KnM #34 – Jazda rowerem po miastach i ulicach – prawo i infrastruktura

KnM #34 – Jazda rowerem po miastach i ulicach – prawo i infrastruktura

Rower jako środek transportu, a nie jako maszyna sportowa. W tym odcinku podcastu usłyszysz o zagadnieniach związanych z prawem dla rowerzystów oraz o tym jak buduje się infrastrukturę rowerową.

Wiele osób aktywnych dojeżdża do pracy rowerami. W ostatnich tygodniach zrobiło się już mega cieplutko i ilość rowerzystów na trasach zdecydowanie wzrosła. Oczywiście na dwóch kółkach można jeździć cały rok (co udowadnia mój dzisiejszy gość).

Ja pracuje z domu, więc „commuting” z tego faktu mam ograniczony do minimum. Jednak wiele osób (na szczęście) wybiera ten sposób transportu. To odcinek dla nich… ale też dla wszystkich innych, którzy poruszają się rowerami po drogach.

Zapraszam do obejrzenia w wersji wideo. :) Co prawda pokazałem tam jakim to jestem Januszem gdy na szybko ustawiam kamerę gdzieś w okolicy najbliższego gniazdka ale i tak odbiór jest bogatszy niż w wersji audio. :)

(więcej…)

[Wideo] Coś o mnie oraz moich celach na 2017 rok

[Wideo] Coś o mnie oraz moich celach na 2017 rok

Sezon triathlonowy już się rozpoczął, więc skoro poza testami produktów i merytorycznymi podcastami chciałbym spełnić kronikarski obowiązek ;) i dodać informacje o celach na bieżący rok.

Wpis będzie bardzo krótki. Cele są 3:

  1. Złamać 5h w połówce IM
  2. Ukończyć „wycieczkę po Mazurach” (tak to nazwał trener ;))
  3. Złamać 40′ na dychę.

Cele są w głowie od dawna aczkolwiek nie bardzo miałem głowę, by ustawiać starty pod te cele. Dlatego też w połówce będę startował tylko 2 razy. Pierwszy raz już za parę dni w tę niedzielę. Drugi raz na Ironman Gdynia. No i tutaj jest pierwszy zgrzyt. Na początek sezonu raczej 5h to za wysoki cel… chociaż nigdy nie pracowałem na progres tak bardzo jak pod wodzą nowego trenera Tomka z Endure Team. Co ta praca dała… okaże się w niedzielę. Czy wystarczy ona na sub5h w Gdyni – nie wiadomo. Najwyżej będę kombinował jeszcze jakiś start na szybko po IM Gdynia. ;) Albo po prostu cel nie zostanie zrealizowany w tym roku.

Druga kwestia to ultramaraton Pierścień Tysiąca Jezior (P1000J), czyli 610 km po mazurskich trasach. Asfalt różny, na pewno pagórkowaty, jazda w nocy… co to będzie co to będzie… Jak dla mnie jedna wielka niewiadoma. Przygotowuje się na różne sposoby, by wiedzieć z czym się mam zmierzyć 1-2 lipca. :)

Trzeci i ostatni cel to coś o co walczyłem 2 lata i teraz już w to zwiątpiłem. Przestałem o nim myśleć i zapisuje go tutaj raczej z kronikarskiego obowiązku. ;) Jak złamie, to fajnie, jak nie, to za rok. ;) Nie wiem tylko ile będzie prób tego łamania… finalna prawdopodobnie w listopadzie, już po sezonie triathlonowym.

A na koniec jeszcze wrzucam wideo. To było moje zgłoszenie do jednego konkursu ale skoro tam nie wyszło, to chętnie się z wami nim podzielę. :)

 

Test bojek asekuracyjnych Safe4sport

Test bojek asekuracyjnych Safe4sport

Bojka asekuracyjna jest teoretycznie podstawowym wyposażeniem triathonisty, który trenuje w wodach otwartych. Przetestowałem kilka różnych modeli od Safe4sport.

Na początku odpowiedzmy sobie na pytanie: do czego przydaje się bojka asekuracyjna?

  1. Asekuracja ;)
  2. Sucha przechowalnia bagażu
  3. Widoczność na wodzie

Asekuracja – główna funkcja bojki, która prawdopodobnie (aczkolwiek patrzę tylko po sobie ;)) jest najmniej istotnym argumentem dla którego kupujemy te produkty. Smutna prawda.

Sucha przechowalnia bagażu – triathloniści to indywidualiści (ale się zrymowało :)). Na treningi często jeździmy sami, bo ciężko zgrać grafiki paru osób. Jeśli dojeżdżamy na trening samochodem, to zwykle jest problem co zrobić z kluczykami do samochodu, portfelem i telefonem. Ubrania możemy schować w aucie ale reszta…? Ano właśnie, tutaj z pomocą przychodzą bojki w wersji z suchą komorą.

Inna sprawa, że tego typu „przechowalnia bagażu” sprawdza się też w innych sytuacjach gdy spływamy kajakami lub uprawiamy rafting na pontonach.

Widoczność na wodzie – dla mnie osobiście jest to najbardziej przydatna funkcja. Na treningach open water pływam wzdłuż lini brzegowej, więc nie myślałem do tej pory o czymś do asekuracji. Większy problem miałem z tym gdzie zostawić kluczyki od samochodu, więc zawsze organizowałem tak wyjazdy, by tego problemu nie było. Natomiast nigdy nie poradziłem sobie z tematem skuterów wodnych latających naokoło w miejscu gdzie chodzę pływać. Jest to jednak kwestia indywidualna, zależna od tego gdzie kto pływa. ;) Kolorowy czepek nic nie zmienia, bo jest zalewany wodą, więc i tak go nie widać. Boja w takim wypadku się świetnie sprawdza.


Bojki do testów przekazał mi ich producent, firma Safe4sport. Na ich stronie możecie znaleźć wszystkie opisywane modele oraz kilka innych produktów.

Rabat dla czytelników Ironfactory

Wpisz kod R5S4S17 przy zamówieniu a uzyskasz 5% zniżki
(obowiązuje do 30.09.2017, na produkty marki Safe4sport)


Na początek zapraszam do obejrzenia filmu, na którym walczę z żywiołem oraz pokazuje opisywane bojki. ;)

O czym tutaj mówimy

Na początek trochę danych żebyście nie musieli szukać po innych stronach :)

Boje to pompowane „koła ratunkowe”, które towarzyszą nam podczas treningów w wodach otwartych. Mają pasek, którym owijamy się wokół talii, by mieć bojkę zawsze pod ręką.

Tak jak wspominałem w powyższym filmie, do testów dostałem 4 modele bojek Safe4sport. Oto ich specyfikacja. Najciekawsze elementy pogrubiłem.

PerfectSwimmer

  • zamknięta komora na bagaż
  • wymiary 65 x 32 cm, pojemność 20L
  • wyporność około 90N
  • wykonana z PVC

PerfectSwimmer+

  • zamknięta komora na bagaż
  • wymiary 65 x 32 cm, pojemność 20L
  • wyporność około 90N
  • wykonana z nylonu oraz termoplastycznego poliuretanu (TPU) – zwiększona odporność na uszkodzenia mechaniczne i promieniowanie UV

Bojka jest dostępna w rozmiarze M (testowana) oraz L. Dodatkowo, wersja M jest dostępna w kolorze różowym :D :D :D

MasterSwimmer

  • zamknięta komora na bagaż
  • wymiary 72 x 37 cm, pojemność 28L
  • wyporność około 140N
  • wykonana z nylonu oraz termoplastycznego poliuretanu (TPU) – zwiększona odporność na uszkodzenia mechaniczne i promieniowanie UV
  • posiada dwie komory powietrzne (zawory z blokadą zwrotną uniemożliwiającą ulecenie powietrza nawet w przypadku przypadkowego odkręcenia)

IronSwimmer

  • otwarta komora na bagaż
  • wymiary 48 x 37 cm
  • wyporność około 70N
  • wykonana z PVC

Co oznacza ta specyfikacja?

