Recenzja Garmin 735xt – test zegarka triathlonowego wagi lekkiej

Recenzja Garmin 735xt – test zegarka triathlonowego wagi lekkiej

Nadszedł moment gdy po długim użytkowaniu Fenixa 3 spróbowałem czegoś innego, czegoś mniejszego. Oto mój test Garmina 735xt. W tekście porównuje go również z Fenixem 3 biorąc pod uwagę wymagania triathlonisty.

Zanim dostałem zegarek do ręki miałem o nim jak najlepsze zdanie. Miał być mniejszy, lżejszy, nowocześniejszy, szybszy (pięta Achillesowa Fenixa), z większą ilością bajerów. Jedynie bateria miała gorzej trzymać z uwagi na jej rozmiar. Na początku lekko zaspoileruje. W obecnym świecie, pełnym urządzeń, które trzeba codziennie ładować człowiek szybko się przyzwyczaja do dobroci w postaci baterii wystarczającej np. na tydzień. ;) Ale do rzeczy.

Wideo recenzja zegarka

Dla tych, którzy wolą oglądać niż czytać przygotowałem recenzję zegarka w formacie wideo.

TL;DR

Świetny zegarek dla triathlonisty i biegacza. Bardzo dobrze spisuje się jako komputerek sportowy, a ponadto jest lekki i dobrze zbudowany. Z drugiej strony pomiar HR z nadgarstka potrafi się mylić, więc jeśli zależy ci na prawidłowych danych koniecznie jest noszenie zewnętrznego paska do mierzenia HR. Z uwagi na małe gabaryty, bateria pada szybciej niż w modelach 9xx/fenix ale wynik nie jest najgorszy.

Pierwsze wrażenie

Otwieram pudełko, wyjmuję zegarek i dokonuje pierwszych oględzin. Nic dziwnego, że na dzień dobry zegarek wydaje się super lekki. Na ręce do tej pory nosiłem głównie Apple Watch, a podczas treningów owego Fenixa. 735xt jest lżejszy od każdego z nich.

Pierwsze wrażenie to głównie ocena wyglądu oraz konstrukcji zegarka. Pod tym pierwszym względem wszystko wygląda “garminowo”. Jest ok, jakość wykonania git. Nie ma się do czego przyczepić. W swojej recenzji o Fenix 3 sporo narzekałem na gumowy pasek, który bardzo nieprzyjemnie ciągnie włosy na ręce. W 735xt pod tym względem jest o wiele lepiej. Nic złego się nie dzieje. Pasek jest bardziej rozciągliwy i miękki ale z drugiej strony lekko plastikowy, dzięki czemu nawet przy ciasnym i szybkim zapinaniu nie rwiemy kłaków. ;) Dla mnie duży plus.

garmin 735xt przyciski

Przyciski maja dość krótki skok (poza start/stop) i lekko (ale wystarczająco) wyczuwalny klik. Naciska się je nieco łatwiej niż w F3. Rozplanowanie jest takie jak w Fenix 3: 3 przyciski po lewej i 2 po prawej. Niestety w ten sam sposób rozplanowane są przyciski w nowym 935xt. Szkoda, bo gdy nie patrzymy na zegarek, to ciasno ułożone przyciski niekoniecznie są dobrym rozwiązaniem. Nie wiem czemu producent zrezygnował w tym przypadku z przycisków na przodzie. Wracając jednak do modelu 735xt…

Ekran można porównać do modelu 920xt. Przesiadając się z Apple Watch każdy Garmin jest brzydki i wyświetla pixelozę. Jednak pod względem standardów zegarków stricte sportowych nie jest to tak istotne. Prezentowane informacje są bardzo wyraźne. Font użyty do prezentacji informacji jest spójny z tym z serii 9xx. Tak jak już kiedyś pisałem, jest czytelniejszy niż ten z serii Fenix.

cyferblat fenix 3 735xt apple watch

Kolejne dwie rzeczy, na które zwróciłem uwagę podczas pierwszych oględzin zegarka znajdują się z tyłu urządzenia. Pierwsza to czujnik tętna. O nim wypowiem się szerzej w dalszej części artykułu. Póki co napiszę tylko, że tam jest. ;)

Druga rzecz to drobny detal, który w porównaniu do Fenixa został lepiej przemyślany. Mowa tutaj o złączu ładowania zegarka i jego okolicach. Na powyższym zdjęciu możesz zobaczyć czym różnią się te dwa modele. I teraz wyobraź sobie dość standardową sytuację: wracasz z treningu, zegarek od spodu jest mokry od potu. Pierwsze co robię gdy wpadam do domu to przemywam twarz wodą i przy okazji ściągam zegarek by go przepłukać. Wszystko jest mokre, więc przecieram urządzenie ręcznikiem. I to jest ten moment, w którym jeszcze pamiętam, że zegarek sygnalizował mi niski poziom baterii. Za chwilę najprawdopodobniej o tym zapomnę. Dlatego chciałbym go od razu podpiąć do prądu. Nie wiem czy podłączanie mokrego urządzenia jest najlepszym pomysłem.

garmin fenix 3 i 735xt zlacza ladowania

Wiem, że w przypadku 735xt mogę w szybki sposób dość dokładnie osuszyć piny do ładowania. Fenixa nigdy nie ładowałem zaraz po treningu (inna sprawa, że nie trzeba go za często ładować :P), bo zwyczajnie nie chciałem nic popsuć.

Podsumowując pierwsze wrażenie. Wszystko na plus. Bardzo mi się ten zegarek podoba, jest bardzo wygodny i mam na niego chrapkę. ;)

Trenujemy / funkcje

Spis funkcji tego zegarka znajdziesz na stronie producenta lub np. na stronie Apexa. Generalnie dzięki temu że zegarek ma GPS i GLONASS podczas treningów mamy pomiar prędkości i dystansu. Natomiast dzięki akcelerometrowi na pływalni mamy pomiar ilości przepłyniętych długości wraz z rozpoznaniem stylu. Jeśli chodzi o wartości pokazywane przez zegarek nie miałem żadnych uwag ani na pływalni ani w terenie.

To czego zegarkowi brakuje w/g specyfikacji to wysokościomierz oraz WiFi. O ile o wysokościomierzu wypowiem się sekcję niżej przy okazji oceny dokładności pomiaru, o tyle w przypadku modułu WiFi – nie bardzo mnie to rusza. Zegarek mam spięty cały czas z telefonem przez Bluetooth. WiFi jest używane do zrzucania aktywności do Garmin Connect oraz do pobierania aktualizacji systemu. Wszystkie te dane mogą również wędrować do/z internetu dzięki smartfonowi, więc jeśli dla kogoś robi to różnicę, to warto przemyśleć zakup, bo podpinanie zegarka do komputera jest metodą z poprzedniej epoki. ;-)

Seria 7xx ma być odchudzoną serią 9xx, zawierającą wszystkie najpotrzebniejsze funkcje zamknięte w mniejszej obudowie. Pod względem treningowym nie ma wielu różnic w stosunku do modelu 920xt czy Fenixa 3. Ten zegarek sprawdzi się w prawie każdej sytuacji standardowego (he he he) życia triathlonisty.

Różnice w stosunku do serii Fenix/920xt (o funkcjach ciąg dalszy)

Porównałem model 735xt z moim Fenixem 3. Bardzo wiele osób zastanawia się czy brać model dedykowany triathlonowi (7xx/9xx) czy może wszystkomający Fenix, który przy okazji jest bardziej trwały i lepiej wyglądający na co dzień. Podsumowanie na większości forach/grupach jest takie, że Fenix ma wszystko to co modele stricte triathlonowe plus dodatkowo funkcje nawigacyjne/adventure. Otóż tak nie jest. Są pewne różnice, które ułatwiają trening. Detale… ale istotne. Jest to szczególnie zauważalne gdy się ma dostęp do pewnych funkcji, przyzwyczai się do nich, a w “nowym” zegarku się ich nie ma.

