Powtarzałem sobie i trenerowi, że to taki start C. Mało ważny i polecę go z rozpędu, na luzie. I część z tego było prawdą. Nie był to ważny start ale skoro można się sprawdzić w zawodach, to trzeba to wykorzystać. ;)

Wciąż jestem świeżakiem jeśli chodzi o starty w triathlonie. Ironman w Gdyni uświadomił mnie, że można upodlić się na rowerze i mimo wszystko mieć siły na bieg. Dlatego też w Przechlewie chciałem sprawdzić czy na ćwiartce umiem się tak ujechać na pływaniu i rowerze, by na biegu nogi już nie pracowały. :)

Na miejscu pojawiłem się dzień wcześniej. Pogoda była piękna. Nie będzie to wielkim spoilerem gdy napiszę, że w dniu naszego startu było chłodno i padało. Przechlewo tak ma, choć krążą plotki od najstarszych wiekiem, że parę lat temu podczas zawodów było słońce i ponad 20 stopni. ;) Mam nadzieje, że zostało to zapisane gdzieś w przechlewskich kronikach, bo inaczej pamięć o tym zginie. ;)

Sobota minęła pod znakiem atrakcji turystycznych. Zamiast 20 km na bajku popływałem na rowerze wodnym. ;) Gdy zbliżał się wieczór zacząłem myśleć o starcie. Przygotowałem w domku rower i rzeczy do zaniesienia do strefy zmian. Chciałem mieć to już z głowy. Już szedłem do drzwi gdy usłyszałem uderzenia w dach. Zaczęło lać. Welcome in Przechlewo. :)

Deszcz nie ustępował, więc przestawiłem budzik na wcześnie rano i poszedłem spać.

2016-09-04-07-08-33

W niedzielę nieśmiało wychyliłem się z domku. Było dżdżysto ( ͡o ͜ʖ ͡o) hyhyhy. Rower pod pachę i wio do strefy. Przed strefą całkiem pusto. Natomiast na 5 minut przed odprawą, gdy strefa powinna być już zamknięta, do wejścia ustawiła się kilkunastometrowa kolejka. Triathloniści tacy poukładani. ;-)

2016-09-04-07-08-20

Osobiście rzeczy wrzuciłem do worka ale w ostatniej chwili jednak je wyjąłem do koszyka i tylko przykryłem siatką. W trakcie zawodów padało, więc była to dobra decyzja. Ostatnimi czasy nie mogłem znaleźć moich pasków na numer. Teraz, po sezonie, oczywiście znalazły się wszystkie. W Przechlewie jednak mocno reprezentowałem Gdynię. ;)

2016-09-04-07-08-29

Na odprawie jak to na odprawie. Non-drafting, uwaga bo mokro i życzymy miłej zabawy. ;) Trzeba było wbić się w piankę i zobaczyć czy woda jest mokra. W wodzie musiało być mokro, bo pływało w niej sporo ryb.

SWIM

Start odbywał się z wody. W chwili uniesienia pomyślałem, że skoro to takie mniej znaczące zawody, to zobaczymy jak to jest płynąć w grupie i gdy rozpoczęło się odliczanie od 10 do START podpłynąłem bliżej linii startu. Plan był taki by wbić się w pralkę i dobrze przy tym bawić. :P

Plan nie wyszedł. Ruszyłem mocno do przodu ale wszyscy się tak rozpłynęli, że mimo gromady ludzi płynęło się komfortowo. Swoją drogą kilkaset osób zostało rozplanowanych na parę fal startowych tak że komfort psze pana jak w Mercedesie. Z drugiej strony po paru minutach już sapałem i zastanawiałem się dlaczego chwilę wcześniej wpadłem na pomysł mocnego startu. Te myśli towarzyszyły mi do końca etapu pływackiego, który popłynąłem ogólnie mocno (tak mi się wydawało) i nawigacyjnie bezbłędnie (yhy, jak zawsze). Micha i się cieszyła okropnie, bo liczyłem na PB w pływaniu.

No nie… nie tym razem. Według organizatora, mokra zabawa skończyła się dla mnie po 18 minutach i 44 sekundach. Dało mi to zaszczytne 116 miejsce na 293 startujących. Chciałoby się powiedzieć: I’ll show you how great I am… ale się nie powie  ¯\_(ツ)_/¯ ;)

T1

Dobieg do T1 tradycyjnie przechlewsko-epicki. Polecam z całego serca! Pod tę cholerną górę wyprzedziło mnie jeszcze z 5 osób. Gdy już dotarłem do swojego miejsca i zacząłęm się przebierać, okazało się, że nie jestem przy swoim miejscu. Tak że tego… Podbiegłem do (nie)swojego miejsca, wrzuciłem w koszyk czepek i okularki i zacząłem zdejmować piankę. Gdy nogami deptałem piankę, rękoma chciałem złapać za numer startowy w kasku. Sęk w tym, że numeru nie było. Zacząłęm nerwowo szukać naokoło numeru i nigdzie qwa go nie było! Po chwili dopiero zajarzyłem, że stoję przy nie swoim rowerze. Janusze strefy zmian – łączmy się!

