. „Reasumując szkoda wydawać pieniądze chyba że dużo jeździmy na bajku i chcemy efektywniej pedałować.” – warto Marcin dodać jeszcze, że efektywne pedałowanie wymaga dość dużo treningu. Osobiście – i nie jest to tylko moje doświadczenie, załapałem ruch i nauczyłem się pracować nogami w odpowiedni sposób po około 3kkm. Nie jest to proste bo mięśnie zupełnie inaczej pracują na zwykłych platformach (a dokładniej nie pracują) niż przy wpiętych butach w SPD.

    • Hmmm to ja tyle km nie mam i czuję że mocno pcham je w dół a pozostały ruch nie jest efektywny. Jednak uważam że dosyć dobrze pedałuje. :) Uwaga jednak na pewno słuszna.

      Myślę że odpowiedni trening ukierunkowany pod naukę pedałowania przyspieszy edukację. Na przykład pedałowanie jedną nogą. :)

    • Co do roweru? To zgadzam się z Wojtkiem. Wg mnie lepiej na początku wydać kasę na SPD, a nie lemondkę. Zauważ, że wszystkie testy areo niejako z góry zakładają, że jeździsz wpięty w pedały. Jak nie będziesz efektywnie pedałował to lemondka niewiele da. Dlatego początkującym poleciłbym kupno SPD w pierwszej kolejności.

      • Nigdy nie jeździłem na lemondce bez SPD. Ciekaw jestem choć raczej stopa nie spada z pedału, bo pedał też nie jest płaski tylko trzyma się nieco buta.
        Z drugiej strony macie rację, bo gdy przesuniemy się do przodu to oprócz czworogłowych bardziej używamy też innych mięśni gdy np. ciągniemy pedał.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here