Pierwszą rzeczą odróżniającą Fenixy od jakichkolwiek innych zegarków jest sposób organizacji menu. W Fenixie wciskając “start” wchodzimy do menu wyboru aktywności. Wybieramy dyscyplinę i znowu akceptujemy “startem”. Natomiast jak chcemy wejść w ustawienia, to przyciskamy dłużej przycisk ustawień. W 735xt jest inaczej. Przyciskając dłużej przycisk ustawień wchodzimy w menu kontroli muzyki, zegara i blokowania zegarka. Reszta opcji jest dostępna po naciśnięciu start i strzałki w górę. Pierdoła ale trzeba się przestawić przechodząc z Fenixa. Dla mnie brakuje w tym logiki. ;)

ekran garmin 735xt

Jeśli jednak taki system jak w 735xt działa szybciej (Fenix 3 jest koszmarnie wolny) to jestem ZA. Cokolwiek przyspieszy nawigowanie po menu, zapisywanie treningów czy odczytywanie historii przyjmuje z uśmiechem na ustach.

Drugą rzeczą, która rzuca się w oczy to brak manualnego multisportu w Fenixie (hej triathloniści!). W Fenix 3 możemy wybrać/zbudować tryb multisport w dowolnej konfiguracji. Dobrze sprawdza się on na zawodach. Jeśli jednak jesteśmy na treningu i chcemy lap’ować jakiś interwał to przycisk “lap” przeniesie nas do następnej aktywności w multisport. Dlatego Fenix 3 nie nadaje się dla osób chcących mieć porządek w dzienniczku treningowym. ;)

W 735xt sytuacja również nie jest idealna. Załóżmy, że mamy do wykonania zakładkę rower+bieg. Odpalamy aktywność roweru i idziemy jeździć. Możemy lap’ować do woli. Kończymy trening i naciskamy stop. Nie zapisujemy aktywności tylko idziemy się przygotować do biegu. Gdy jesteśmy gotowi, wznawiamy aktywność rowerową i przyduszamy dolny lewy przycisk. Pojawia nam się menu wyboru dyscypliny. Wybieramy bieg i klikamy “start”. Od tego momentu zaczyna nam się bieg, po którego skończeniu i zapisaniu aktywności będziemy mieli w Garmin Connect całą zakładkę pod jedną aktywnością “multisport”. Dlaczego to nie jest doskonałe? Bo nie ma zapisanego odliczania czasu na przebranie. :P Czepiam się…

garmin 735xt ulozenie danych

Kolejną rzeczą, do której byłem przyzwyczajony w Fenixie 3 to ułożenie danych na ekranie. Kolejna drobnostka ale o jej zastosowaniu pisałem we wpisie o tym z jakich danych korzystam na zegarku. W 735xt ułożenie z czterema i trzema danymi jest tylko jedno. Taki los.

Czwartą drobnostką, o której chce napisać to wibracja. Pojawia się ona w przypadku pojawiania się dodatkowych informacji na ekranie, np. podsumowanie okrążenia. Nie wiem czy moc wibracji jest taka sama w F3 i 735xt jednak w przypadku Fenixa bardzo rzadko czułem wibracje nadgarstka. Może ma zbyt dużą masę własną(?). W 735xt wreszcie mogłem polegać na tym, że jak “lap” się skończy to go nie przegapię.

Oczywiście jest więcej różnic w tych zegarkach. Seria Fenix ma jakieś metronomy, 3d speed, 3d distance, więcej funkcji nawigacji, hot keys, ustawianie kolorków, wiele więcej ekranów danych czy np. automatyczne przewijanie ekranów (tego pewnie niektórzy używają) jednak przyznam się, że zwyczajnie nie wiem co część z nich robi.  ¯\_(ツ)_/¯

garmin 735xt race predictor

Finalnie mógłbym napisać o tym, że model 735xt ma programy do wyznaczania progu LT w biegu oraz FTP na rowerze (LT jest w Fenixie. Obu funkcji nie ma w 920xt) jednak do tego typu danych mam bardzo negatywne podejście. Tak samo negatywne jak do wyznaczania VO2max i idących z niego informacji odnośnie oczekiwanych rezultatów na poszczególnych dystansach (Race predictor). Biegając dychę na poziomie 41 minut Garmin wciąż twierdzi, że powinienem biegać ją w 36 minut. Maraton zamiast 3:19 powinienem zrobić w 2:46. Takie dane nie mają żadnego sensu. Jeśli jesteś ambitnym sportowcem to zarówno LT jak i FTP wyznaczasz metodami laboratoryjnymi (również na powietrzu). Jak na mój gust sugerowanie się tymi danymi jest zgubne.

Dokładność pomiarów (i ocena pomiaru HR z nadgarstka)

Trening biegowy

Pierwszy trening to 15 minut spokojnego biegu, potem 40 minut biegu w drugim zakresie i znowu 10 minut truchtu/schłodzenia. Trasa prosta jak patyk, bez zbędnego kręcenia się po mieście. Dość równe tempo.

błędy pomiaru gps fenix 3 735xt

Na powyższym screenie po lewej stronie znajduje się wykres wysokości. Fakt, że wykresy są zupełnie rozjechane nie ma większego znaczenia, ponieważ Fenix 3 był prawdopodobnie źle skonfigurowany, tj. ustawiony na daną wysokość w danym miejscu. Mimo wszystko wykresy powinny poruszać się równolegle do siebie. Widać, że Fenix 3 zupełnie się pogubił, a jako posiadasz wysokościomierza powinien teoretycznie podawać lepsze wyniki.

Patrząc na statystyki przewyższeń wyszedł jakiś totalny kosmos. Tutaj 735xt poradził sobie lepiej.

Jeśli chodzi o ślad GPS to oba zegarki sprawiły się bardzo dobrze. Odchylenia zawsze będą i nie będę się nimi przejmował. Patrząc na mapę powyżej mogę napisać, że Fenix 3 poradził sobie lepiej, bo zawsze nawracam tam szerokim łukiem ale to są drobne detale. Poniżej część mapy biegu w oddaleniu – nie widać już żadnych rozjazdów.

slad gps fenix 3 i garmin 735xt

Przejdźmy do HR. W tym wypadku 735xt był mocno zapięty na suchej ręce nim wyszedłem na trening. Po powrocie z treningu miałem ślady na skórze po przyciskaniu paska do mokrej już skóry. Był po prostu mocno zapięty choć podczas biegu to nie przeszkadzało (gdy się o tym nie myślało). Z obserwacji na gorąco widziałem, że Fenix 3 (czyli pasek na klacie) nieco szybciej reagował na zmianę tempa. W przypadku krótkich przyspieszeń może to mieć dla kogoś znaczenie.

hr bieg

Wygląda to bardzo ok. Jednak w późniejszych testach (których plików nie zapisałem :( ) wyglądało to dużo gorzej. Generalnie jeśli 735xt jest mocno ściśnięty na nadgarstku to pomiar powinien być prawidłowy… ale niekoniecznie musi. Dla mnie mimo wszystko ten pomiar jest niestabilny i nie można mu ufać. Przejdźmy zatem do drugiego przykładu.

