Garmin Forerunner 935 – recenzja najlepszego Garmina dla triathlonisty

Garmin Forerunner 935 – recenzja najlepszego Garmina dla triathlonisty

Moje odczucia oraz recenzja po przejściu z Garmin Fenix 3 na Garmin Forerunner 935. Mówiąc krótko: najlepszy gremlin z jakim miałem do czynienia.

Ogólne wrażenia

Lekkość, czuję lekkość. Gdy tylko zdjąłem Fenixa i założyłem nowego 935 doznałem ulgi. Wreszcie nie mam kawałka żelaza na ręce. Z drugiej strony nie straciłem wrażenia, że urządzenie na ręce rozpadnie się przy pierwszym uderzeniu o coś twardszego.

Pierwsze wrażenie odnośnie samego Forerunnera (bez porównywania do Fenixa): jest piękny, smukły i… piękny. I w dodatku wygodny, a ci co znają moje upodobania do opisywania gumy w branzolecie kolejnych Garminów wiedzą o czym mówię. ;)

Wideo recenzja zegarka

Budowa zegarka

Gust decyduje czy dany zegarek nam się podoba czy nie. Mi osobiście model 935 spodobał się od pierwszego spojrzenia. Jest smukły, sprawia wrażenie mega solidnego, a błyszczące elementy (kreska przy guziku “start” oraz napis “Garmin”) pięknie wkomponowują się w całość. Cały design jest po prostu spójny i kompaktowy.

Pasek zrobiony jest z materiału, który jest wygodny, nie szarpie włosów i super szybko można go zacieśniać i rozpinać. Guma paska się rozciąga gdy zostanie poddana odpowiedniej sile. Jest to o tyle przydatne, że na zawody zakładam zegarek w ten sposób, że cyferblat zwrócony jest do korpusu ciała, a nie na zewnątrz. Wtedy trudniej o przypadkowe kopnięcie w zegarek i naciśnięcie przycisków oraz łatwiej o odczyty danych podczas jazdy na lemondce. Lekko rozciągliwa guma pomaga w odwróceniu zegarka do normalnej pozycji, by łatwiej można było czytać liczby podczas biegu.

Największe obawy miałem do guzików. Zastosowane zostało podobne rozwiązanie jak w Fenixach, a nie jak w poprzedniku 920XT. Dla mnie było oczywistym, że będą naciskały się trudniej i tak właśnie jest. Nie chodzą jednak tak topornie jak w F3 ale są też zdecydowanie sztywniejsze niż w dziewięćsetdwudziestce. Powiedzmy że jest to udany kompromis dla większości, bo podobno owej większości przyciski w 920XT same się naciskały podczas pływania na zawodach. Ja wolałbym gdyby ich przyciskanie byłoby mniejsze, a skok większy z wyraźnym klikiem na końcu.

Zmiana przycisków w porównaniu do poprzedniego modelu została wymuszona przez design, który miał być teraz taki piękny jak jest. :) Osobiście do przycisków się przyzwyczaiłem choć wolałbym by ich skok i moment naciśnięcia był lepiej wyczuwalny. Ten element jest moim zdaniem piętą achillesową Garmina ale weźcie pod uwagę, że lubię wyolbrzymiać elementy związane z podstawową (i b. często używaną) użytecznością testowanego sprzętu.

Jeśli miałbym porównać budowę F3, 920XT i 935. Pod względem piękności 935 i F3 stoją na podobnym poziomie ale smukłość i lekkość 935 jednak skłania mnie ku nowszemu modelowi (F5 tego nie zmieni). 920XT… stary, plastikowy, błyszczący model – świetny sprzęt jeśli komuś (tak jak mi) bardziej pasują niż przeszkadzają przyciski na froncie tarczy.

