KnM #24 – Mocne strony w sportach wytrzymałościowych

KnM #24 – Mocne strony w sportach wytrzymałościowych

Czy nasze cechy charakteru definiują możliwość odniesienia sukcesu w sporcie wytrzymałościowym? W tym odcinku poruszamy temat talentów i ich oddziaływania na nasz rozwój sportowy.

Na Instytut Gallupa trafiłem wiele lat temu. Chciałem zrobić test ale z tym “chceniem” było podobnie jak z “chciałbym trzymać dietę”. Czyli na “chceniu” się skończyło. ;) Parę miesięcy temu poznałem Dominika. Zupełnie przypadkowo, lub jak wolą inni – los tak chciał. Z uwagi na to, że edytuję podcast Dominika zacząłem czerpać wiedzę z jego audycji. Wciągnąłem się, zrobiłem test i doznałem lekkiego szoku.

Dlaczego? O tym opowiadam w podcaście do którego serdecznie zapraszam.

W pierwszych minutach podcastu mówię też o pewnej ważnej sprawie związanej z rozwojem podcastu. Tym bardziej zachęcam do przesłuchania odcinka oraz… aktywnego uczestnictwa w tworzeniu kolejnych audycji! :D

Ten odcinek podcastu będzie można również wysłuchać na stronie Magazynu Bieganie.
(więcej…)

Dlaczego zmieniłem trenera i jak wygląda współpraca z trenerem?

Dlaczego zmieniłem trenera i jak wygląda współpraca z trenerem?

Trudny dla mnie temat. Przyzwyczaiłem się, a teraz znowu uczę się współpracy od nowa.

Zmieniłem trenera. Tego można było się domyśleć po przeczytaniu tytułu tego wpisu. ;) Dlaczego tak się wydarzyło?

Myślałem o tym od wakacji tego roku, czyli kilku dobrych miesięcy. Rozglądałem się po rynku. Chciałem kogoś stricte do triathlonu ale tego typu opieka trenerska jest dużo droższa niż trener do rozpisywania treningów biegowych. Nie wiedziałem nawet skąd biorą się takie różnice w cenie, bo… nikt mi nie powiedział. :P Jak wiadomo, to co jest normalne dla jednych jest zupełną nowością dla innych. W tym poście postaram się rozwiać wątpliwości i powiedzieć o co tak naprawdę chodzi.

Dlaczego zmiana?

Zmiana jest dobra. Lepsze jest wrogiem dobrego. ;) Oczywiście nie wiedziałem czy idę w stronę lepszego ale chciałem iść w stronę zmiany. Wiązało się to z pewnymi trudnościami na wstępnym etapie. Trudności były argumentem za zmianą, a nie przeciw. Wszak należy wychodzić ze strefy komfortu. ;) Tak się złożyło, że nowy trener znalazł się sam, poprzez zbieg okoliczności. Dograliśmy szczegóły i można było rozpocząć współpracę… ale najpierw trzeba było porozmawiać ze starym trenerem. ;)

Z Piotrkiem Suchenią współpracowaliśmy parę lat. On wprowadził mnie w świat biegów długodystansowych, pokazał jak biegać, trenować i startować. Nauczyłem się od niego bardzo dużo. Gdy powiedziałem “pass” jeszcze raz pokazał klasę pisząc:

Zmiana trenera zazwyczaj wychodzi na dobre. Ja pracowałem chyba z 9 trenerami w całej swojej karierze i doskonale to rozumiem. (…) Walcz, działaj i do miłego.

Mail był dużo dłuższy ale w powyższym cytacie jest zachowany cały jego sens. Szacun! :)

Co teraz?

A teraz przechodzę na inną stronę mocy. Po pierwsze, nowym kołczem jest Tomek Spaleniak, który całkiem niedawno założył własny team. Pod względem zawodniczym obecnie walczy o laury na krajowym podwórku i z tego co wiem, to interesuje go jedynie klasyfikacja open, a nie jakieś tam kategorie. ;)

Pod względem trenerskim, ma kilkuletnie doświadczenie z zawodnikami na bardzo różnymi poziomie. Miałem wcześniej kontakt z jego zawodnikiem. Ogólnie znałem całą ekipę, bo chwile razem trenowaliśmy na pływalni. Tomek w ostatnim czasie rozpoczął naukę w szkole TriSutto i niedługo zostanie ich oficjalnym trenerem w Polsce… ale nie o tym miałem pisać.