Wyporność 90N oznacza, że bojka odejmie nam 9 kg z wagi…. ojjjj żeby to było tak łatwo poza wodą! ;) Mógłbym wtedy nawet biegać z taką bojką przyczepioną do pleców. ;) Analogicznie 140N to wyporność ok 14 kg, a 70N to 7 kg. Oczywiście nasze ciało (jak i pianka) również jest wypierane przez wodę, więc takie wartości jak 9 kg to nie jest mało.

Gdy wziąłem bojki do jeziora i próbowałem je utopić, to wyszło mi to tylko z IronSwimmer gdy na nią siadłem. ;) Przytulając bojki nie ma szansy bo ją zanurzyć, a nawet jeśli ją przydusimy w dół, to sami wychylamy głowę jeszcze mocniej ponad tafle wody.

bojka asekuracyjna w wodzie

Jeśli chodzi o budowę bojek, to nie mam żadnych zastrzeżeń. Wszystko wykonane jest starannie i sprawia wrażenie wytrzymałego. Trzy z czterech bojek mają ustniki do pompowania, których końcówki do zakręcania są zamontowane w sposób uniemożliwiający ich zgubienie.

Największa z bojek (MasterSwimmer) ma dwie komory do pompowania aczkolwiek pompując jedną komorę na maksa, druga już jest bezużyteczna. Można ewentualnie napompować jedną do połowy i wtedy dopełnić powietrzem drugą. W takiej konfiguracji nawet gdy jakiś, np. ostra skała przebije nam bojke, nadal mamy powietrze w drugiej komorze. W tej bojce proces pompowania wygląda na mniej wygodny z uwagi na wielkość i kształt końcówki, jednak z uwagi na zawór blokujący uciekanie powietrza jest dokładnie odwrotnie – tę bojkę nadmuchiwuje się najłatwiej. Nie żebym miał problem z napompowaniem którejkolwiek. ;) Po prostu zwracam uwagę na małe detale. Nie dokonywał bym jednak decyzji zakupowej na podstawie tej różnicy.

masterswimmer ustnik

Idziemy do wody!

Wrzucam rzeczy do bojki, zawijam ją i zamykam klipsem. Pompuje w kilkanaście sekund i zapinam wokół pasa. Wszystko gra. W trzech bojkach (poza MasterSwimmer) paski regulują się bajecznie. W prosty sposób można ściaśnić je lub poluzować wokół pasa. W Masterze pasek jest jakby starszego typu i dopasowanie trwa kilka sekund dłużej. Z drugiej strony bardziej toporne rozwiązanie jest zupełnie niepodatne na późniejsze luzowanie się. ;) Kolejna mini różnica, która nie ma żadnego wpływu na późniejsze używanie boji. ;)

bojka asekuracyjna safe4sport plecy

W temacie dopasowania paska chciałbym powiedzieć jeszcze jedno. Gdy po pewnym czasie pływania chciałem nieco poluzować pętlę wokół brzucha, to we wspomnianych trzech modelach mogłem to robić wisząc sobie na wodzie, z rękoma pod wodą. Pasek idący od pasa na talię do bojki jest takiej długości, że dla osoby mojego wzrostu mogłem ustawić się pionowo w wodzie i oprzeć głowę o boję z tyłu, tak jak bym to robił na fotelu. ;) Super wygodnie.

Pas, którym opinamy swoją talię jest mocowany do bojki za pomocą karabińczyka. Rozmiary poszczególnych części są tak dopasowane, że wpięcie karabińczyka wymaga chwili uwagi ale za to jego przypadkowe wypięcie jest właściwie niemożliwe.

bojka asekuracyjna karabinczyk

Jeśli miałbym się wypowiedzieć odnośnie wyporności bojek… każda, nawet najmniejsza w zupełności wystarczy nam, by nie pójść na dno, nawet jeśli nie będziemy się w ogóle ruszać. Testowałem bojkę w wodzie o tempetaraturze 15 stopni, więc byłem w piance, która daje dodatkową wyporność. Być może jeśli ktoś waży powyżej 100 kg i płynie bez pianki, to najmniejszy IronSwimmer będzie musiał się nieco zanurzyć, by wystarczająco podtrzymać pływaka.