Użytkowanie w boju

Szybkość działania

Moje największe bolączki związane z używaniem zegarków od Garmina były związane z szybkością ich działania. Gdzieś po drodze miałem Apple Watch (tego najstarszego!) i działał on milion razy szybciej niż jakikolwiek Gremlin. 920XT tylko minimalnie poprawił się w tym zakresie. Model 735XT to nowa seria zegarków, która zaczęła wreszcie działać… nie powiem, że tak jak bym tego oczekiwał ale było zdecydowanie szybciej niż wcześniej. W przypadku FR935 jest szybciej niż w 735XT, więc ogólne wrażenia są mega pozytywne (aczkolwiek to nadal nie jest to czego bym oczekiwał ;)) To najszybszy garmin… pod względem szybkości działania ;)

Dostępne funkcje

Po pierwsze, jest tutaj dostępne wszystko czego byście chcieli. Nie ma zaskoczenia, wszak to najwyższy model Garmina dedykowany triathlonowi. Wszystko działa, jest mądrze zaprojektowane itd. Jeśli macie jakieś konkretne pytania to zapraszam do komentarzy.

Jedną ciekawostką jaką zauważyłem jest możliwość edycji ekranu podsumowania okrążenia/lapa. Wydaje mi się, że w Fenixie 3 ta opcja została usunięta przy którejś z aktualizacji softu (a jak była dostępna to była dość uboga i zawierała 2 opcje do wyboru). Standardowo na ekranie podsumowania okrążenia mamy czas okrążenia i czas całkowity aktywności.

Obecnie każde z dwóch pól możemy zaadoptować do wyświetlenia dość dowolnej informacji podsumowującej okrążenie: dystans okrążenia, tempo okrążenia, czas całkowity aktywności lub… dowolne pole, które można ustawić na tarczy zegarka podczas aktywności.

Użytkowanie codzienne

W użytkowaniu na co dzień ważne są dwie rzeczy: szybkość działania i bateria. O szybkości pisałem. Bateria: na poziomie Fenixa 3. Jest genialnie. Używam zegarka treningowo + mam włączony cały czas Bluetooth. Dla łatwości zapamiętania oceniam baterie w zegarkach w jeden prosty sposób. Liczę ile procent baterii zjada zegarek podczas:

  • 1h treningu z GPS
  • 24h używania jako zegarek

W przypadku modelu 920 było to średnio 10%. W Fenixie 3 wartość ta wyniosła średnio 8%. W Garminie 935 oscyluje w okolicach 7-8%. Fenix 5 w wersji większej od zbyt dużej trzyma pewnie jeszcze dłużej ale… dla mnie 935 to najlepszy obecnie dostępny Garmin (piszę to mimo że nie miałem np. Fenixa 5S w ręce…).

Skróty klawiszowe

O co chodzi? O szybki dostęp do schowanych funkcji zegarka. Schowanymi (czy też mało używanymi) funkcjami nazywam takie rzeczy jak dostęp do stopera , kontroli muzyki, zapisywania lokalizacji itp. Jednym zdaniem mówiąc: to co nie jest związane z treningiem, a do czego moglibyśmy chcieć mieć szybki dostęp.

Do tej pory tego nie używałem, a w Fenixie 3 miałem bodaj 2 przyciski szybkiego dostępu. BTW. nawet nie wiedziałem, że o to w nich chodzi i w ogóle z tej funkcji nie korzystałem. W przypadku FR935 przycisków (pojedynczych jak i ich kombinacji) jest całkiem sporo.

Jak to działa? Np. skrótem klawiszowym może być długie naciśnięcie przycisku start/stop (krótkie naciśnięcie aktywuje wybór aktywności, którą chcemy rozpocząć).

Osobiście nie widzę specjalnie opcji do ich wykorzystania, bo dla mnie ten zegarek jest tylko (albo i aż) urządzeniem do pomiaru treningów i pokazywania godziny. Dla tych co wykorzystują go jako timera, budzika czy GPSu do wskazania miejsca postoju samochodu funkcje skrótów klawiszowych na pewno będą bardziej przydatne.

Widgety

Garmin Forerunner różni się w tym względzie od wszystkich poprzednich modelów jakie miałem i testowałem: widgety działają. Mowa o widgetach, które ciągną informacje przez BT z telefonu, bo te wbudowane/zainstalowane, które brały info tylko z zegarka działały zawsze.