Co mnie zaskoczyło?

Przechodząc do nowych rąk trenerskich liczyłem na plan treningowy wszystkich dyscyplin, który będzie ze sobą ładnie współgrał, a przy okazji elegancko wpasuje się w mój grafik zajęć. Tutaj jestem zadowolony w 100%. Trening jest skrojony pode mnie w każdym detalu. Nic tylko orać kolejne jednostki. ;) Na początku współpracy standardowa (chyba) ankieta o tym co mogę, kiedy mogę oraz w jakiej jestem dyspozycji, co i jak trenowałem do tej pory… lista jest długa.

Druga sprawa – komunikacja. Na nią nigdy nie narzekałem w mojej paroletniej współpracy z kołczami. Tutaj również nie ma problemu, by codziennie obgadać konkretne jednostki. Uczymy się siebie, więc obecnie uwaga jest wzmożona z obu stron. ;) Przy okazji przejścia do nowego trenera komunikacja przeniosła się częściowo z maila na aplikację Addaero. To darmowa alternatywa dla Training Peaks. Osobiście jeśli analizuje jednostki treningowe, to robię to w Garmin Connect ale dla współpracy z trenerem Addaero wydaje się fajną opcją. Jako osoba pracująca w Nozbe zdecydowanie wolę, by komunikacja dotycząca konkretnej jednostki treningowej odbywała się w danej jednostce treningowej, a nie na jakimś ogólnym kanale. To jednak drobiazg.

Zatem dostaje co tydzień rozpiskę treningową w Addaero. Oczywiście musiałem wykombinować sobie odpowiedni system pracy i spiąłem kalendarz Addaero z moimi programami do obsługi kalendarzu na kompie i w telefonie. Dzięki temu nie muszę nigdzie zaglądać, a wszystkie jednostki, wraz z opisem mam w swoim kalendarzu, do którego codziennie zaglądam. :) Git opcja.

Jedna sprawa to dedykowany trening, rozpisywany na tydzień do przodu i uwzględniający zmiany w czasie wolnym oraz ogólną dyspozycję. Druga sprawa to opieka w tzw. realu. Uwaga suchar. Nie znaczy to, że biegamy po hipermarkecie. ;) Natomiast fajne jest to, że umawiamy się na jednostki treningowe, by pooglądać człowieka w biegu. Propozycje spotkań są dość częste i jest to b. fajne.

Na koniec zostawiłem rzecz najważniejszą. Elementem, który ciągnął mnie w stronę “nowego” było moje pływanie. Z jednej strony chciałem rozpisany pode mnie trening, a z drugiej strony pojawiło się coś czego nie oczekiwałem. Co 2 tygodnie (choć była propozycja cotygodniowych spotkań) widzimy się na pływalni i ciśniemy trening pływacki. Na bieżąco poprawiamy technikę, robimy nagrania pod wodą, analizujemy itp. Niby tego powinno się oczekiwać od instruktora (którego nie miałem) tylko, że tutaj wszystkie elementy układanki siedzą w jednej głowie i dlatego wiążę nadzieję, że dzięki temu owe puzzle ułożą się odpowiednio na najważniejsze starty w 2017 roku. :)

Podsumowanie

Minął dopiero niepełny miesiąc współpracy. Jestem zadowolony. Pływam, biegam… tylko jeszcze czekam na rower ale najpierw musi choinka wylecieć z mieszkania, żebym mógł wstawić trenażer. ;) O wynikach współpracy wypowiedzą się wyniki w 2017 roku aczkolwiek wiadome jest, że to zawodnik musi się o nie postarać. Samo rozpisanie planu (a nawet jego realizacja w 100%) nie gwarantują tego, że na sezon nie będę np. ważył 100 kg. :P

A na koniec powiem, że wiążąc się z nowym kołczem zostałem wcielony ;) do Endure Team. Będzie się działo. :D

Przy okazji też zapraszan na FanPage Endure Team.