Mój rower był dwa metry dalej. Do tej pory nie wiem jak to zrobiłem ale nie trafiłem we własny rower. ;) Potem było już z górki. Zmiana, rower, wskok i jazda.

T1 zajął mi 4:22 i szkoda, że nie ma informacji, który to był czas w stawce, bo sam czas nic nie mówi. Przyzna mi rację każdy kto się wspinał po wyjściu z wody. ;)

2016-09-04-09-23-33

To że biegłem do belki jak pokraka nie ma żadnego znaczenia. :) To tylko zdjęcie tak wyszło. ;)

BIKE

Nadszedł czas na rower. Przy dobiegu do T1 zwątpiłem w powodzenie akcji „zniszcz się na rowerze”. Jednak od razu jak wskoczyłem i zacząłem ugniatać pedały moc wróciła. Na krótko… ale wróciła. ;) Ta część jest w ogóle bez historii. Mocny początek i wiara, że się uda, a potem było już tylko wolniej. Mocno pracowałem nad zjazdach by budować prędkość ale ogólnie słabo cisnąłem. Na końcu etapu rowerowego nawet lekko mi motywacja spadła. A możę to tylko z balonika zeszło powietrze. ;)

Osiemdziesiąty ósmy czas etapu kolarskiego (1:17:43) mówi mi tylko tyle, że to nie wina wiatru, nierówności terenu lub problemów technicznych (czy mówiłem już, że biegi mi nie wskakiwały? :P). To po prostu byłem ja. Jechałem co prawda ile mogłem ale wreszcie doszło do mnie, że to start C i że brakiem nogi nie muszę się przejmować, bo za tydzień biegnę maraton, który jest ważniejszy. Za to spróbowałem kilku nowych rzeczy i jestem bogatszy o wiedzę. :)

2016-09-04-10-40-51

T2

Odnotowałem pełen sukces – trafiłem z rowerem tam gdzie powinienem. Na zdjęciu widać, że cisnę bez skarpetek. To też miał być test. Jednak nie zdecydowałem się na bieg bez skarpet, bo na mokrej nawierzchni sporo kamyczków przyklejało się do skóry i nie chciałem ryzykować. Może następnym razem się uda na jakimś krótszym dystansie.

Wybiegając ze strefy zmian usłyszałem spikera, który wymieniał moje imie i nazwisko mówiąc, że biegnie „Marcin Hinz, proszę zobaczyć, cały na biało”. Gdyby obok mnie stało krzesło, to bym z niego spadł. ;) Było śmiechowo. ;)

RUN

Bieg w Przechlewie mnie zaskoczył. Dopiero na trasie skumałem, że rok temu była tylko jedna pętla do zrobienia. Dlatego miałem nadzieję, że nie będziemy znowu biegać po błocie i kocich łbach. No i nie biegaliśmy. Trasa przez to się lekko wypłaszczyła (oprócz początkowego zbiegu i podbiegu) i była o wiele fajniejsza. Na nawrotce stały dumnie dwie małe palemki ( ͡o ͜ʖ ͡o). Piękne nawiązanie do przechlewskiej aury. :) Skoro już piszę o pogodzie, to organizator wspominając ulewę, wiatr i zimno sprzed roku wrzucił do pakietu startowego bluzę z kapturem. Very funny! ;)

2016-09-04-11-29-03

Biegło mi się fajnie. Tempo mnie satysfakcjonowało, więc już nie cisnąłem. Czas biegu wyszedł 47:08  i był to 68 rezultat tej dyscypliny na tych zawodach. Całkiem nieźle! :) Jedyny plan jaki miałem to nie dać się zdublować Agnieszce Jerzyk, LOL. ;) W ogóle był śmieszny z nią klimat. Na każdej mijance ją wszyscy pozdrawiali (sam nie byłem gorszy), a ta odmachiwała wszystkim, przy okazji wyprzedzając wszystkich po kolei.

Jak to powiedział chłopak Agi "Zrobiłem wam dwa zdjęcia: jedno z hamburgerem, a drugie bez". :D
Jak to powiedział chłopak Agi „Zrobiłem wam dwa zdjęcia: jedno z hamburgerem, a drugie bez”. :D

Pod koniec pierwszego kółka zacząłem przyspieszać ale mimo to na języku po drugiej stronie jeziora Aga mnie wyprzedziła. Fail! :P Wymieniliśmy po dwa zdania po czym ja skręciłem na drugie kółko, a Agnieszka w kierunku mety. Ogień! Drugie kółeczko poszło równie sympatycznie jak pierwsze. Trochę się pomęczyłem i można było finiszować. Tuż przed metą na owym języczku ktoś kibicował dziewczynie przede mną, po czym krzyknął do mnie tonem rozkazującym „wyprzedź ją!”, LOL. Miałem sporo pary, więc kilkoma susami doszedłem niewiastę i jak gbur wyszedłem na prowadzenie. :P Tough life. ;)

Finalnie 75 miejsce i czas 2:29:21 ale to mało istotne. W Przechlewie nie wystartuje za rok, bo ile razy można jeździć w to samo miejsce. Chciałbym jednak odnieść się do dwóch rzeczy. W tym roku impreza była dużo lepiej zorganizowana niż rok temu. Nie chodzi oczywiście o pogodę (która była dużo lepsza niż rok temu) tylko o kilka spraw związanych z jedzeniem i trasą. Same plusy!

Drugą rzecz, do której chciałem się odnieść to wolontariusze. Są niesamowici. Dla nich warto uczestniczyć w tej imprezie. Dziękuje wam!

2016-09-04-13-39-46

Na końcu pozdro dla szybkich i wściekłych, a więc Kasi i Bartka, którzy startowali w sztafecie. Miło było poznać. :) Fajnie, że znakomici biegacze próbują się również bawić w triathlon. Tylko uważajcie – to wciąga (choć z tego co widziałem to już za późno ;)).

8 KOMENTARZE

  1. Cześć!
    Mógłbyś napisać coś o przygotowaniu swojej szosówki do triathlonu? Sztycę zmieniałeś na taką z mniejszym offsetem, albo fast forward? Jakie masz siodełko? Wygodna jest lemondka S-band, na dłuższym dystansie nie drętwieją nadgarstki?

    • Cześć,
      Sztycę mam standardową. Być może jak bym poszedł na fitting, to by wyszło, że muszę wymienić. Ale jako że nie poszedłem, to jeżdżę na tym co mam. ;) Czasami poprawiam się na siodełku ale myślę, że nie jestem jakoś mega źle ułożony podczas jazdy. Ostatnio jeżdżenie po siodełku zostało zminimalizowane poprzez nowy strój startowy, który ma chyba jakieś włókna gumowe w kroku dzięki czemu nie myślę o tym czy jadę przód-tył na siodle.

      Siodełko kupiłem ale używane. Mam bodajże Bontrager Hilo RXL (to bez regulacji szerokości dziury na nosku). Jest spoko. :) Fajnie wyszedł zakup, bo chciałem coś innego niż Adamo ;) aczkolwiek nie mam porównania do żadnych innych siodełek czasowych.

      Co do s-band to jeżdżę na tym co udało mi się najtaniej dostać. Akurat w przypadku napięcia nadgarstków. to nie mam żadnych problemów ale każdy jest inny. U mnie chciałbym rozstawić podłokietniki nieco szerzej bo mam problemy z lewym barkiem, którego dodatkowo napinam przyjeździe. Tyle że nie mogę rozsunąć podłokietników, bo nie są regulowane, a po odwinięciu owijki okazuje się, że profil kierownicy się zmienia (spłaszcza) i blokuje to możliwość przesunięcia na zewnątrz całe lemondki.

      Podsumowując, kupiłem siodełko bo była okazja (i złasiłem się, że to topowe siodełko montowane przez Treka), a lemondkę jedną miałem ale mi się połamała (deda parabolica) ale że kolega sprzedawał swoją z decathlonu za 50 zł, to na niej teraz jeżdżę.
      Ostatnio mam trochę takie podejście, że bardziej będę inwestował w siebie niż w sprzęt… tak chciałem się przekonać do zakupu pomiaru mocy ale na razie to nie wyszło. ;) Druga sprawa to to, że marzy mi się posiadanie roweru czasowego, więc inwestowanie w szosę by zrobić z niej TT jakoś mi się nie widzi (napisałem przeglądając oferyę Ron Wheels ;)).

      • Dzięki za odpowiedź :)
        Ogólnie marzy mi się w sezonie 2017 pierwszy TRI-start, ale uwarunkowane jest to czy ogarnę się z pływaniem do sezonu, na razie miernie to wygląda :P
        Mam trochę rozterek ze sprzętem, bo kupiłem używaną szosówkę, miała być rama 54cm okazała się 56cm. Mam 176cm wzrostu i się zastanawiam czy nie za duży ten rower, jeździ mi się w miarę ok, ale np. w dolnym chwycie nie jest już zbyt komfortowo, może to przez moją małą elastyczność, a może przez za duży rower – who knows? Ciekawe czy po założeniu lemondki nie będzie jeszcze gorzej – zobaczymy.
        Ron całkiem ciekawą ofertę ma, cena trochę wyższa od „chińczyków”, sporo niższa od topowych marek, a jakość ponoć ok.
        Życzę udanych startów i rozsądku w zakupach sprzętowych, choć wiem że o to ciężko :)
        Pozdrawiam

        • Zakupy sprzętowe odstawiam póki co. ;) Muszę zluzować trochę, heh.

          Co do roweru to polecam poszukać matematyczną metodę ustawienia roweru, zmierzyć się, ustawić rower (o ile będzie to możliwe) i wtedy zobaczyć co i jak. Jeśli nie będzie możliwe ustawienie roweru to może faktycznie jest za duży.
          Powodzenia :)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here