Dla mnie to przełom, bo wreszcie mogę w miarę polegać na tym, że jeśli chce w biegu podejrzeć pogodę, to mogę wcisnąć na zegarku strzałkę w górę i pokaże mi się widget pogody z pożądanymi informacjami… zamiast błędu o braku połączenia z telefonem. W 920/735/Fenix 3 widgety działały raz na jakiś czas (b. rzadko) przez co powodowały tylko irytację. Użyłbym tutaj procentów z Zasady Pareto. Na poprzednich urządzeniach widgety działały w 20%. Na 935 widgety działają w 80%…. strzelał bym raczej w 95%. Jak dla mnie wciąż daleko od doskonałości (bo 1 na 20 prób kończy się fiaskiem, a to dużo) ale mimo wszystko jest znaczna poprawa.

Czujnik HR

O czujniku HR na nadgarstek wypowiedziałem się dość jasno w recenzji modelu 735XT. W przypadku FR935 wydaje mi się że jest lepiej. Zdarza mi się czasami wyjść pobiegać (luźne rozbieganie) bez paska HR na klatkę. Na rowerze czy każdy inny trening biegowy biorę pasek.

Z drugiej strony polubiłem ten czujnik ze względu na widget wykresu tętna z ostatnich 4h. Gdy wejdziemy głębiej w ten widget mamy podgląd na tętno spoczynkowe z ostatnich 7 dni. Pewnie należy traktować to z przymróżeniem oka ale w moim przypadku okazuje się to dość przydatne. Bardzo często RHR koresponduje z moim samopoczuciem. Zdarzały się nawet pojedyncze przypadki gdy robiłem nieco lżejszy trening właśnie z uwagi na wykres RHR (oraz oczywiście gorsze samopoczucie). Gdy RHR było w normie, zły humor lub inne dolegliwości nie powodowały odpuszczania. :)

Pod względem treningowym HR z nadgarstka jest nadal nieprzydatnym gadżetem.

Nowe ficzery

Widgety, które mam włączone

Notyfikacje – mam ale używam raz na pół roku gdy nie wypada wyciągać telefonu a chce podejrzeć z jakiej okazji mi zawibrowało w kieszeni

Pogoda – nareszcie działa :)

Kalendarz – właściwie nie używam, bo jest mało czytelny ale może kiedyś się przyda ;)

Training status – czasami włączę by podbudować ego patrząc na VO2max, które i tak nic nie mówi i jest błędne, bo wzięte z tabelki. ;) Ciekawą cyfrą jest Training load ale z uwagi na posiadanie trenera traktuje to tylko jako ciekawostkę.

HR – sprawdzam co parę dni. Bardzo fajna opcja.

Garmin Mobile

Chciałem jeszcze poruszyć temat aplikacji Garmina na telefon. W ostatnim roku dużo się w niej pozmieniało i stała się fajnym centrum z ciekawymi informacjami. Piszę to ja, osoba która patrzy na takie rzeczy z przymróżeniem oka. To się powoli zmienia.

Po pierwsze możemy edytować coraz więcej rzeczy poprzez samą aplikację. Dzięki temu nie jesteśmy tak przykuci do komputera jak wcześniej. O tym jednak może powstanie w przyszłości jakiś kolejny materiał (raczej wideo).

W samej aplikacji najbardziej polubiłem 2 statystyki:

  • heart rate – to co mamy w widget’cie na zegarku ale w bardziej rozbudowanej formie
  • sleep time – tutaj również chodzi o statystyki. Jeśli w ostatnich 7 dniach śpię średnio mniej niż 8h na noc (tak przywykłem do spania z zegarkiem choć trwało to długo i czasami mnie wkurza – wtedy go jednak ściągam ale to rzadkość) to czuję, że treningi idą gorzej, a koncentracja nie jest taka jak powinna. Jeśli średnia dobija do 7h na noc, to czas na zmiany, bo staje się zupełnie bezproduktywny. Funkcja w fajny sposób może potwierdzić nasze domniemania. ;)

Podsumowanie

To najlepszy Garmin jaki miałem na ręce. Nie wiem czy Fenixy 5 sprawdzą się lepiej dla triathlonisty. Biorąc pod uwagę ich rozmiar – na pewno nie. Funkcjonalnie – nic nam nie dadzą. Pod względem wytrzymałości – jestem zaskoczony że na 935 nie ma jeszcze ani rysy.