W czym biegać zimą? Test zimowych ubrań od New Balance

W czym biegać zimą? Test zimowych ubrań od New Balance

Uważam się za osobę lojalną. Jeśli przypasuje mi jakiś sklep w okolicy, to nie musi być najtańszy bym został jego stałym klientem. No chyba, że mocno wtopią ;), to wtedy szukam alternatyw. Podobnie mam z ubraniami. Jeśli coś mi się sprawdza to tego nie zmieniam.

Do tej pory mój komplet zimowy ograniczał się do bielizny termoaktywnej + bluza od Nessi. Tę bluzę mam kilka lat i bardzo sobie ją cenię. Dlatego też mimo posiadania nowej bluzy od New Balance, nie bardzo chciało mi się w niej wychodzić biegać w te mroźne wieczory.

Co do dołu odzieży, to już była u mnie wolna amerykanka. Co sezon to nowe rzeczy. Ostatnio kupiłem legginsy. Również od Nessi, licząc, że ich drące się skarpetki, to tylko wypadek przy pracy. Po pierwszej zimie padły zamki w kieszeni i nogawce. Oddałem na reklamacje, odesłano naprawione. Zacząłem w nich biegać drugi zimowy sezon i znowu pada zamek w nogawce, a po paru treningach jest problem z zamkniem w kieszeni na telefon.

Zmiana

Pewnego pięknego wieczora, gdy temperatura oscylowała ok. 2 stopni na plusie, zarzuciłem na siebie dresiki i bluzę od New Balance. Oto konkretne modele tych ubrań:

Spodnie (a ponoć nawet “tighty”): New Balance MP63037BKH
Bluza: nie znalazłem niestety modelu ale podobny do tego

Kryteria oceny

Zimą najważniejsze są dwie kwestie: komfort (w noszeniu oraz termiczny) oraz widoczność na drodze. Wygląd ciuchów w sumie jest mniej istotny, bo biegamy głównie po ciemku. :P Aczkolwiek obecnie producenci odzieży sportowej bardzo mocno kładą nacisk na fajny wygląd ich ubrań, więc tutaj zwykle nie ma lipy.

No to jedziem z tym koksem.

Bluza biegowa New Balance

Oczywiście będę porównywał się do bluzy od Nessi, która od lat świetnie mi się sprawdzała w zimę dając komfort cieplny. Jakie są różnice między tymi dwoma bluzami? Czy przekonałem się do tej z New Balance?

1. Komfort cieplny

W bluzie Nessi biegałem przy -15 i było ok o ile nie wiało. W bluzie New Balance biegałem do tej pory w temperaturach od 10 do -3 stopni. Zarówno przy spokojnej pogodzie jak i w deszczu z porywistym wiatrem. Pod względem komfortu cieplnego było idealnie. To było coś co ogromnie mnie zaskoczyło, bo bluza jest mega cienka. Dopiero przygotowując się do napisania tego tekstu wyczytałem, że wszędzie poza plecami bluza zbudowana jest z dwóch warstw, a każda ma zupełnie inny skład i odpowiada co innego.

Nie jest to przeciwdeszczówka. Jeśli padało, to do domu wracałem mokry choć w sumie nie wiem czy to deszcz czy pot. ;-) Nawet gdy byłem mokry, to nie marzłem na wietrze i tutaj wielki plus dla NB. Tylko raz było mi w niej minimalnie chłodno, na granicy komfortu. Zdarzyło się to podczas wycieczki rowerowej gdy jechałem pod wiatr, a temperatura była około zera. Myślę że przy temperaturze zbliżającej się do -10 ta bluza już zwyczajnie nie da rady. Najlepszą opcją w takim wypadku byłoby założenie lekkiej kurtki.

Kołnierzyk w tej bluzie to kolejny plus.

2. Komfort noszenia

Miesiąc temu ostatnie zdanie pierwszego punktu brzmiało by “Najlepszą opcją w takim wypadku byłoby założenie bluzy Nessi.” :) Jednak przez ostatnich kilka tygodni biegania moje spojrzenie na komfort biegu się zmieniło. O ile porównując obie bluzy pod względem komfortu cieplnego wypadają podobnie w temperaturach koło zera (przy dużych mrozach, grubsza bluza Nessi prawdopodobnie wygrywa), o tyle pod względem komfortu ruszania się różnice są spore.