Jazda rowerem

Spokojny rozjazd rowerem, ok. 70 km. Ponownie ślad GPS jest zgodny, bez większych odchyleń. Sprawdzając nawrotkę na rynku wiem, że Fenix 3 lepiej pokazuje ślad ale tak jak pisałem w przypadku biegu – to są mikro detale.

slad gps i wysokosc garmin fenix 3 i 735xt

Co do wykresu wysokości tutaj mamy już lepszy pomiar i niezłą zbieżność. Który pomiar jest poprawny – nie wiem. Na pewno szpilka 735xt w okolicach 56 km jest błędna. Oczywiście jazda była po asfaltowych drogach. W przypadku jazdy/biegu po lesie teoretycznie to 735xt powinien się pogubić ale niestety nie miałem kiedy tego sprawdzić. :(

A teraz wykres HR z tego treningu.

hr rower garmin fenix 3 i 735 xt

To jest to co widziałem najczęściej gdy porównywałem wartości tętna na Fenix 3 i 735xt (do Fenixa 3 był podpięty czujnik HR na klatce piersiowej). Zarówno na biegu jak i na rowerze. Oczywiście Fenix 3 pokazuje prawidłowe dane (niebieskie) i gdy cokolwiek przyspieszałem to reagował w odpowiedni sposób. W poprzednim przykładzie (z biegu) widać, że pomiar MOŻE BYĆ poprawny ale nigdy nie będziemy pewni czy akurat obecnie taki jest. Jest to kwestia dociśnięcia czujnika do ręki, spocenia skóry i rękawa bluzy, która akurat może zsuwać się z ramienia próbując wcisnąć się pod zegarek.

Podsumowując pomiar HR z nadgarstka

Ogólna opinia jest negatywna. Trochę nie wierzyłem własnym oczom ale w międzyczasie przeczytałem recenzje Antoniego (Fenix 3 HR lub Fenix 5x) i zrozumiałem, że problem nie leży po mojej stronie.

garmin 735 czujnik hr nadgarstek

Inna kwestia jest taka, że zegarek cały czas pokazuje nam RHR (rest heart rate) na podstawie wykresu z ostatnich czterech godzin. Fajnie to jest zrobione. Pokazuje najniższą i najwyższą wartość z ostatnich 4h i do tego wykres tętna. RHR wcale nie jest tożsame z wartością “low”. Wydaje mi się, że takie peaki niskiego tętna są eliminowane.

Z moich dawnych doświadczeń z pomiarem optycznym tętna wynikło, że przy normalnych (nietreningowych) wartościach ten pomiar się mniej gubi. Jeśli zatem wierzyć wartościom tętna spoczynkowego, to w łatwy sposób (teoretycznie) możemy potwierdzić czy słabsza dyspozycja danego dnia to nasze lenistwo, jedzenie,… a może jednak zaczyna się jakaś infekcja.

garmin 735 tetno spoczynkowe rhr

Bateria

W moim teście bateria wytrzymała 3 dni. Mając przez ostatnie 2 lata głównie Fenixa 3 na ręce (Apple Watch noszę od niedawna) odzwyczaiłem się od tak częstego ładowania zegarka sportowego. Ciężko uznać to za wadę. 735xt jest po prostu mniejszy i wiąże się z tym mniejsza bateria.

Zegarek naładowany do 100% odpiąłem od ładowarki o godzinie 8:35 dnia numer 1. W dniu numer 3 o godzinie 21:00 zegarek miał 10%. W tym czasie poza standardowym użyciem zegarka (liczenie kroków, mierzenie tętna, pokazywanie godziny ;)) wykonałem 5 jednostek treningowych: 4 jazdy rowerem (na dworze, więc z GPS) i jedna wizyta na pływalni (a więc bez GPS). Sumarycznie wygląda to tak:

  • 6 godzin z GPS
  • 45 minut bez GPS
  • ok. 60 godzin “czuwania” (w tym ciągłe podłączenie do telefonu po BT i mierzenie tętna)

Źle nie jest ale przy tak intensywnym używaniu Fenix 3 wytrzymałby 4,5-5 dni. Z drugiej strony F3 nie mierzy przez cały dzień tętna. :)

garmin 735xt ladowanie

I jeszcze jedna uwaga. W przypadku długiej aktywności 735xt, tak jak i Fenix 3 mogą być ładowane z power banka podczas aktywności (uwaga dla miłośników trenażerów: nie można podpinać zegarka do komputera, by go naładować, bo wtedy zacznie się synchronizować).

Podsumowanie

Tak jak pisałem na wstępie w sekcji TL;DR (too long; didn’t read – czyli sekcja dla tych, dla których cały ten tekst był za długi by go przeczytać ;)) model 735xt to świetny zegarek. W moim odczuciu mierzy wszystko tak jak powinien. Jeśli obowiązkowo będzie nosiło się pasek (np. na klatę) do pomiaru HR podczas jednostek treningowych to w zupełności sprawdzi się u znakomitej większości zawodników. Oczywiście można doszukiwać się jeszcze braku wysokościomierza ale jeśli nie uprawiamy wielu leśnych wycieczek czy ultra po górach, to nie musi być to wadą. Osobiście wolałbym serię 9xx :) (np. 920xt, bo w 935xt nie ma już przycisków na ekranie ;)).

garmin 735xt na rece

Test bojek asekuracyjnych Safe4sport

Test bojek asekuracyjnych Safe4sport

Bojka asekuracyjna jest teoretycznie podstawowym wyposażeniem triathonisty, który trenuje w wodach otwartych. Przetestowałem kilka różnych modeli od Safe4sport.

Na początku odpowiedzmy sobie na pytanie: do czego przydaje się bojka asekuracyjna?

  1. Asekuracja ;)
  2. Sucha przechowalnia bagażu
  3. Widoczność na wodzie

Asekuracja – główna funkcja bojki, która prawdopodobnie (aczkolwiek patrzę tylko po sobie ;)) jest najmniej istotnym argumentem dla którego kupujemy te produkty. Smutna prawda.

Sucha przechowalnia bagażu – triathloniści to indywidualiści (ale się zrymowało :)). Na treningi często jeździmy sami, bo ciężko zgrać grafiki paru osób. Jeśli dojeżdżamy na trening samochodem, to zwykle jest problem co zrobić z kluczykami do samochodu, portfelem i telefonem. Ubrania możemy schować w aucie ale reszta…? Ano właśnie, tutaj z pomocą przychodzą bojki w wersji z suchą komorą.

Inna sprawa, że tego typu “przechowalnia bagażu” sprawdza się też w innych sytuacjach gdy spływamy kajakami lub uprawiamy rafting na pontonach.

Widoczność na wodzie – dla mnie osobiście jest to najbardziej przydatna funkcja. Na treningach open water pływam wzdłuż lini brzegowej, więc nie myślałem do tej pory o czymś do asekuracji. Większy problem miałem z tym gdzie zostawić kluczyki od samochodu, więc zawsze organizowałem tak wyjazdy, by tego problemu nie było. Natomiast nigdy nie poradziłem sobie z tematem skuterów wodnych latających naokoło w miejscu gdzie chodzę pływać. Jest to jednak kwestia indywidualna, zależna od tego gdzie kto pływa. ;) Kolorowy czepek nic nie zmienia, bo jest zalewany wodą, więc i tak go nie widać. Boja w takim wypadku się świetnie sprawdza.


Bojki do testów przekazał mi ich producent, firma Safe4sport. Na ich stronie możecie znaleźć wszystkie opisywane modele oraz kilka innych produktów.