Subiektywne podsumowanie

Z uwagi na budowę, podzieliłbym te produkty na dwie kategorie: otwarte i zamknięte komory.

W przypadku zamkniętej komory, wybrałbym PerfectSwimmer+. Nie wiem na ile użycie innego materiału ma wpływ na trwałość boji, jednak dopłata jest na tyle subtelna, że wolałbym po prostu mieć coś solidnego. :) Natomiast jeśli zawsze masz pełno rzeczy ze sobą, twoje ubrania są duże i dodatkowo chcesz do bojki wpakować buty, to wybierz MasterSwimmer. Różnice w wielkości nie są ogromne jednak moich butów w PerfectSwimmera nie zmieściłem.

safe4sport ironswimmer z bidonem

Zupełnie inną kategorią jest IronSwimmer. Moim zdaniem to bojka dla dobrych pływaków długodystansowych, którzy wypływając na akwen robią sporo kilometrów nim wrócą na brzeg. Asekuracja zawsze może się przydać jednak w tym wypadku zwróciłbym uwagę na mobilny bufet, który wieziemy ze sobą. Boja ma kształt bardziej „pontonowaty” – nie ma przekroju okrągłego tylko bardziej płaski, dzięki czemu się nie wywraca.

Z drugiej strony „komora bagażowa” IronSwimmer po napompowaniu boji jest dość ciasna… w pozytywnym sensie. Gdy włożymy do niej jakieś drobiazgi w worku wodoszczelnym i dołożymy bidon z izotonikiem, bidon trzyma się w niej dość pewnie blokując przy okazji wypadanie rzeczy głębiej w przestrzeni bagażowej.

Mam nadzieję, że tym opisem pomołem ci w wyborze. Kupując bojkę pamiętaj o kuponie rabatowym „R5S4S17”.

 

Bieg Europejski w Gdyni 2017 – 5 sekund od życiówki

Bieg Europejski w Gdyni 2017 – 5 sekund od życiówki

Nowa trasa, świetne warunki do biegania i jak zwykle dobra organizacja. Tylko kibiców nieco zabrakło na trasie. Tak wyglądał tegoroczny Bieg Europejski w Gdyni.

Do biegu przystąpiłem „z marszu”. Tzn. nie zmniejszaliśmy specjalnie z trenerem obciążeń treningowych, bo za 3 tygodnie w Sierakowie lecę połówkę IM. Mimo wszystko nie czułem jakiegoś mega zmęczenia w nogach.

Przed biegiem spotkaliśmy się w małym gronie Endure Team. Tematem przewodnim rozmów było „qwa ale jest zimno, a my przecież jeszcze w bluzach/kurtkach”. Fakt, było orzeźwiająco. Lekki wiaterek wpychał zimne powietrze pod ubrania powodując, że nieco odwlekaliśmy rozgrzewkę. ;) Wreszcie na 25 minut przed startem trzeba było zacząć truchtać.

bieg europejski 2017 endure team

Z rozgrzewki pamiętam tyle, że po 2 km truchtu było mi gorąco. Jak zdjąłem bluzę (a pod spodem miałem bezrękawnik) było mi wciąż ciepło. Pogoda do biegu była nader optymalna, a przy okazji panował super klimat.

Standardowo (ostatnimi czasy) ustawiłem się w swojej strefie i zaczekałem na poprzednią. Kolega Arek stojący tuż za mną (gdy dumnie prężyłem pierś w pierwszym rzędzie) skomentował tylko, że znowu mam ciśnienie na szkło. ;) Cóż… potrzebuje zdjęć na bloga, a nie chce brać „randomowych” tylko takie, na których mnie widać. ;) :P

W takiej oto radosnej atmosferze ruszyliśmy na podbój miasta.

