Trudny dla mnie temat. Przyzwyczaiłem się, a teraz znowu uczę się współpracy od nowa.

Zmieniłem trenera. Tego można było się domyśleć po przeczytaniu tytułu tego wpisu. ;) Dlaczego tak się wydarzyło?

Myślałem o tym od wakacji tego roku, czyli kilku dobrych miesięcy. Rozglądałem się po rynku. Chciałem kogoś stricte do triathlonu ale tego typu opieka trenerska jest dużo droższa niż trener do rozpisywania treningów biegowych. Nie wiedziałem nawet skąd biorą się takie różnice w cenie, bo… nikt mi nie powiedział. :P Jak wiadomo, to co jest normalne dla jednych jest zupełną nowością dla innych. W tym poście postaram się rozwiać wątpliwości i powiedzieć o co tak naprawdę chodzi.

Dlaczego zmiana?

Zmiana jest dobra. Lepsze jest wrogiem dobrego. ;) Oczywiście nie wiedziałem czy idę w stronę lepszego ale chciałem iść w stronę zmiany. Wiązało się to z pewnymi trudnościami na wstępnym etapie. Trudności były argumentem za zmianą, a nie przeciw. Wszak należy wychodzić ze strefy komfortu. ;) Tak się złożyło, że nowy trener znalazł się sam, poprzez zbieg okoliczności. Dograliśmy szczegóły i można było rozpocząć współpracę… ale najpierw trzeba było porozmawiać ze starym trenerem. ;)

Z Piotrkiem Suchenią współpracowaliśmy parę lat. On wprowadził mnie w świat biegów długodystansowych, pokazał jak biegać, trenować i startować. Nauczyłem się od niego bardzo dużo. Gdy powiedziałem „pass” jeszcze raz pokazał klasę pisząc:

Zmiana trenera zazwyczaj wychodzi na dobre. Ja pracowałem chyba z 9 trenerami w całej swojej karierze i doskonale to rozumiem. (…) Walcz, działaj i do miłego.

Mail był dużo dłuższy ale w powyższym cytacie jest zachowany cały jego sens. Szacun! :)

Co teraz?

A teraz przechodzę na inną stronę mocy. Po pierwsze, nowym kołczem jest Tomek Spaleniak, który całkiem niedawno założył własny team. Pod względem zawodniczym obecnie walczy o laury na krajowym podwórku i z tego co wiem, to interesuje go jedynie klasyfikacja open, a nie jakieś tam kategorie. ;)

Pod względem trenerskim, ma kilkuletnie doświadczenie z zawodnikami na bardzo różnymi poziomie. Miałem wcześniej kontakt z jego zawodnikiem. Ogólnie znałem całą ekipę, bo chwile razem trenowaliśmy na pływalni. Tomek w ostatnim czasie rozpoczął naukę w szkole TriSutto i niedługo zostanie ich oficjalnym trenerem w Polsce… ale nie o tym miałem pisać.

Co mnie zaskoczyło?

Przechodząc do nowych rąk trenerskich liczyłem na plan treningowy wszystkich dyscyplin, który będzie ze sobą ładnie współgrał, a przy okazji elegancko wpasuje się w mój grafik zajęć. Tutaj jestem zadowolony w 100%. Trening jest skrojony pode mnie w każdym detalu. Nic tylko orać kolejne jednostki. ;) Na początku współpracy standardowa (chyba) ankieta o tym co mogę, kiedy mogę oraz w jakiej jestem dyspozycji, co i jak trenowałem do tej pory… lista jest długa.

Druga sprawa – komunikacja. Na nią nigdy nie narzekałem w mojej paroletniej współpracy z kołczami. Tutaj również nie ma problemu, by codziennie obgadać konkretne jednostki. Uczymy się siebie, więc obecnie uwaga jest wzmożona z obu stron. ;) Przy okazji przejścia do nowego trenera komunikacja przeniosła się częściowo z maila na aplikację Addaero. To darmowa alternatywa dla Training Peaks. Osobiście jeśli analizuje jednostki treningowe, to robię to w Garmin Connect ale dla współpracy z trenerem Addaero wydaje się fajną opcją. Jako osoba pracująca w Nozbe zdecydowanie wolę, by komunikacja dotycząca konkretnej jednostki treningowej odbywała się w danej jednostce treningowej, a nie na jakimś ogólnym kanale. To jednak drobiazg.

Zatem dostaje co tydzień rozpiskę treningową w Addaero. Oczywiście musiałem wykombinować sobie odpowiedni system pracy i spiąłem kalendarz Addaero z moimi programami do obsługi kalendarzu na kompie i w telefonie. Dzięki temu nie muszę nigdzie zaglądać, a wszystkie jednostki, wraz z opisem mam w swoim kalendarzu, do którego codziennie zaglądam. :) Git opcja.

Jedna sprawa to dedykowany trening, rozpisywany na tydzień do przodu i uwzględniający zmiany w czasie wolnym oraz ogólną dyspozycję. Druga sprawa to opieka w tzw. realu. Uwaga suchar. Nie znaczy to, że biegamy po hipermarkecie. ;) Natomiast fajne jest to, że umawiamy się na jednostki treningowe, by pooglądać człowieka w biegu. Propozycje spotkań są dość częste i jest to b. fajne.

Na koniec zostawiłem rzecz najważniejszą. Elementem, który ciągnął mnie w stronę „nowego” było moje pływanie. Z jednej strony chciałem rozpisany pode mnie trening, a z drugiej strony pojawiło się coś czego nie oczekiwałem. Co 2 tygodnie (choć była propozycja cotygodniowych spotkań) widzimy się na pływalni i ciśniemy trening pływacki. Na bieżąco poprawiamy technikę, robimy nagrania pod wodą, analizujemy itp. Niby tego powinno się oczekiwać od instruktora (którego nie miałem) tylko, że tutaj wszystkie elementy układanki siedzą w jednej głowie i dlatego wiążę nadzieję, że dzięki temu owe puzzle ułożą się odpowiednio na najważniejsze starty w 2017 roku. :)

Podsumowanie

Minął dopiero niepełny miesiąc współpracy. Jestem zadowolony. Pływam, biegam… tylko jeszcze czekam na rower ale najpierw musi choinka wylecieć z mieszkania, żebym mógł wstawić trenażer. ;) O wynikach współpracy wypowiedzą się wyniki w 2017 roku aczkolwiek wiadome jest, że to zawodnik musi się o nie postarać. Samo rozpisanie planu (a nawet jego realizacja w 100%) nie gwarantują tego, że na sezon nie będę np. ważył 100 kg. :P

A na koniec powiem, że wiążąc się z nowym kołczem zostałem wcielony ;) do Endure Team. Będzie się działo. :D

Przy okazji też zapraszan na FanPage Endure Team.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here