Jeden z czytelników bloga zadał pytanie czy kupując taki zegarek można go skonfigurować bez dostępu do komputera. Odpowiedź brzmi – tak. :) I to wcale nie jest “wina” zegarka tylko aplikacji na smartfona. Bo to właśnie telefon może być potrzebny by skonfigurować zegarek i dostarczać mu aktualne update’y.

Ja więcej nie potrzebuje, bo dla mnie telefon i tak jest centralnym urządzeniem zbierającym informacje z różnych stron, a zegarek jest tylko jednym z perfyferiów dostarczających te informacje. A dostarcza je w sposób świetny!

Favero Assioma Uno – instalacja pomiaru mocy

Favero Assioma Uno – instalacja pomiaru mocy

Instalacja pomiaru jest bajecznie prosta. Dlatego też zdecydowałem się akurat na ten model. Drugim, ważnym argumentem była jego cena. ;)

Jeśli macie jakieś pytania odnośnie używania tego modelu, to zapraszam do zadawania pytań.

Pomiar kupiłem ze strony sklepu Wertykal.

Pomiar mocy Favero Assioma Uno – unboxing

Pomiar mocy Favero Assioma Uno – unboxing

Co znajduje się w pudełku z pomiarem mocy Favero Assioma Uno – czyli w wersji z pomiarem w jednym pedale?

Całość została całkiem fajnie przemyślana. Ładowarka jest z taniego, cienkiego plastiku ale jest za to bardzo kompaktowa i dobrze się sprawdza w użyciu. Do tego dochodzi solidny klucz to odkręcania/przykręcania pedałów i trochę papierów.

Revelate Designs Tangle – genialna torba rowerowa

Revelate Designs Tangle – genialna torba rowerowa

Gdy na ostatniej prostej w przygotowaniach do ultramaratonu zacząłem rozglądać się za torbą, w którą spakuję potrzebne rzeczy, z pomocą przyszła oferta sklepu Bikester. Torba firmy Revelate Designs bardzo ułatwiła mi całą logistykę związaną ze startem.

Miałem jeden prosty cel. Zmieścić wszystko co potrzeba na ultramaraton. :) Wiedziałem jedno – nie chcę brać plecaka. Alternatywą była duża torba podsiodłowa. Taka, która mocno wystaje za siodełko.

Dla osób, które wolą oglądać niż czytać: na samym końcu wpisu znajduje się krótka wideo-recenzja tej torby.

Zdecydowałem się na rozwiązanie montowane w trójkąt ramy. Powodów jest kilka:

  1. Równiejsze dociążenie obu kół. Ważę parę kg (za dużo ;)), a torba pod siodłem dociążyła by dodatkowo tylne koło. Nie wydaje mi się, by te kilka kilogramów (np. 95 kg, zamiast 90 kg) miało znaczenie ale przy zastosowanym rozwiązaniu jestem spokojniejszy.
  2. Łatwiejsza dostępność przedmiotów. Z tego typu torby (o ile jest mądrze zbudowana) można korzystać nawet podczas jazdy. Z jednej strony można sięgnąć głębiej po większe porcje jedzenia, z drugiej strony, ci bardziej doświadczeni kolarze (to nie dotyczy mojej skromnej osoby), mogą nawet wyciągnąć kurtkę i ją założyć.

