52. Bieg Westerplatte

Kolejny gorący start i kolejny zawód na mecie. Tym razem początek nie był tak mocny jak podczas ParkRunu ale za to końcówka była dużo gorsza. Zabrakło siły, motywacji i chyba odpoczynku/regeneracji/snu.

Wszystko zaczęło się pięknie. Pobudka na czas, wstałem wypoczęty i (co rzadko ostatnio) bez oznak niewyspania. Pospałem sporo, bo z 7 godzin. Ostatnio zamykam się raczej poniżej 6-6,5h snu na dobę. Wszystko przygotowałem, spakowałem się. Generalnie luzik, zapas czasowy, itp. Kolega Michał z ekipą zabrał mnie spod domu i pojechaliśmy do Gdańska. Przepak ;) do busa i na Westerplatte. Odebraliśmy pakiety startowe, depozyt, trele morele, pośmierdzieliśmy, pospacerowaliśmy, ofociliśmy się i zaczęliśmy trochę truchtać.

DSC_2814_mini

W regulaminie start był przewidziany na 11:15. Gdy wchodziliśmy do góry, by dostać się do pomnika, spiker powiedział, że start jest o 11:30 ale nie byłem pewien czy dobrze usłyszałem. „Fajna” sprawa. W naszej grupie humory dopisywały. Mnie nic nie bolało, nawet łydki. Słońce powoli zaczęło przygrzewać. Ustawiłem się na przodzie grupy >40, odliczanko i jak to komentator powiedział „pooooszli”. Ciekawe czy zwycięzca biegu nie miał problemów językowych i wystartował w tym samym momencie co reszta. ;)

DSC_2790_mini

Pierwszy kilometr wyszedł idealnie w 4:10. Tak chciałem biec cały czas obserwując co się dzieje. Drugi kilometr w 4:15, trzeci w 4:14 i czując się jako-tako chciałem trzymać to tempo przez następnych parę kilometrów. I tutaj zonk. Tak jak pisałem we wstępie, gdy zacząłem zwalniać, przestało mi się chcieć biec. Samopoczucie było beznadziejne, chciałem zejść z trasy albo chociaż przejść do marszu. Tyle wywalczyłem że cały czas biegłem ale tempa schodziły do 4:40’/km, a nawet gorzej. Wreszcie zacząłem się obawiać czy zaraz ktoś z mojej ekipy mnie nie wyprzedzi. :P Chyba nawet takie zdarzenie nie spowodowałoby większej woli walki u mnie. Z „zazdrością” mijałem leżących na trawie (w otoczeniu służb medycznych). Ci to mogli już sobie poleżeć. Przez dłuższą chwilę myślałem, że zaraz do nich dołączę – samopoczucie było naprawdę fatalne. Dokulałem się do mety. Na ostatnim kilometrze wyprzedziło mnie chyba parędziesiąt osób. Padaka. Finalnie na zegarku stuknęło 43:30. Byłem zmęczony. Dzień po biegu czułem się poobijany. Nogi bolą, plecy, tylko nie ręce. A to właśnie ból w rękach najbardziej mi chyba dokuczał podczas biegu.

Tydzień wcześniej na ParkRunie było kiepsko ale cel udało się osiągnąć. Przed Westerplatte zmniejszyłem swoje oczekiwania, a mimo to się przeliczyłem. Trudno się mówi, walczy się dalej. :)

Przy okazji gratulacje dla ekipy z samochodu. Pokręcili niesamowite czasy. Poprawa jest dość spektakularna. ;) Koledzy oznaczeni jaki Tri Team zaczęli biegać na początku tego roku, szybko łapiąc też bakcyla na triathlon (w następnym roku planujemy wspólny objazd po tri-imprezach w Polsce północnej).

Grzegorz – 44:03
Jacek – 44:14 („sąsiad” z HTG ;) )
Michał – 45:16 (Tri Team)
Szymon – 47:08 (Tri Team)
Mateusz – 48:10 (na wiosnę wyprzedził mnie skubany na PMW :) )
Łukasz – 52:57 (tuż po grypie żołądkowej)
Ania – 60:38 (coś nie tak ze zdrowiem)

„It’s not how good you are, it’s how good you want to be.”
Paul Arden

0 komentarzy

Funkcja trackback/Funkcja pingback

  1. Przygotowania do półmaratonu Gdańsk czas zacząć | IronFactory.pl - […] jestem trochę zmęczony. Dwa mocne starty na 5k i 10k pozostawiły mnie z bolącymi kopytami. Po Biegu Westerplatte pojawiły się spore…
  2. Gdyński Bieg Niepodległości – 2014 | IronFactory.pl - […] Biegu Westerplatte nastąpiły przygotowania do Półmaratonu Gdańskiego. Te zostały przerwane wraz z trzaskiem w […]
  3. PZU Półmaraton Gdynia 2016 – O Tym Jak Zostałem Z Tyłu | IronFactory.pl - Triathlon, Bieganie, Sport - […] takim burdelem się jeszcze nie spotkałem, nawet gdy depozyty były wożone autobusami jak na Biegu Westerplatte. Na swoją kurtkę…

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *