Twój pierwszy triathlon i trening siłowy do triathlonu

Twój pierwszy triathlon i trening siłowy do triathlonu

Nagrałem kilka słów o książkach, które dostałem z wydawnictwa Buk Rower. Jeśli chcesz zdobyć jedną z nich zapraszam do pomocy Zosi na ironfactory.pl/zosia.

Jeśli jest po 23 września to i tak zapraszam pod siepomaga.pl/zosia. Każde wsparcie się liczy!

Poniżej znajdziesz materiał video o książkach oraz materiały dodatkowe, tj. wycinki z książki o ćwiczeniach siłowych.

Pomóż Zosi, czyli Marcin kontra Marcin

Pomóż Zosi, czyli Marcin kontra Marcin

Nie będę tutaj dużo pisał. Kolega Marcin opisał ładnie całą akcję, a ja podsumowałem to w swoim video.

 

siepomaga.pl/zosia

wydarzenie na FB

Marcin kontra Marcin, aby wesprzeć Marcina i Zosię

 

To nie jest łatwe zadanie. Dla żadnego z trzech Marcinów. Każdy z nas podjął się dużego wyzwania. Oczywiście na miarę możliwości.

 

O co chodzi? Po kolei. A dokładnie od końca. To znaczy od trzeciego Marcina, który postanowił pomóc wesprzeć zbiórkę kasy dla dwuletniej Zosi na operację. Dziewczynce nóżki łamią się jak zapałki. Aby to się zmieniło potrzebna jest operacja w USA. Koszt ponad 600 tysięcy zeta. Marcin Konieczny od ponad miesiąca razem z Prezesem Suchym pomagają rodzinie w zbiórce. Popularny MKON zamiast zabrać żonę Ewę na porządny urlop w góry kazał jej przejechać drogę z Olsztyna do Szklarskiej Poręby na rowerze. Kobitka dała radę. To w końcu tylko 600 kilometrów. Ludziska wpłacali za każdy kilometr kasiorę na konto. Nie udało się wprawdzie za każdy kilometr uzyskać tysiaka, ale 6000 złotych wpadło na konto. Obecnie jest ponad 200 tysięcy złotych. Zbiórka trwa dalej.

 

No i teraz wkraczają do tej historii kolejne Marciny. Już przed rokiem chcieli przebiec 10 kilometrów poniżej 40 minut. Jesienią 2017 nie udało się. Jednemu zabrakło 16, drugiemu 58 sekund. 23 września 2018 roku podczas Biegu Westerplatte drugie podejście. Aby wzmocnić motywację założyli się, a kasa z zakładu ma powędrować na konto Zosi (www.siepomaga.pl/zosia)

 

Na czym polega zakład? Jest kilka wątków.

  1. Marcin, który przegra wpłaca 50 złotych na konto Zosi
  2. Za każdą sekundę poniżej 40 minut wpłacamy na konto Zosi po 2 złote, czyli jeśli będziemy mieli czas 39:50 wpłacamy po 20 złotych.
  3. Za każdą sekundę ponad 40 minut każdy z nas wpłaca po 3 złote. Czyli jeśli będzie 40:10 na konto Zosi wędruje 30 złotych.
  4. Każdy z Was może obstawić zwycięzcę zakładu Marcin kontra Marcin. Wpłacacie dowolną kwotę na konto Zosi, obstawiacie swojego konia w sondzie na FB (wydarzenie Marcin kontra Marcin), a w komentarzu czas zwycięzcy i nagrodę, którą chcecie. My przygotowujemy dla Was nagrody:
  1. Butelka dooobrego wina
  2. Książka „Szybkość i siła po 50-tce”
  3. Książka „Szybkość i siła po 50-tce”
  4. Słoik miodu – w końcu jesień się zbliża
  5. Historyczny złoty kubek akcji „Pomorze Biega i Pomaga” z biegu 11.11. 2015 – Bieg Niepodległości
  6. Historyczny złoty kubek akcji „Pomorze Biega i Pomaga” z biegu 14.06. 2015 – Bieg Piekarczyka w Elblągu
  7. Historyczny złoty kubek akcji „Pomorze Biega i Pomaga” z biegu 4.10. 2015 – Verve 10K Run Sopot
  8. Historyczny złoty kubek akcji „Pomorze Biega i Pomaga” z biegu 31.05. 2015 – Bieg Tura.
  9. Książkę “Mój pierwszy triathlon” Steve Trew, bo nie samym bieganiem człowiek żyje.