Żeby nie było zbyt pięknie podam dla równowagi dwa minusy:

  1. Podatność na wiatr boczny. Widziałem torby (również z Revelate Designs – przykład), które zajmują całą przestrzeń trójkąta ramy. Czyli mamy do dyspozycji jeszcze więcej miejsca! Niby ok ale po pierwsze tracimy miejsce na bidony (można to rozwiązać camelbackiem), a po drugie nie chciałbym jechać z taką torbą i dostać strzał wiatru bocznego. Walka z tym zjawiskiem po 15h jazdy non-stop rozbijaja morale i męczy głowę.
  2. Pojemność torby. Wielkie paki wystające spod siodła mieszczą wiele rzeczy. Jednak tak jak pisałem, są to worki, które musimy zdjąć, otworzyć i wyjąć wierzchnie rzeczy, by dostać się do tych umieszczonych głębiej.

Jest jeszcze trzecia alternatywa – sakwy. To rozwiązanie zupełnie mi się nie podobało. Kwestia aerodynamiki, potrzeby posiadania bagażnika, wyglądu roweru, maksymalnego docisku tylnego koła… same negatywy choć w przypadku czystej turystyki rowerowej gdy potrzebujemy naprawdę dużo miejsca na rzeczy, to rozsądnych alternatyw zapewne nie ma. :) Są sakwy na bagażnik przedni? Spoko, jednak najważniejsze z powyższych powodów wciąż są nierozwiązane. ;)

Mam nadzieję, że z powyższego wywodu widać, że miałem…

mocno przemyślane to czego potrzebuje.

Torba pojemna (na tyle na ile się da), nie blokująca dostępu do bidonów i nie psująca wyglądu i aerodynamiki (!) roweru. Na pierwszy rzut ok, dzięki torbie Revelate Designs Tangle mój cel został osiągnięty.

  1. Pojemność

    Listę rzeczy do zabrania na „krótki” (jak to powiedział Mietek w ostatnim podcaście) ultramaraton znajdziesz odsłuchując „Kropkę nad M” #36. :) W torbie ma znaleźć się bluza/kurtka, ochraniacze na buty kolarskie, portfel, telefon oraz jedzenie.

    Moja kurtka na rower, po złożeniu, zabiera sporo miejsca. Mimo wszystko gdy sprawdzałem jak się spakować na zawody, to kurtka zajęła mniej niż połowę głównej komory. Drugą połowę przeznaczam na jedzenie, więc nawet mając na uwadze mój apetyt ;) jestem spokojny o przestrzeń.

    Z drugiej strony torby, w mniejszej, „płaskiej” komorze zmieści się portfel, telefon, książeczka zawodów plus jakieś inne, drobne przedmioty (batoniki, żele, narzędzia?)

    Ahh, byłbym zapomniał. W głównej komorze znajduja się dodatkowe 2 rzepy, które mogą trzymać nam pompkę. Znajdują się one 17 cm od siebie. Moja pompka jest krótka i podczas jazdy w pustej torbie przesuwałą się w rzepach aż z jednego z nich wypadła. W momencie gdy w komorze była kurtka, pompka już nie miała gdzie latać i trzymała się swojego miejsca.

  2. Dostęp do bidonów

    Nie jest super wygodnie ale mimo wszystko jestem zadowolony. Sytuację widać na poniższym zdjęciu. W koszyku pionowym jest bidon o pojemności pół litra. W koszyku ukośnym jest bidon litrowy (wcześniej miałem tam drugi bidon 0,5l ale zmieniłem na większy, bo się zmieścił :)).

    Oba koszyki są zamontowane najniżej jak się da. Oba bidony dotykają torby. Jaka jest wygoda użytkowania takiego setupu? Do przyjęcia. Przedni bidon wyjmuje się podobnie jak by torby nie było, tylko odychylając lekko w bok. ;)

    W tym momencie chciałbym zwrócić uwagę, że będę się czepiał, więc opinię należy przyjąć przez zmrużone oczy. ;) Rzecz tyczy się tylnego bidonu. Jego wyjęcie trwa pół sekundę dłużej niż w sytuacji gdy torby nie miałem. Po pierwsze i najważniejsze ma to związek z obniżeniem koszyka i moim rozciągnięciem pleców. :) Po drugie to kwestia ograniczonego miejsca. Gdybym miał dwa półlitrowe bidony, to po opróżnieniu przedniego bidonu zamieniłbym bidony miejscami, tj. pełny wylądowałby z przodu… tyle że w ten sposób robiłem również gdy nie miałem zamontowanej torby, bo po prostu mi tak wygodniej. W przypadku używania litrowego bidonu nie mam takiej możliwości.