bieg europejski 2017 start daleko

Na pierwszym kaemie wystrzeliliśmy w 3 osoby do przodu. 3 nieznane sobie osoby. Obracaliśmy się tylko za siebie patrząc co się dzieje… bo nie działo się nic. Nieco za ostro zaczęliśmy i się z siebie pośmialiśmy. Chwilę później zaczęliśmy gaworzyć na jaki czas lecimy i takie tam. Z uwagi na to, że tempo było zacne (przynajmniej jak na moje możliwości), to po pierwszym kilometrze rozmowy ucichły. ;)

bieg europejski 2017 marcin hinz

Jeszcze gdzieś na początku dogonił i wyprzedził nas jakiś junior…  ¯\_(ツ)_/¯ Nie pobiegliśmy długo razem. Kolega w kurtce został z tyłu, a kolega w czarnym odpalił wrotki do przodu.

Sam bieg był super przyjemny. Połówka z górki pod wiatr i połówka pod górkę z wiatrem – idealnie choć gdy biegło się pod górkę, to tego wiatru w plecy nie było czuć tak mocno jak by się chciało. ;)

W drugiej połowie trasy znowu zaczęły się pogaduchy z kolegą w czarnym stroju. Zwolnił bo zagadał się ze znajomymi, a ja z wywieszonym jęzorem go dogoniłem. :P Tym razem rozmowa była dość rwana. ;)

Nagle wyrosła przed oczami ul. Świętojańska. Jako że półmetek minąłem po 20 minutach i 8 sekundach postanowiłem trochę powalczyć. 5 kilometrów do mety. Jeśli każdy pokonam w 4:10, to na mecie mam 40:58… teoretycznie, bo zwykle trzeba jeszcze kawałek dobiec.

Na Świętojańskiem zostawiłem wszystko co miałem w sobie. Utrzymałem swoje 4:10 i mimo że kawałek dalej mnie zgięło, to byłem ogromnie zajarany, że nie dałem się na górce. Problemem okazało się to, że al. Zwycięstwa nadal była pod górkę i już nie było takiej pary jak by się chciało. Przestałem się zaginać by dać z siebie maxa, bo w głowie już miałem myślenie „byle tylko dobiec”. ;)

Jak widać po podsumowaniu biegu nie było zupełnej biedy, bo tempo siadło na 4:10-4:15. Patrząc z perspektywy czasu – jest git. Widziałem gorsze cyfry na zegarku i podsumowanie kilometra rzędu 4:15 nie były tragiczne. Na półtora kilometra przed metą przestałem kalkulować i liczyć sekundy. Wyczyściłem wszystkie obliczenia i skoncentrowałem się na biegu. Kolejny powód do zadowolenia, bo zwyczajnie gdy nie ma szansu na dobry wynik to odpuszczam…

… no tutaj była jeszcze szansa na życiówkę, więc może łatwiej było utrzymać koncentracje. Ostatni kilometr w 3:59 daje wiarę w to, że jeszcze coś tam w płucach zostało by przyspieszyć i skończyć biegnąc, a nie szurając nogami o asfalt.

Finalnie jestem bardzo zadowolony z tego biegu. Start B, bez odpuszczania treningu ale z dobrym powerem i teoretycznie świeżą nogą. Kolejna dycha w nocnym biegu Świętojańskim, którego profil nie pozwoli raczej na rekordy… jednak marzenie o złamaniu 40′ na 10 km wciąż jest aktualne. Liczę, że zrealizuje je w tym roku.

KnM #33 – Dyskwalifikacja w triathlonie – rozmowa z Joanną Skutkiewicz

KnM #33 – Dyskwalifikacja w triathlonie – rozmowa z Joanną Skutkiewicz

Dzisiaj poruszamy temat triathlonistów: tych fajnych i buraków. Rozmawiamy o przypadkowych dyskwalifikacjach, zabawnych historiach z tym związanych jak i o tej bardziej mrocznej i smutnej części triathlonu – buractwie.

Na dzień dobry od razu spoiler alert – chyba wspólnie z Asią uzgodniliśmy, że wiele nadanych DSQ można by ominąć jeśli by się miało inne nastawienie mentalne do życia, współzawodnictwa i zawodów. Promujmy fajne zachowania i pozytywne nastawienie do innych! :)

Zapraszam do słuchania i oglądania.

(więcej…)