Dodamy tylko, że takich kubków już nie ma. Mają wartość historyczną, a herbata z nich smakuje wyjątkowo

 

Wygrywają te osoby, które wskażą poprawnie Marcina, który będzie pierwszy na mecie Biegu Westerplatte oraz obstawią dobrze czas lub będą najbliżej tego wybieganego.

 

A teraz coś o Marcinach

 

Marcin Hinz lat 33, mąż i ojciec dwóch synów. Triathlonista amator, bloger, vloger. Rekord życiowy na 10 km – 40:16. Trener Tomasz Spaleniak

 

Marcin Dybuk lat 44, mąż i ojciec trójki dzieci. Triathlonista amator, bloger. Rekord życiowy na 10 km – 40:58. Trener Tomasz Spaleniak

[Wideo] Coś o mnie oraz moich celach na 2017 rok

[Wideo] Coś o mnie oraz moich celach na 2017 rok

Sezon triathlonowy już się rozpoczął, więc skoro poza testami produktów i merytorycznymi podcastami chciałbym spełnić kronikarski obowiązek ;) i dodać informacje o celach na bieżący rok.

Wpis będzie bardzo krótki. Cele są 3:

  1. Złamać 5h w połówce IM
  2. Ukończyć “wycieczkę po Mazurach” (tak to nazwał trener ;))
  3. Złamać 40′ na dychę.

Cele są w głowie od dawna aczkolwiek nie bardzo miałem głowę, by ustawiać starty pod te cele. Dlatego też w połówce będę startował tylko 2 razy. Pierwszy raz już za parę dni w tę niedzielę. Drugi raz na Ironman Gdynia. No i tutaj jest pierwszy zgrzyt. Na początek sezonu raczej 5h to za wysoki cel… chociaż nigdy nie pracowałem na progres tak bardzo jak pod wodzą nowego trenera Tomka z Endure Team. Co ta praca dała… okaże się w niedzielę. Czy wystarczy ona na sub5h w Gdyni – nie wiadomo. Najwyżej będę kombinował jeszcze jakiś start na szybko po IM Gdynia. ;) Albo po prostu cel nie zostanie zrealizowany w tym roku.

Druga kwestia to ultramaraton Pierścień Tysiąca Jezior (P1000J), czyli 610 km po mazurskich trasach. Asfalt różny, na pewno pagórkowaty, jazda w nocy… co to będzie co to będzie… Jak dla mnie jedna wielka niewiadoma. Przygotowuje się na różne sposoby, by wiedzieć z czym się mam zmierzyć 1-2 lipca. :)

Trzeci i ostatni cel to coś o co walczyłem 2 lata i teraz już w to zwiątpiłem. Przestałem o nim myśleć i zapisuje go tutaj raczej z kronikarskiego obowiązku. ;) Jak złamie, to fajnie, jak nie, to za rok. ;) Nie wiem tylko ile będzie prób tego łamania… finalna prawdopodobnie w listopadzie, już po sezonie triathlonowym.

A na koniec jeszcze wrzucam wideo. To było moje zgłoszenie do jednego konkursu ale skoro tam nie wyszło, to chętnie się z wami nim podzielę. :)

 

Skąd pochodzi pasja? Dlaczego uprawiamy sport?

Skąd pochodzi pasja? Dlaczego uprawiamy sport?

Ostatnio napotkałem się na ciekawy cytat. Dokładnie taki jak tytuł tego wpisu. Nawiązywał on do kwestii powtarzanej codziennie przez miliony osób: podążaj za swoją pasją… rób to co kochasz, a nie przepracujesz ani godziny. Jest pewien autor, który się z tym nie zgadza.