    Podsumowując. Jadąc w siodle 4-5h nie irytowałem się sięgając po każdy z bidonów. Nie musiałem zwracać dodatkowej uwagi przy wyjmowaniu czy chowaniu bidonów kręcąc korbą. Natomiast jestem świadom, że to rozwiązanie będzie używane na imprezie ultra. Jakie będą moje spostrzeżenia po 10, 15, 20 godzinach jazdy? To się jeszcze okażę. :)

  3. Wygląd, aerodynamika i budowa torby

    Dzięki podłużnej budowie torba nie przeszkadza w pedałowaniu. Rozpychając torbę (poprzez włożenie do niej kurtki), pedałowałem wykręcając kolana do wewnątrz. Delikatnie szurały o torbę, jednak mógłbym tak pedałować wiele godzin i by mi to nie przeszkadzało. Przy „normalnym” pedałowaniu nie szuramy kolanami o torbę (tak jak nie walimy przecież kolanami o górną rurkę ramy).

    Jak wiadomo, torby tego typu nie zaburzają aerodynamiki roweru (to był mój argument również przeciw torbie na kierownicę, które swoją drogą są mało pojemne). W tym wypadku boczna powierzchnia nie jest również na tyle duża, by powodowało to większe problemy przy bocznym wietrze (mieszkam na pomorzu… sprawdzone w boju ;)).

    Wygląd torby to kwestia dyskusyjna. Wygląda bardzo porządnie, a gdy widzieli ją znajomi to słyszałem tylko: „duża ta torba”. ;) Po wyjaśnieniu, że to na przygodę z ultra nie było więcej uwag.

    Bardzo istotną kwestią, którą poruszam dopiero teraz to jakość wykonania. Torba nie jest tania, a za ceną powinna iść jakość. Cóż, nie umiałbym wycenić tego typu produktu. Nie wiem czy cena jest odpowiednia. Wiem natomiast, że szarpiąc ją nie miałem wrażenia, że zaraz jakiś szew puści lub coś się rozciągnie czy poluzuje. Solidność wykonania jest na bardzo wysokim poziomie. Takim bardzo, bardzo. Całość jest wodoodporna, a miejsca kluczowe (otwór o którym piszę poniżej oraz przód zamków błyskawicznych) są dodatkowo osłonięte. Sam materiał jak i zamek są również wodoodporne. Jednym zdaniem mówiąc: produkt na lata do codziennego użytkowania w każdych warunkach pogodowych.

    Materiał jest dość sztywny, a zapięcia mocujące solidne. Dzięki temu każde otwarcie i zamknięcie zamka błyskawicznego jest pewne i lekkie. By ułatwić chwyt do każdego z zamków błyskawicznych jest przyczepiona dodatkowa pętelka.

    Na sam koniec bonusik. Na samym przodzie torby, w jej górnej części jest otwór na wężyk. W związku z tym, gdy mamy wolną przestrzeń w dużej komorze, możemy wrzucić tam dodatkowy zbiornik z piciem.

    Minus torby. Nie można jej w szybki sposób zabrać ze sobą. Mówię tutaj o rozwiązaniu znanym, np. z sakw Ortlieb. Nie wiem czy w ogóle stosuje się coś takiego w torbach montowanych w trójkąt ramy ale fajnie by było gdyby było to możliwe. Chyba że taki mechanizm zabrał by przestrzeń bagażową, to cofam swoje zdanie. :)


Testowałem torbę w rozmiarze M. Jej długość to 50 cm. Długość wolnej przestrzeni w mojej ramie między rurką sterów, a rurką podsiodłową to 51 cm. Rozmiar M pasuje idealnie i większy by się raczej nie zmieścił.

