Mocny bieg, dobre samopoczucie, ochota na jeszcze mocniejszy finisz i… kolka na kilometr przed metą. Start udany choć jak zwykle mogło być minimalnie lepiej. ;)

Najpierw były pogaduchy o gadżetach…

IMG_9277_mini

Później przy stoliku z zielonym obrusem ustaliliśmy kolejność na mecie… :P

IMG_9282_mini

Dalej trzeba było zachować pozory i zrobić rozgrzewkę…

Fot. Piotr Habaj - Amatorska Strona Fotografii Sportowej
Fot. Piotr Habaj – Amatorska Strona Fotografii Sportowej

… przy okazji, nie pamiętam kiedy ostatni raz tak porządnie się rozgrzałem. Staram się wyciągnąć naukę z ostatnich startów na asfalcie na 10 km. W czerwcu w Gdyni biegło mi się fantastycznie drugą połówkę zawodów. Sapałem ale oddech się uregulował na wysokich obrotach i mogłem cisnąć ile noga dała. Dlatego też teraz staram się dobrze roztruchtać i wejść w dyskomfort już na rozgrzewce.

Rozgrzewkę skończyłem z 3-4 minuty przed startem. Wcześniej ugadałem się z czytelnikiem Pawłem (spotkaliśmy się na poprzedniej edycji biegów górskich) że ustawiamy się razem i ścigamy. ;) Tak też się stało. Krótkie odliczanie i poszły konie po bet… nooo ruszyliśmy w las!

Pierwsze 1500 m lekko pod górkę. Tempo było fajne, wymagające i razem trochę wyprzedzaliśmy. Trzymałem się nieco z tyłu. Po kilometrze stwierdziłem, że czuję się jednak zbyt dobrze i podkręciłem tempo. Pod górkę wyprzedzałem, w co wciąż nie chce mi się wierzyć. ;) Na zbiegach już tak różowo nie było ale mnie też nie bardzo chcieli wyprzedzać więc ogólnie było bardzo spoko. Przez większość trasy mijałem się z facetem w koszulce Maratonu Solidarności. Ja go wyprzedzałem na górce, a on mnie na zbiegu, choć nie zawsze. :) Tyle że on biegł na 10 km, a ja na 5… więc był to mocny zawodnik… w porównaniu do mnie. ;-)

Górki mijały, zbiegi też. Było ciężko, biegłem mocnym tempem ale mimo to w głowie miałem chęci na atak na ostatnim podbiegu. Niestety na kilometr przed metą, na bardzo przyjemnym, lekko pofałdowanym odcinku trasy trafiła mi się kolka. Cóż, biegałem już z kolką. Zawsze staram się maksymalnie spiąć mięśnie brzucha i jakoś przeć do przodu. Tym razem ukłucie było nagłe i mocne, a w dodatku zupełnie z boku, tak że spięcie mięśni z przodu nie pomogło. Biegłem zgięty w pół, a gdy wyprzedziły mnie pierwsze 2 osoby zatrzymałem się na parę sekund i powoli ruszyłem dalej. Kolejne parę sekund straciłem na uważnym oglądaniu się do tyłu – sprawdzałem czy osoby, które biegną za mną nie maja czasem czerwonych numerów startowych oznaczających że biegną na 5km. ;) Zauważyłem jedną taką osobę w niebieskiej koszulce i chciałem powalczyć…

… na ostatnim podbiegu nagle mignęła mi niebieska koszulka. Gość hasał pod górę jak kozica górska. :P Przypomniało mi się jak samemu wyprzedziłem jednego kolesia podczas triathlonu w Gdyni. Oczywiście chęć na walkę mi zupełnie minęła, bo walczyłem z kolką. Co ciekawe, na mecie okazało się, że przybiegłem przed gościem w niebieskiej koszulce, a wyprzedziła mnie zupełnie inna osoba (również na 5km, również w niebieskiej koszulce), która wzięła się nie wiadomo skąd. :P

Na ostatnim zbiegu już nie chciałem się obracać, bo nogi były już zmęczone i bardziej koncentrowałem się by nie wywinąć orła, a przy okazji postarać się pobiec na tyle szybko, by nie dawać szans do wyprzedzania. Plus z tego wszystkiego taki, że kolegi Pawła już nie widziałem przed sobą. :P Przybiegł kilkadziesiąt sekund za mną… aczkolwiek na poprzedniej edycji było odwrotnie. ;)

To były fajne zawody. 9-te miejsce cieszy choć do czołówki brakuje mi kilka lat treningów. :P Wciąż walczę o wejście na wyższe obroty serducha. Oglądając aktywność w Garmin Connect ucieszyłem się, że powoli zaczynam ocierać się o 180 bpm, co jest dla mnie wartością wysoką. Szczególnie że na tych górkach ciężko mi było wejść na wysokie tętno – pod górkę czworogłowe tak piekły, że trzeba było zwalniać. ;) Ostatnia edycja biegu w październiku. Na chwilę obecną jestem pierwszy w klasyfikacji generalnej :P ale praktycznie wypadam na miejscu 4… najgorszym? ;-)

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here