Lekkość, cienkość, swoboda – to są powody, dla którego wolałbym na tę bluzę założyć kolejną lekką warstwę zamiast zakładać cokolwiek innego. Powód może być jeszcze nieco inny. Gruba tkanina bluzy Nessi po nasiąknięciu ciąży na ciele. Cieńszy materiał nie nasiąknie tak wodą. Dla mnie to jest killer feature. ;) Nie wiedząc jak wygodnie można biegać, przez lata nie podchodziłem nawet do innych ciuchów – a szkoda.

3. Bezpieczeństwo na drodze

Ten punkt zamyka się właściwie w dwóch kwestiach: kolor i odblaski. Obie bluzy mają kolory ciemno-buro-szare. ;) Kolor bluzy New Balance jest granatowo-jakiś-tam. ;-) Pod tym względem obie bluzy są niewidoczne na drodze przy obecnych warunkach. Jest ciemno, pada i z samochodów niewiele widać.

Druga kwestia to odblaski. Jak na mój gust, na ciuchach sportowych powinny być naszyte hamskie, grube taśmy z odblaskami, a nie jakieś małe pierdy. ;) Bluza Nessi posiada zerową ilość odblasków. Dlatego w poprzednie zimy nakładałem na nią bezrękawnik z odblaskami, czyli kolejną warstwę, która była zupełnie niepotrzebna dla komfortu cieplnego, a na pewno psuła komfort samego poruszania się.

W bluzie New Balance są cztery miejsca z odblaskami (pomijając świecące logo ;)). Po jednym na każdym rękawie, co jest fajne, bo samochód widzi, że odblaski się energicznie poruszają. Kolejny mały jest na dole pleców. Największy jest na klatce piersiowej. Dobry wybór jeśli biegniemy zgodnie z zasadami po lewej stronie drogi. Przedni odblask to dwa paski ciągnące się wzdłuż całego zamka, a więc przez całą bluzę.

Czy dzięki tym odblaskom czuję się bezpiecznie? Nie… bo ja nigdy nie czuję się bezpiecznie biegnąć po drodze, chyba że miał bym jeszcze powieszonych siedem światełek. ;-) W każdym bądź razie wiem, że w zupełnej ciemności w bluzie New Balance będzie mnie z daleka dobrze widać.

Podsumowując

Biegam w New Balance. Bezpieczniej i wygodniej. Dodatkowo ma kieszenie, których brak w bluzie Nessi. W kieszeniach można trzymać chusteczki albo coś bardzo lekkiego, żeby nie latało podczas biegu. Co będzie jak temperatura spadnie poniżej -10 stopni? Jak spadnie to napiszę. ;-)

Martwi mnie natomiast cieniutki i leciutki zamek błyskawiczny w bluzie NB. Właśnie takie zameczki psuły mi się w leginsach. Mam tylko nadzieję, że zamek zastosowany przez New Balance jest lepszej jakości. Póki co działa wyśmienicie.

Zimowe spodnie biegowe

Na początku tylko powiem, że od zawsze byłem fanem obcisłych strojów biegowych. ;)

1. Komfort cieplny

Komfort cieplny dołu odzieży jest dla mnie mało istotnym czynnikiem. Nie lubię tylko jak zawiewa mi po kostkach. ;) Czy to leginsy czy spodnie, jest ok.

New Balance zaaplikował w swoje spodnie technologię NB HEAT. Marketing opowiada o niej następująco: technologia wykonana z procesu recyklingu zmielonych ziaren kawy. W tkaninach tych zastosowano odpowiednią przędzę, barwniki oraz specjalną powłokę laminującą, która pomaga zapewnić ciepło i odpowiednią temperaturę skóry. Tak jak w technologii NB ICE zastosowano ochronę przed promieniami UV, ochronę antybakteryjną, a także szybkie schnięcie.

Nie lubię tego typu opisów.  ¯\_(ツ)_/¯ Lubię kawę. ;-) W spodniach przy 10 stopniach było ok, przy minusowej temperaturze również ok. W leginsach tak samo. Natomiast gdy temperatura wzrosła do 20 kresek (czyli gdy poruszałem się w tych ciuchach w domu ;)), to w leginsach było ok, a w spodniach już nieco ciepło. Śmiem zatem twierdzić, że na spore mrozy będą jak znalazł. Nie tylko pod względem termicznym.