Materiał wideo

Aby łatwiej było zobaczyć torbę Revelate Designs Tangle przygotowałem krótki film, w którym pokazuje torbę i dopowiadam kilka kwesti.

Torba dostępna jest pod tym linkiem.

Z tego miejsca dziękuję sklepowi Bikester za wsparcie mnie w mojej drodze na metę ultramaratonu Pierścień Tysiąca Jezior. :)

Uwagi po starcie w ultra

Ten fragment dopisuje po docelowym starcie w ultramaratonie. Torba technicznie sprawdziła się świetnie. Nie przeszkadzała. Zapakowałem w nią wszystko co chciałem… i to był błąd. Po pierwsze: nie wykorzystałem połowy rzeczy. Po drugie: trudniej było znaleźć to czego potrzebuje. ;) Aha no i jak jej nie domknąłem w ulewie i woda nalała się do środka, to nie chciała stamtąd wylecieć… bo przecież materiał jest wodoodporny. ;)

ultramaraton pierścień tysiąca jezior revelate design

Recenzja Garmin 735xt – test zegarka triathlonowego wagi lekkiej

Recenzja Garmin 735xt – test zegarka triathlonowego wagi lekkiej

Nadszedł moment gdy po długim użytkowaniu Fenixa 3 spróbowałem czegoś innego, czegoś mniejszego. Oto mój test Garmina 735xt. W tekście porównuje go również z Fenixem 3 biorąc pod uwagę wymagania triathlonisty.

Zanim dostałem zegarek do ręki miałem o nim jak najlepsze zdanie. Miał być mniejszy, lżejszy, nowocześniejszy, szybszy (pięta Achillesowa Fenixa), z większą ilością bajerów. Jedynie bateria miała gorzej trzymać z uwagi na jej rozmiar. Na początku lekko zaspoileruje. W obecnym świecie, pełnym urządzeń, które trzeba codziennie ładować człowiek szybko się przyzwyczaja do dobroci w postaci baterii wystarczającej np. na tydzień. ;) Ale do rzeczy.

Wideo recenzja zegarka

Dla tych, którzy wolą oglądać niż czytać przygotowałem recenzję zegarka w formacie wideo.

TL;DR

Świetny zegarek dla triathlonisty i biegacza. Bardzo dobrze spisuje się jako komputerek sportowy, a ponadto jest lekki i dobrze zbudowany. Z drugiej strony pomiar HR z nadgarstka potrafi się mylić, więc jeśli zależy ci na prawidłowych danych koniecznie jest noszenie zewnętrznego paska do mierzenia HR. Z uwagi na małe gabaryty, bateria pada szybciej niż w modelach 9xx/fenix ale wynik nie jest najgorszy.

Pierwsze wrażenie

Otwieram pudełko, wyjmuję zegarek i dokonuje pierwszych oględzin. Nic dziwnego, że na dzień dobry zegarek wydaje się super lekki. Na ręce do tej pory nosiłem głównie Apple Watch, a podczas treningów owego Fenixa. 735xt jest lżejszy od każdego z nich.

Pierwsze wrażenie to głównie ocena wyglądu oraz konstrukcji zegarka. Pod tym pierwszym względem wszystko wygląda „garminowo”. Jest ok, jakość wykonania git. Nie ma się do czego przyczepić. W swojej recenzji o Fenix 3 sporo narzekałem na gumowy pasek, który bardzo nieprzyjemnie ciągnie włosy na ręce. W 735xt pod tym względem jest o wiele lepiej. Nic złego się nie dzieje. Pasek jest bardziej rozciągliwy i miękki ale z drugiej strony lekko plastikowy, dzięki czemu nawet przy ciasnym i szybkim zapinaniu nie rwiemy kłaków. ;) Dla mnie duży plus.