Rabat dla czytelników Ironfactory

Wpisz kod R5S4S17 przy zamówieniu a uzyskasz 5% zniżki
(obowiązuje do 30.09.2017, na produkty marki Safe4sport)


Na początek zapraszam do obejrzenia filmu, na którym walczę z żywiołem oraz pokazuje opisywane bojki. ;)

O czym tutaj mówimy

Na początek trochę danych żebyście nie musieli szukać po innych stronach :)

Boje to pompowane “koła ratunkowe”, które towarzyszą nam podczas treningów w wodach otwartych. Mają pasek, którym owijamy się wokół talii, by mieć bojkę zawsze pod ręką.

Tak jak wspominałem w powyższym filmie, do testów dostałem 4 modele bojek Safe4sport. Oto ich specyfikacja. Najciekawsze elementy pogrubiłem.

PerfectSwimmer

  • zamknięta komora na bagaż
  • wymiary 65 x 32 cm, pojemność 20L
  • wyporność około 90N
  • wykonana z PVC

PerfectSwimmer+

  • zamknięta komora na bagaż
  • wymiary 65 x 32 cm, pojemność 20L
  • wyporność około 90N
  • wykonana z nylonu oraz termoplastycznego poliuretanu (TPU) – zwiększona odporność na uszkodzenia mechaniczne i promieniowanie UV

Bojka jest dostępna w rozmiarze M (testowana) oraz L. Dodatkowo, wersja M jest dostępna w kolorze różowym :D :D :D

MasterSwimmer

  • zamknięta komora na bagaż
  • wymiary 72 x 37 cm, pojemność 28L
  • wyporność około 140N
  • wykonana z nylonu oraz termoplastycznego poliuretanu (TPU) – zwiększona odporność na uszkodzenia mechaniczne i promieniowanie UV
  • posiada dwie komory powietrzne (zawory z blokadą zwrotną uniemożliwiającą ulecenie powietrza nawet w przypadku przypadkowego odkręcenia)

IronSwimmer

  • otwarta komora na bagaż
  • wymiary 48 x 37 cm
  • wyporność około 70N
  • wykonana z PVC

Co oznacza ta specyfikacja?

Wyporność 90N oznacza, że bojka odejmie nam 9 kg z wagi…. ojjjj żeby to było tak łatwo poza wodą! ;) Mógłbym wtedy nawet biegać z taką bojką przyczepioną do pleców. ;) Analogicznie 140N to wyporność ok 14 kg, a 70N to 7 kg. Oczywiście nasze ciało (jak i pianka) również jest wypierane przez wodę, więc takie wartości jak 9 kg to nie jest mało.

Gdy wziąłem bojki do jeziora i próbowałem je utopić, to wyszło mi to tylko z IronSwimmer gdy na nią siadłem. ;) Przytulając bojki nie ma szansy bo ją zanurzyć, a nawet jeśli ją przydusimy w dół, to sami wychylamy głowę jeszcze mocniej ponad tafle wody.

bojka asekuracyjna w wodzie

Jeśli chodzi o budowę bojek, to nie mam żadnych zastrzeżeń. Wszystko wykonane jest starannie i sprawia wrażenie wytrzymałego. Trzy z czterech bojek mają ustniki do pompowania, których końcówki do zakręcania są zamontowane w sposób uniemożliwiający ich zgubienie.

Największa z bojek (MasterSwimmer) ma dwie komory do pompowania aczkolwiek pompując jedną komorę na maksa, druga już jest bezużyteczna. Można ewentualnie napompować jedną do połowy i wtedy dopełnić powietrzem drugą. W takiej konfiguracji nawet gdy jakiś, np. ostra skała przebije nam bojke, nadal mamy powietrze w drugiej komorze. W tej bojce proces pompowania wygląda na mniej wygodny z uwagi na wielkość i kształt końcówki, jednak z uwagi na zawór blokujący uciekanie powietrza jest dokładnie odwrotnie – tę bojkę nadmuchiwuje się najłatwiej. Nie żebym miał problem z napompowaniem którejkolwiek. ;) Po prostu zwracam uwagę na małe detale. Nie dokonywał bym jednak decyzji zakupowej na podstawie tej różnicy.

masterswimmer ustnik

Idziemy do wody!

Wrzucam rzeczy do bojki, zawijam ją i zamykam klipsem. Pompuje w kilkanaście sekund i zapinam wokół pasa. Wszystko gra. W trzech bojkach (poza MasterSwimmer) paski regulują się bajecznie. W prosty sposób można ściaśnić je lub poluzować wokół pasa. W Masterze pasek jest jakby starszego typu i dopasowanie trwa kilka sekund dłużej. Z drugiej strony bardziej toporne rozwiązanie jest zupełnie niepodatne na późniejsze luzowanie się. ;) Kolejna mini różnica, która nie ma żadnego wpływu na późniejsze używanie boji. ;)

bojka asekuracyjna safe4sport plecy

W temacie dopasowania paska chciałbym powiedzieć jeszcze jedno. Gdy po pewnym czasie pływania chciałem nieco poluzować pętlę wokół brzucha, to we wspomnianych trzech modelach mogłem to robić wisząc sobie na wodzie, z rękoma pod wodą. Pasek idący od pasa na talię do bojki jest takiej długości, że dla osoby mojego wzrostu mogłem ustawić się pionowo w wodzie i oprzeć głowę o boję z tyłu, tak jak bym to robił na fotelu. ;) Super wygodnie.

Pas, którym opinamy swoją talię jest mocowany do bojki za pomocą karabińczyka. Rozmiary poszczególnych części są tak dopasowane, że wpięcie karabińczyka wymaga chwili uwagi ale za to jego przypadkowe wypięcie jest właściwie niemożliwe.

bojka asekuracyjna karabinczyk

Jeśli miałbym się wypowiedzieć odnośnie wyporności bojek… każda, nawet najmniejsza w zupełności wystarczy nam, by nie pójść na dno, nawet jeśli nie będziemy się w ogóle ruszać. Testowałem bojkę w wodzie o tempetaraturze 15 stopni, więc byłem w piance, która daje dodatkową wyporność. Być może jeśli ktoś waży powyżej 100 kg i płynie bez pianki, to najmniejszy IronSwimmer będzie musiał się nieco zanurzyć, by wystarczająco podtrzymać pływaka.

Subiektywne podsumowanie

Z uwagi na budowę, podzieliłbym te produkty na dwie kategorie: otwarte i zamknięte komory.

W przypadku zamkniętej komory, wybrałbym PerfectSwimmer+. Nie wiem na ile użycie innego materiału ma wpływ na trwałość boji, jednak dopłata jest na tyle subtelna, że wolałbym po prostu mieć coś solidnego. :) Natomiast jeśli zawsze masz pełno rzeczy ze sobą, twoje ubrania są duże i dodatkowo chcesz do bojki wpakować buty, to wybierz MasterSwimmer. Różnice w wielkości nie są ogromne jednak moich butów w PerfectSwimmera nie zmieściłem.

safe4sport ironswimmer z bidonem

Zupełnie inną kategorią jest IronSwimmer. Moim zdaniem to bojka dla dobrych pływaków długodystansowych, którzy wypływając na akwen robią sporo kilometrów nim wrócą na brzeg. Asekuracja zawsze może się przydać jednak w tym wypadku zwróciłbym uwagę na mobilny bufet, który wieziemy ze sobą. Boja ma kształt bardziej “pontonowaty” – nie ma przekroju okrągłego tylko bardziej płaski, dzięki czemu się nie wywraca.

Z drugiej strony “komora bagażowa” IronSwimmer po napompowaniu boji jest dość ciasna… w pozytywnym sensie. Gdy włożymy do niej jakieś drobiazgi w worku wodoszczelnym i dołożymy bidon z izotonikiem, bidon trzyma się w niej dość pewnie blokując przy okazji wypadanie rzeczy głębiej w przestrzeni bagażowej.