Przed wyjściem buciki lśniły jak by były nowe. Jeden trening i je załatwiłem :(

Spodnie mają ciekawą wszywkę z tyłu na dole. Dodatkowa warstwa materiału, a na niej paski z odblaskami. Odblaski – wiadomo, im więcej tym lepiej. W leginsach mam 3 kropki, z których jedna się odkleja… Dodatkowa warstwa materiału jest odporna na warunki atmosferyczne. Aby to sprawdzić wybrałem się pobiegać w błotku. Wróciłem obłocony.

Najpierw wziąłem mokrą szmatę i przejechałem nią po spodniach. Błoto zeszło, a w środku spodnie były suche. Ok. Następna próba to puszczenie z kranu strumienia wody bezpośrednio na spodnie tak by opłukać je z resztek błota. Spodnie w środku nadal były suche. Good job New Balance! To rozwiązanie dla tych, którzy biegnąc zarzucają piętą i brudzą sobie łydki. ;)

2. Komfort noszenia

Lubię leginsy – tak, to już mówiłem. Trochę mniej lubie ich wersje z długimi nogawkami, ponieważ tracę nieco z komfortu biegu. Jakoś mi nie pasuje opinanie łydek razem z kolanami. Jak do tego mają się spodnie?

Pierwsze założenie… i przez tydzień chodziłem w nich w domu (choć było nieco ciepło :P). Są tak cholernie miłe w dotyku od środka. Może przesadzam ale pierwsze wrażenie ma się tylko raz. ;-) Żeby nie było zbyt miło to zaraz napiszę o minusach. Ale wracając do komfortu noszenia. Spodnie są lekko opinające na łydkach, z miejscem na większe udo. Normalnie jak szyte pode mnie. ;) Na górze jest ściągacz i sznurek. Sznurek wygodnie się zawiązuje… piszę o tym, ponieważ z rozwiązania od Nessi jestem bardzo niezadowolony. To najgorsze leginsy pod względem trzymania się na tyłku jakie miałem do tej pory. Wszystkie inne (z decathlonu, z allegro) były lepsze, tzn. zwyczajnie nie trzeba było ich wiązać by trzymały się gdzie trzeba. Komfort biegu i wszystkiego innego w przypadku spodni NB jest mega pozytywny ale…

… spodnie mają kieszenie – super. W kieszeni wylądował oczywiście mój telefon. Pojemność kieszeni była argumentem dla którego wybrałem te spodnie zamiast leginsów New Balance. Jednak w obcisłym stroju telefon przylega do ciała i nie lata. Czuję go. Natomiast spodnie mają luźne kieszenie. I teraz tak. Biegałem w spodniach bardzo różnymi tempami: 6:30, 5:00, 4:00 i 3:00 (yep, wiadomo, że krótkie odcinki ;-)). Telefon nie latał tak żeby mi przeszkadzał czy ciążył… ale czułem, że się porusza w kieszeni. Nie przeszkadzało mi to w biegu ale jak po kilkunastu treningach w spodniach NB wyszedłem pobiegać w leginsach to (poza minimalnym spadkiem komfortu) czułem, że telefon jest tam gdzie ma być, blisko ciała i jest ok. To już jednak jest kwestia obcisłości danego stroju. ;)

3. Bezpieczeństwo na drodze

Od lat (nie przesadzam) szukam męskich leginsów w odważnych kolorach. Patrzę na ofertę Nessi dla pań i tylko wzdycham. Dlatego też zdecydowałem się na ich produkt, ponieważ był nieco kolorowy. Niestety jego jakość mnie zawiodła. Psujące się zamki, odklejające odblaski.

Spodnie New Balance mega mi się podobają wizualnie. Mówiąc jednak o bezpieczeństwie – są ciemne  ¯\_(ツ)_/¯ ale na łydce mają w miarę długi, pionowy pasek odblaskowy.

Podsumowując

W tym przypadku wybór jest prostszy. Niezależnie od temperatury wybieram nowe dresiki, a leginsy na czas zimy lądują w szafie. Komfort, łatwość mycia, wygoda zadecydowały.

Koniec końców

Jeśli masz jakieś pytania odnośnie testowanych produktów napisz je w komentarzu poniżej.

Korzystając z okazji chciałem podziękować New Balance za przekazanie ciuchów do testów. Przydadzą się choć na chwilę obecną nie szykuje nam się zima stulecia. ;)