Stali czytelnicy bloga wiedzą, że jestem fanem podcastów. Słucham ich dużo. A może to już nieprawda. Na pewno słuchałem ich bardzo dużo. Właściwie 90-100% czasu, w którym biegałem przez ostatni rok (a pewnie i dłużej) na uszach miałem słuchawki, a w słuchawkach leciał jakiś podcast. Czasami, choć rzadko, był to jakiś audiobook. Teraz proporcje się zmieniły i podcasty słucham wybiórczo – tylko tematy, które mnie na pewno zainteresują. Focus zmieniłem na audiobooki, które z założenia powinny być lepiej przygotowane. Wszak są to wersje audio książek, nad którymi ktoś spędził wiele miesięcy. W porównaniu do książki, podcast to jednak szybka produkcja. ;)

Wracając jednak do książki, którą obecnie słucham. W “So good they can’t ignore you” znajduje się cytat:

“Be patient. Passion comes with mastery and time.”

No właśnie, to jak to jest. Czy powinniśmy robić coś z pasji czy pasja przychodzi gdy robimy coś na tyle długo, że stajemy się w tym dobrzy? Na pewno jest w tym trochę racji. Czy nim ktokolwiek zaczął biegać, to czuł, że jest to jego pasja? Pewnie jeszcze nie wiedział, że tak to go wciągnie. Czy jeśli inna osoba namiętnie gra w gry, jest księgowym lub tworzy filmy to przy pierwszym zetknięciu się z daną czynnością wie, że to będzie jego pasją?

Istnieje coś takiego jak miłość od pierwszego spojrzenia ale nie wiem czy dotyczy ona pasji. ;) Na własnej skórze jednak wiele razy poznałem, że dopiero gdy zgłębimy się w jakimś temat, poznamy wiele jego sekretów, detali i smaczków, to możemy powiedzieć, że nas wciągnął. Tak jest też moim zdaniem ze sportami wytrzymałościowymi.

Mastery – mistrzostwo, opanowanie tematu. Cóż, w naszym przypadku (czyli amatorów) ciężko mówić o osiągnięciu poziomu mistrzowskiego w bieganiu czy triathlonie. Natomiast możemy powiedzieć, że wciągnęło nas to po jakimś czasie. Może to było już kilkanaście lub kilkadziesiąt godzin aktywności. Może trochę więcej.

Przez kilka lat mojego biegania słyszałem wiele historii osób, które zaczynały. Nie wiem jak to jest ale ludzie lubią mi się zwierzać. Może dlatego, że ja słucham… bo jak już się napiszę na tym blogu, to w towarzystwie już nie gadam. :P W każdym bądź razie wiele razy słyszałem jak to osoba biegnąca nie mogła dogonić idących z kijkami i że jak to jest w ogóle możliwe. Biegnąc musimy wyrzucić całe ciało w górę, więc jest nieco trudniej. Jednak po jakimś czasie ciało staje się mocniejsze i przy takim samym poziomie wysiłku jesteśmy w stanie przelecieć więcej odległości. Nasz krok staje się dłuższy i nagle zaczynamy biec szybciej.

Są takie chwile, momenty otrzeźwienia, gdy spoglądamy na siebie z boku lub patrzymy w przeszłość i zdajemy sobie sprawę, że dokonaliśmy postępu i że jesteśmy o wiele lepiej wysportowani. To nas napędza. Tak rodzi się w nas pasja. :)

Gdyby…

Gdyby…

Gdyby szwagier tydzień temu nie miał wesela…
Gdyby wiatr nie wiał, bo wiało jak cholera…
Gdyby trasa była nieco bardziej płaska…
Gdyby sponsorzy sypali grubo hajsem gdy mówię “co łaska”…
Gdyby moja praca mnie tak nie męczyła…
Gdyby nie żona, gdyby nie dzieci, gdyby nie rodzina…
Gdyby moje koła miały stożek i kręciły się lekko…
Gdyby inni wiedzieli jak mi w życiu jest ciężko… (więcej…)