Mam nadzieję, że tym opisem pomołem ci w wyborze. Kupując bojkę pamiętaj o kuponie rabatowym “R5S4S17”.

 

Skins DNAmic Long Sleeve, czyli kompresja na górne partie ciała

Skins DNAmic Long Sleeve, czyli kompresja na górne partie ciała

O działaniu i niedziałaniu kompresji wypowiedziało się już sporo osób w internecie. ;) Dlatego tym chętniej wziąłem na testy produkt, który z uwagi na swoją cenę powinien zrobić ze mnie IronMana nawet jeśli będę leżał tylko w łóżku. ;)

Na początku muszę się przyznać, że w ogóle nie kojarzyłem firmy Skins. Widziałem ich ciuchy wiele razy ale nigdy nie zapamiętałem brandu. W ostatnich tygodniach doznałem sytuacji podobnej jak w przypadku poszukiwania nowego samochodu. Gdy tylko zamierzasz kupić sobie dany model, na drodze co chwila widzisz auto na które ostrzysz kły. ;) Dzięki temu kontaktowałem się z innymi osobami, w celu zebrania recenzji. Produkty tej firmy można podsumować frazą “nie ma lipy”. No dobra ale warto by się skupić na tym jednym, konkretnym long sleeve’ie.


Koszulkę na testy przekazała mi firma addnature.pl. Opisywany longsleeve znajduje się tutaj. Swoją drogą, właściciel addnature ma również drugi sklep pod adresem bikester.pl. Z ciekawostek dotyczących tego sklepu zwróciłem uwagę również na “100 dni na zwrot towaru”. 👍


Pierwsze śliwki…

Gdy wziąłem koszulke w rękę nieco się zdziwiłem – była ultra mała. Sprawdziłem rozmiar – ok. Na stronie addnature.pl znajdują się dodatkowe opisy przy wielu produktach. Mówię tutaj o wzmiankach dotyczących polecanego rozmiaru. Czasami producenci zawyżają lub zaniżają rozmiarówkę. W przypadku Skins rozmiarówka była jak najbardziej poprawna – rozmiar klatki, wzrost itp. Zatem skoro jest ok, to trzeba założyć na siebie to coś. :)

skins rozmiarowka

Jeśli jesteśmy między dwoma rozmiarówkami, producent rekomenduje by wziąć rozmiar mniejszy. =O

Pierwsza przymiarka wyglądała nieco komicznie. Jest ciasno… mega ciasno. Trzeba się nauczyć to zakładać. Szczególnie, że na dole koszulki jest sporo gumy, która ma zapobiegać ściąganiu do góry koszulki gdy już ją mamy na sobie.

Przy okazji, warto również zapamiętać gdzie na przedramieniu powinny znajdować się napisy. Gdy już założymy top na siebie, ciężko go poprawiać. Porównałbym to nieco do pianki pływackiej. Jak już jest na całej ręce to niemożliwym jest poprawiać sobie ułożenie pianki na przedramieniu. Wystarczy jednak trochę doświadczenia i wszystko jest ok.

skins equipment not clothing

Guma na dole koszulki, a pod nią firmowe hasło :)

Grzeje, nie grzeje…

Przed testem nie czytałem nic o tych ciuszkach – standard. Chciałem sam odkryć co w trawie piszczy. Jak już miałem top na sobie to trzeba było pobiegać. Na dworze było z 5 stopni na plusie i czułem, że w takim ubraniu będzie zdecydowanie chłodniej niż w mojej koszulce termo. Założyłem dodatkowo bluzę NB i poszedłem na trening. Wciąż było przyjemnie chłodno.

Odpowiadając na pytanie ze śródtytułu – nie grzeje. Dopiero potem dowiedziałem się, że producent ma ciuchy bardziej i mniej izolujące od zimna. Ten longsleeve jest cieniutki i biegając w nim w temperaturach do 15 stopni (co jest mega ciepło jak wychodzimy akurat z okresu zimowego ;)) wydawało mi się, że bez koszulki byłoby mi cieplej niż w niej.

skins kompresja long sleeve rozmiar l

Co do samego materiału to najlepiej opisałbym go jako “druga skóra”. Jest cieniutki, mega przylegający (of course ;)) i lekki. Po przepoceniu brzydko wygląda na klatce piersiowej, więc na późniejszym etapie testów zmieniłem nieco taktykę ale o tym później…

Idziemy biegać…

Top nie krępuje żadnych ruchów. Fajnie przylega do pachy, a ruchy ramieniem powodują że materiał ślizga się o siebie bez żadnego tarcia. Co do kroju, to podoba mi się duży i szeroki kołnierzyk. Po prostu fajnie się w nim wygląda. :P

skins long sleeve kompresja

O ile ruchy nie są skrępowane, o tyle kompresja daje o sobie znać przy cięższych treningach. Gdy biegłem szybsze tempo, a pod topa Skins dołożyłem pasek do pomiaru tętna (ostatnio go regulowałem, by nie spadał i mocniej przylegał do klaty), to w okolicach piersi czułem już niekomfortowy ucisk. Wtedy zrozumiałem, że nie umiem używać tej koszulki. ;)

Jeśli ktoś chce biegać w tego typu kompresji jednocześnie mierząc tętno, to ratunkiem jest pomiar tętna z nadgarstka. Brak dodatkowego ścisku w klatce powoduje, że od razu łatwiej jest oddychać i wraca pełen komfort biegu.

Kompresja…

Koszulka równomiernie przylega i ściska nasze mięśnie i ciało. Z uwagi na jej przewiewność zrozumiałem, że najlepszym środowiskiem do użycia będą warunki domowe. Dlatego też w ostatnich dniach chadzam po mieszkaniu w tym Long Sleevie, licząc że zmęczone barki i plecy po treningach pływackich będą szybciej dochodzić do siebie. Oczywiście nie jestem w stanie stwierdzić czy to działa (tak jak i w przypadku opasek na łydki) ale na pewno nie przeszkadza. Przez cały czas czuję lekkie przyciskanie materiału do ciała. W warunkach domowych jest to fajne uczucie.

Jedyne do czego mogę się przyczepić to za mała kompresja przy barku w okolicach bicepsa. Z uwagi na moje niskie umiejętności pływackie zwykle miewam problemy (bóle) w tych okolicach i chętnie przyjąłbym uścisk właśnie w tym miejscu. ;)

skins long sleeve biceps

Bicepsik ;)

Podsumowując

Dla biegacza tego typu odzież jest zbędna. Dla triathlonisty… już może się przydać. Jednak najbardziej z kompresji górnych części ciała skorzystają crossfiterzy czy ludzie ćwiczący na siłowni – oczywiście zakładając ją po treningu.

P.S. Pierwsze o czym pomyślałem gdy dziewiczo zakładałem to wdzianko na siebie była koszulka do wyciskania na ławeczce. ;) Kto bawił się, np. w trójbuj siłowy, ten wie o czym mowa. :P

Jak używam zegarka sportowego? Bieg i trening siłowy.

Jak używam zegarka sportowego? Bieg i trening siłowy.

Było pływanie, był rower, teraz przyszedł czas na bieg. Tutaj nie będzie rewolucji, ponieważ trening biegowy w moim przypadku jest podobnie skonstruowany jak trening kolarski (wersja bez pomiaru mocy).

Biegałem pod opieką Piotrka Sucheni, z krótką przerwą na bieganie po swojemu. :P Tak minęło kilka lat. Teraz biegam pod opieką Tomka Spaleniaka. Podejścia do treningów się różnią ale różnoraka konstrukcja nie powoduje zmian w układzie danych na cyferblacie mojego komputerka sportowego.


Ten cykl składa sie z trzech wpisów:

1. Wstęp, pływanie na basenie i w wodach otwartych
2. Rower i trenażer
3. Bieganie i trening siłowy


Od razu zaznaczam, że dane typu kadencja, oscylacja wertykalna :D, długość kroku itp. (czyli wszystko związane z dynamiką biegu) mnie nie interesują. Kiedyś zwracałem uwagę na kadencję. Obecnie już ją poprawiłem (zwiększyłem do optymalnego poziomu) i wiem, że na zawodach czy przy szybszym tempie jest ona wyższa. Natomiast przy truchcie potrafię biec w okolicach 170 kroków na minutę.

Czasami spoglądam na te dane ale dopiero w podsumowaniu aktywności. Nie żebym szukał informacji czy moja prawa, a może lewa noga dłużej dotykały ziemi. ;) Po prostu Garmin Connect (wersja webowa) pokazuje te dane na samym wierzchu podsumowania aktywności.

Bieg

Ekran z danymi #1

  • czas
  • dystans
  • tempo
  • tętno

Sumaryczny czas aktywności, całościowy dystans, aktualne tempo i aktualne tętno. Podstawowe dane, które nas interesują i właściwie dzięki tym cyferkom zrealizujemy każdy trening. Czasami jednak są takie jednostki, że pot zalewa oczy, a mózg nie chce liczyć sekund i minut, tylko myśli o tym kiedy będzie koniec wysiłku. ;) Dlatego też dla poszczególnych zadań mam dodatkowy ekran.

Ten ekran (na chwilę obecną) również używam podczas zawodów. Zawiera wszystkie potrzebne mi informacje chociaż obecnie testuje jeszcze jedno ciekawe rozwiązanie, o którym napiszę wkrótce.

Ekran z danymi #2

  • dystans okrążenia
  • czas okrążenia
  • tempo ostatniego okrążenia
  • tętno

Ekran do zadań specjalnych. Czas i dystans aktualnego okrążenia są wykorzystywane przy zadaniach tempowych. W takich przypadkach trzeba zrobić X metrów czy X minut/sekund w zadanej intensywności/tempie.

Ekran nie sprawdza się we wszystkich przypadkach dlatego używam go wyłącznie jako podgląd obecnego okrążenia (przełączając na moment z ekranu #1) lub przy krótkich interwałach.

Dlaczego?

Otóż dłuższe odcinki zwykle oparte są o założenia względem tempa. Na tym ekranie nie mam informacji o aktualnym tempie. Mógłbym podzielić ten ekran na dwa, tj. na jednym zamiast czasu okrążenia wsadzić aktualne tempo, a na drugim zamiast dystansu okrążenia wsadzić tempo. Wtedy miałbym wszystkie informacje na wierzchu dla konkretnego rodzaju interwału.

Dla mnie to overkill. Chce mieć 2 ekrany żeby się nie pogubić i mieć wszystko pod jednym przyciśnięciem guzika. Poza tym dłuższe tempa (od 2 km w górę) i tak lepiej się pilnuje patrząc na całościowy dystans treningu. Wtedy też człowiek liczy, zapamiętuje cyferki i zajmuje głowę prostą matematyką zamiast myśleć o wysiłku (w przypadku dłuższych biegów tempowych jest to zwykle możliwe). ;)

Uwagi

Czasami na treningu coś mi się poplącze (dystanse, powtórzenia itp) i brakuje mi niektórych danych. Mówię tutaj o podsumowaniu wcześniejszego “lapa”, tj. jego dystansu i czasu oraz ewentualnie o liczbie wykonanych “lapów” na danym treningu. Jednak lata mijają, a ja nic nie zmieniam w układzie danych. Co przyzwyczajenie, to przyzwyczajenie. :) Podrzucam tę uwagę jako pomysł dla tych, którzy często się gubią w obliczeniach. ;)

Trening siłowy

  • czas całkowity
  • tętno

W tym przypadku oczywiście wystarczyłby sam stoper lub liczenie sekund w pamięci. Trening siłowy to dla mnie głównie trening “core” (pisze tak jak bym go wykonywał :P). Pole z HR jest raczej z ciekawości i dla mobilizacji bym się za bardzo nie obijał. ;)

Bonus ;) – Tryb Multisport

W trybie multisport gdy jedziemy na rowerze lub biegniemy mamy do dyspozycji jeszcze jeden ekran – czas całkowity aktywności multisport. Liczy on czas od kliknięcia START przed wbiegnięciem do wody. Wszelkie inne timery liczą czas danej dyscypliny.

Jest to użyteczny ekran jeśli zechcemy zabawić się w matematyka podczas biegu. Można zobaczyć ile czasu minęło, policzyć ile km przed nami i dostosować tempo ;) żeby osiągnąć upragniony czas na mecie. Czego sobie i Tobie życzę. :D

Jak używam zegarka sportowego? Rower i trenażer.

Jak używam zegarka sportowego? Rower i trenażer.

Jakie ekrany z danymi przydają się w treningu rowerowym? Czym różni się ekran na zawody od ekranów ustwionych na treningi?

Na wstępie muszę zaznaczyć kilka rzeczy. Po pierwsze, nie mam pomiaru mocy. Na skali amatorszczyzny moich treningów pod względem gadżetów jestem gdzieś na początku drogi. Nie mam również pomiaru prędkości innego niż w zegarku, który ja podaje dzięki satelitom GPS. Kończąc wstęp, nadmienię jeszcze, że… nie mam również pomiaru kadencji. :P Dlatego też ilość danych, które zbieram jest dość niewielka… choć mam nadzieję, że w sezonie 2017 się to troszkę zmieni. ;)


Ten cykl składa sie z trzech wpisów:

1. Wstęp, pływanie na basenie i w wodach otwartych
2. Rower i trenażer
3. Bieganie i trening siłowy


No to jedziemy z tematem.

Jazda na rowerze treningowym (aka trenażer)

W tym przypadku jedno jest wiadome. GPS nie jest nam potrzebny. Tutaj chciałbym również nadmienić, że mój trenażer nie pokazuje mi ile mocy generuje oraz jak szybko jadę. Jest odpowiedzialny tylko za to co najważniejsze -> opór. Przy okazji owy opór mogę regulować manetką montowaną na kierownicy.

Nad wyborem pól przy tego typu treningu chwilę myślałem. Miałem podejście minimalistyczne i myślę, że taki efekt udało się osiągnąć. Treningi ogarniam jednym ekranem, podzielonym poziomymi kreskami na 3 dane: czas okrążenia, czas sumaryczny treningu (środkowe pole wydaje się największe), tętno. I to koniec.

Wszystkie czasowe interwały robię na tym jednym ekranie. Dzięki podziałowi na 3 zamiast 4 pola cyfry są czytelniejsze. Jako amator liczę sobie czasami kadencję sprawdzając ile razy w ciągu 20 sekund obrócę korbą. Mnożę razy trzy i wychodzi kadencja. Cóż, jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma.

Rower na dworzu

Nie jestem fajnem ogromnej ilości danych pokazywanych na raz. Jak jadę, to nie intersuje mnie czy podjazd czy zjazd ma 2, 5 czy 7%. Interesuje mnie albo prędkość albo tętno… no i czas. Zapewne po zakupie pomiaru mocy się to zmieni. ;) I jeszcze jedno: z uwagi na to, że nie mam uchwytu do zegarka na rower, to nie używam automatycznie przeskakujących ekranów. Jak rzucam okiem na zegarek to widzę to co akurat chce widzieć, a nie jeden z kilku ekranów. Jeśli chce zobaczyć kolejny ekran danych, muszę kliknąć strzałkę na zegarku. :)

Ekran z danymi #1

  • czas całkowity
  • dystans
  • prędkość
  • HR

Dość standardowe połączenie. Jadąc na bajku chcemy wiedzieć ile czasu trwa aktywność, ile przejechaliśmy oraz z jaką prędkością obecnie jedziemy. Na koniec mamy aktualne tętno. W sumie to taki typowy ekran podsumowujący wycieczkę ;) i to co w danej chwili się z nami dzieje (czyli jak nam bije serducho i jak szybko poruszamy się do przodu).

Ekran używany przez większość czasu, podczas swobodnej jazdy.

Ekran z danymi #2

  • dystans okrążenia
  • czas okrążenia
  • HR

Ten ekran używam gdy robię jakieś zadanie. Nie interesuje mnie wtedy czy jadę 20, 30 czy 40 km/h, bo nie mam zadań ze sprecyzowaną prędkością. Raz może wiać, raz może być z górki, więc opieram się na tętnie. Robiąc zadanie/interwał nie interesuje mnie również czy jadę już godzinę czy 3 godziny. Interesuje mnie tylko obecne powtórzenie danego zadania.

Czasami zadanie może być podzielone w/g dystansu, a czasami w/g czasu. Tzn. czasami może być ileś km, a czasami ileś minut w zadanej intensywności. Stąd właśnie taki podział. Dlatego też do tych dwóch danych dołączył pomiar tętna jako najlepszy obecnie pomiar intensywności wysiłku.

Ekran z danymi #3

  • czas całkowity
  • prędkość
  • średnia prędkość
  • HR

To jest ekran, tzw. mobilizacyjny. ;) Stworzony w jednym celu – na zawody.

W trybie multisportu gdy wychodzimy ze strefy zmian i dosiadamy roweru włączają nam się standardowe ekrany dla roweru. Na zawodach wystarczyłby ekran z danymi #1 ale ja wolę to robić po swojemu. ;) O co chodzi?

Czas całkowity pokazuje czas jazdy na rowerze. Pływanie i T1 nie są wliczane. Zaczynamy jechać na rowerze i startuje czas. Dobra, szybka informacja o tym ile czasu już jedziemy, kiedy powinniśmy wciągnąć żel itd.

Kolejne dwa ekrany współgrają ze sobą i są kluczowym elementem do dobrej jazdy. Prędkość pokazuje ile obecnie jadę. Średnia prędkość to średnia z jazdy na rowerze. Podczas jazdy na zawodach mogą nastąpić dwie sytuacje:

  1. średnia prędkość jest niesatysfakcjonująca, a więc trzeba dać mocno ognia, by prędkość chwilowa była dużo wyższa od średniej. Cel: zwiększenie prędkości średniej.
  2. średnia prędkość jest satysfakcjonująca. Ta sytuacja oczywiście nigdy nie następuje. ;) Natomiast jeśli już się zdarzy, że średnia jest fajna, to… najważniejsze co należy zrobić, to utrzymać prędkość chwilową powyżej prędkości średniej. Tak więc jeśli chwilowa jest niższa od średniej to znaczy, że trzeba dać mocniej ognia. ;) Cel. zwiększenie prędkości średniej. :P

Protip

Z cyklu “jestem Januszem”. Kiedyś idąc na rower włączyłem aktywność biegu. Niby nic ale kapnąłem się jak już trochę pojeździłem i prędkość wyskakiwała w min/km zamiast km/h. ;) Dlatego też zmieniłem sposób ustawienia ekranów dla roweru.

ułożenie ekranów bieg i rower

Powyżej na fotce tłumaczę o co chodzi. :) W ten sposób łatwiej mi szybko rozróżnić kiedy odpaliłem bieg, a kiedy rower. Wszystkie ekrany dla danej dyscypliny mają takie ułożenie (o ile pokazują cztery pola z danymi).

W ten sposób zmniejszam prawdopodobieństwo zostania Januszem. ;)

Jak używam zegarka sportowego? Wstęp, pływalnia i wody otwarte.

Jak używam zegarka sportowego? Wstęp, pływalnia i wody otwarte.

Obecnie komputerki sportowe, zwane zegarkami z GPSem ;) posiadają sporą liczbę funkcji. Mierzonych i podawanych wartości jest bardzo dużo ale w codziennym życiu przydaje się tylko kilka podstawowych. Jakich używam ja?

W moim Fenixie używam 5 tzw. aktywności do przeprowadzania wszystkich treningów. Pokrótce wymieniając, są to: bieganie, jazda na rowerze, jazda na rowerze stacjonarnym (trenażer), pływanie na basenie, trening siłowy.


Ten cykl składa sie z trzech wpisów:

1. Wstęp, pływanie na basenie i w wodach otwartych
2. Rower i trenażer
3. Bieganie i trening siłowy


Do tego dochodzi pływanie na wodach otwartych oraz tryb multisport na zawody. Jednak podczas pływania w akwenie otwartym po prostu włączam zegarek na początku treningu, a wyłączam na koniec i niewiele z tych danych mnie interesuje. Pływam słabo, więc zegarek kiepsko mierzy odległość. Podczas takiego “moczenia się” sprawdzam właściwie tylko czas jaki minął od wciśnięcia “start”, a więc wystarczył by mi sam stoper. ;)

Na zawodach używa się profili zdefiniowanych w pozostałych aktywnościach, a więc pływanie w wodach otwartych, jazda na rowerze i bieg + do tego strefy zmian. Tutaj nic specjalnego nie wymyślimy.

No to do dzieła.

Co mierzę na basenie… tzn. pływalni

Jako że mój styl należy określić “ratowniczym” (pisane w cudzysłowie, ponieważ to nie jest styl jakiego używają ratownicy, tylko jest to styl przy którym ratownicy stoją na brzegu patrząc czy już powinni mnie ratować ;)), to przy ustawianiu zegarka do pływania przyjąłem zasadę NIE DOTYKAĆ. Dlatego też używam standardowego układu zegarów, który spisuje się świetnie w każdej sytuacji.

Standardowy układ to 3+1, czyli 3 ekrany z danymi plus ekran “odpoczynku”… tzn. kolejny ekran z danymi. :D Dla tych, którzy nie mają tego typu zegarka, chcą wiedzieć o co chodzi już spieszę z wyjaśnieniem. W momencie startu treningu oraz podczas wykonywania interwału (czyli gdy płyniemy, a nie odpoczywamy ;)) mamy do dyspozycji ekrany w kolejności 1, 2, 3. Natomiast gdy kończymy interwał i odpoczywamy, to klikamy LAP i pojawia nam się ekran REST. Możemy wtedy przełączać się między ekranami tak jak normalnie. Kolejność to REST, 1, 2, 3. Mam nadzieję, że wytłumaczyłem to zrozumiale.

Żeby nie było tak łatwo, to jest jeszcze dostępny jeden ekran, tzw. Drill mode. O ile klikając przycisk w dół przełączamy się w kolejności REST, 1, 2, 3, o tyle “Drill” jest ekranem, do którego dostęp jest poprzez naciśnięcie strzałki w górę.

Dlaczego ta kolejność jest ważna? Dlatego, że zegarek posługuje się pewną logiką w momencie LAPowania. Aby to wytłumaczyć nazwę wszystkie ekrany cyframi. Kolejność wszystkich dostępnych ekranów wygląda następująco:

  • -1 – Drill mode (jako jedyny nie jest edytowalny)
  • 0 – Rest/odpoczynek
  • 1 – ekran #1
  • 2 – ekran #2
  • 3 – ekran #3

Zaczynamy trening

Odpalamy aktywność pływania i pokazuje nam się ekran #1. Naciskamy start i zaczynamy mielić rękoma. Jak płyniemy, to nie patrzymy się na zegarek ;) aczkolwiek czasami zdarza mi się przy nawrocie rzucić okiem by spojrzeć czy dobrze pamiętam ileż to długości przepłynąłem w danym interwale. Trening rozpisany jest na konkretne odcinki, więc nie chciałbym sobie nic skracać… a tym bardziej wydłużać danego zadania. ;)

Kończymy interwał i klikamy LAP. Zegarek przechodzi w tryb odpoczynku i pokazuje nam ekran 0 (rest). W tym momencie możemy strzałkami góra/dół przełączać się między ekranami i podglądać dane. Niezależnie od ekranu, na którym skończymy czytać cyferki, gdy klikniemy LAP, zegarek zacznie pokazywać nam ekran #1. Jeśli podczas płynięcia będziemy przestawić ekrany, to niezależnie od tego co ustawimy, po kolejnym kliknięciu LAP zegarke pokaże nam ekran 0 (rest). Logika jest taka, że są to domyślne ekrany do pokazania w momencie przechodzenia z interwał->odpoczynek i z powrotem. Wyjątkiem jest ekran “Drill mode”… ale o tym później. ;)

Drill mode

Nowoczesne zegarki to takie sprytne urządzenia, które mierzą nie tylko czas ale również długości basenu. Konfigurując profil aktywności wpisujemy, że pływamy na torze o konkretnej długości, np. 25 metrów. Zegarek wykrywa jak nim poruszamy i dzięki temu mierzy ile długości przepłyneliśmy w danym interwale. Jak by tego było mało to liczy również ilość ruchów ręką per długość oraz rozpoznaje jakim stylem płyniemy… no chyba, że ktoś jest Januszem kraula i zegarek wykrywa mi kraula jako styl grzbietowy… ale to tylko moje doświadczenie. ;)

Drill mode to tryb, w którym zegarek działa tylko jako stoper. Przydaje się to w momencie gdy płyniemy tylko nogami, z ręce spoczywają na deseczce. Zegarek nie wykrywa wtedy ruchu ręką, więc nie wie, że my akurat dziarsko przemy do przodu, pozostawiając za sobą wielką falę, przeciwników, pełno potu… ok, trochę się rozpędziłem…

Gdy kolejnym interwałem ma być płynięcie z deseczką, wystarczy kliknąć “góra” by przejś do “Drill mode”, nacisnąć LAP i ciśniemy. Po zakończonym interwale z deską znowu klikamy LAP i pojawia się ekran, w którym strzałkami wybieramy ile metrów przepłynęliśmy. Całość akceptujemy i znowu pojawia nam się ekran 0 (rest). W ten sposób mierzymy dokładnie nie tylko interwały, w których machami rękoma ale również wszystkie inne ćwiczenia w wodzie.

To jakie ekrany i dlaczego mam ustawione na zegarku?

Ano standardowe. ;) Są bardzo rozsądnie ustawione, przyzwyczaiłem się do nich i wystarczają do każdego ćwiczenia jakie wykonuje. Najważniejszy jest dla mnie ekran odpoczynku. Znajdują się tam takie pola jak:

  • Rest time (czas odpoczynku)
  • Interval (czas ostatniego interwału)
  • Interval distance (dystans ostatniego interwału)
  • Repeat on (“start”)

Osoby, które nie wiedziały jak obsłużyć zegarek, a wiedzą jak wygląda rozpisany trening pływacki być może przeżyją efekt eureki. ;) Dwie środkowe dane informują nas ile metrów i w jakim czasie przepłynęliśmy ostatni interwał. Na te informacje patrzymy by upewnić się, że jesteśmy gibcy, szybcy i najlepsi. Dlatego ja na nie zwykle nie patrzę, by nie psuć sobie humoru. ;)

Czas odpoczynku startuje gdy naciskamy LAP na koniec interwału. Mierzy on… czas, w którym gnijemy pod murkiem na końcu toru. ;) Jeśli zadanie do wykonania to 4 x 100m p. 20″, to znaczy, że mamy płynąć cztery razy po 100m, a przerwa między setkami ma wynosić 20 sekund. Właśnie do tego przydaje nam się ta informacja.

“Start” to suma czasu ostatniego interwału i czasu odpoczynku. Jeśli mamy do wykonania 4 x 50m st. 60″ to znaczy, że mamy pływać cztery pięćdziesiątki, a każdą kolejna powinniśmy rozpoczynać 60 sekund po poprzedniej. Jeśli 50m przepłyniemy w 50 sekund, to będziemy mieli 10 sekund odpoczynku. Jeśli przepłyniemy w 55 sekund, to pozostanie nam 5 sekund na złapanie powietrza, motywacji i siły do kolejnej pięćdziesiątki. ;)

Ekran odpoczynku został wprowadzony od modelu 920xt/fenix3 i jest genialny.

Ekran z danymi #1

  • Interwał
  • Dystans interwału

Tak jak pisałem wcześniej, niezależnie od tego na jakim ekranie skończymy przeglądać dane, jeśli wciśniemy LAP by rozpocząć interwał, zegarek wskoczy na ekran 1. Bardzo sobie to chwalę. Jeśli z jakiegoś powodu miałbym spojrzeć na zegarek podczas płynięcia, to właśnie żeby sprawdzić szybko międzyczas lub upewnić się, że dobrze policzyłem przepłynięte długości.

Ekran z danymi #2

  • Timer
  • Dystans

Wartości podobne jak na ekranie #1, czyli czas i odległość. Z tą różnicą, że nie chodzi o czas i odległość aktualnego interwału, a całości treningu. Na ten ekran patrzę czasami gdy akurat odpoczywam. Okazuje się pomocny by spojrzeć ile to już mamy na liczniku oraz (częściej – uwaga #Janusz alert) by policzyć w którym miejscu treningu się znajdujemy, bo nie wiemy czy tych powtórzeń to zrobiliśmy 4, 7 czy 12. :P

Ekran z danymi #3

  • Stroke/lenght – ilość ruchów ręką na długość basenu
  • Interval pace – tempo interwału
  • Interval SWOLF – SWOLF interwału (czyli ilość ruchów + czas liczone per długość basenu)

Nigdy nie patrzę na ekran #3. Wartości, które pokazują zupełnie mnie nie intersują. Jest on włączony tylko z jednego powodu, który wymieniłem na początku tego wpisu. Mówię o zasadzie “NIE DOTYKAĆ”. ;)

Podsumowując

Wprowadzenie drill mode i ekranu odpoczynku, był jednym z powodów dla którego dawno dawno temu ;) zdecydowałem się wymienić mojego 910xt na komputerek nowszej generacji. Jeśli miałem zegarkiem mierzyć treningi to chciałem by było to robione porządnie wraz z przerwami itp. Jestem zadowolony z tego w jakim kierunku Garmin rozwinął swoje zegarki aczkolwiek oczywiście Ameryki nie odkryli. ;)

W kolejnym wpisie z tej serii zajmę się ustawieniami na rowerze. Teraz chciałbym tylko zwrócić uwagę, że na chwilę obecną nie używam pomiaru mocy, więc nie mierzę nic ponad to co w biegu. Myślę jednak że moje uwagi odnośnie tego “dlaczego tak, a nie inaczej” mogą być ciekawe dla wszystkich, dla których trening jak i zbierane z treningu dane coś znaczą. :)