garmin 735xt przyciski

Przyciski maja dość krótki skok (poza start/stop) i lekko (ale wystarczająco) wyczuwalny klik. Naciska się je nieco łatwiej niż w F3. Rozplanowanie jest takie jak w Fenix 3: 3 przyciski po lewej i 2 po prawej. Niestety w ten sam sposób rozplanowane są przyciski w nowym 935xt. Szkoda, bo gdy nie patrzymy na zegarek, to ciasno ułożone przyciski niekoniecznie są dobrym rozwiązaniem. Nie wiem czemu producent zrezygnował w tym przypadku z przycisków na przodzie. Wracając jednak do modelu 735xt…

Ekran można porównać do modelu 920xt. Przesiadając się z Apple Watch każdy Garmin jest brzydki i wyświetla pixelozę. Jednak pod względem standardów zegarków stricte sportowych nie jest to tak istotne. Prezentowane informacje są bardzo wyraźne. Font użyty do prezentacji informacji jest spójny z tym z serii 9xx. Tak jak już kiedyś pisałem, jest czytelniejszy niż ten z serii Fenix.

cyferblat fenix 3 735xt apple watch

Kolejne dwie rzeczy, na które zwróciłem uwagę podczas pierwszych oględzin zegarka znajdują się z tyłu urządzenia. Pierwsza to czujnik tętna. O nim wypowiem się szerzej w dalszej części artykułu. Póki co napiszę tylko, że tam jest. ;)

Druga rzecz to drobny detal, który w porównaniu do Fenixa został lepiej przemyślany. Mowa tutaj o złączu ładowania zegarka i jego okolicach. Na powyższym zdjęciu możesz zobaczyć czym różnią się te dwa modele. I teraz wyobraź sobie dość standardową sytuację: wracasz z treningu, zegarek od spodu jest mokry od potu. Pierwsze co robię gdy wpadam do domu to przemywam twarz wodą i przy okazji ściągam zegarek by go przepłukać. Wszystko jest mokre, więc przecieram urządzenie ręcznikiem. I to jest ten moment, w którym jeszcze pamiętam, że zegarek sygnalizował mi niski poziom baterii. Za chwilę najprawdopodobniej o tym zapomnę. Dlatego chciałbym go od razu podpiąć do prądu. Nie wiem czy podłączanie mokrego urządzenia jest najlepszym pomysłem.

garmin fenix 3 i 735xt zlacza ladowania

Wiem, że w przypadku 735xt mogę w szybki sposób dość dokładnie osuszyć piny do ładowania. Fenixa nigdy nie ładowałem zaraz po treningu (inna sprawa, że nie trzeba go za często ładować :P), bo zwyczajnie nie chciałem nic popsuć.

Podsumowując pierwsze wrażenie. Wszystko na plus. Bardzo mi się ten zegarek podoba, jest bardzo wygodny i mam na niego chrapkę. ;)

Trenujemy / funkcje

Spis funkcji tego zegarka znajdziesz na stronie producenta lub np. na stronie Apexa. Generalnie dzięki temu że zegarek ma GPS i GLONASS podczas treningów mamy pomiar prędkości i dystansu. Natomiast dzięki akcelerometrowi na pływalni mamy pomiar ilości przepłyniętych długości wraz z rozpoznaniem stylu. Jeśli chodzi o wartości pokazywane przez zegarek nie miałem żadnych uwag ani na pływalni ani w terenie.

To czego zegarkowi brakuje w/g specyfikacji to wysokościomierz oraz WiFi. O ile o wysokościomierzu wypowiem się sekcję niżej przy okazji oceny dokładności pomiaru, o tyle w przypadku modułu WiFi – nie bardzo mnie to rusza. Zegarek mam spięty cały czas z telefonem przez Bluetooth. WiFi jest używane do zrzucania aktywności do Garmin Connect oraz do pobierania aktualizacji systemu. Wszystkie te dane mogą również wędrować do/z internetu dzięki smartfonowi, więc jeśli dla kogoś robi to różnicę, to warto przemyśleć zakup, bo podpinanie zegarka do komputera jest metodą z poprzedniej epoki. ;-)

Seria 7xx ma być odchudzoną serią 9xx, zawierającą wszystkie najpotrzebniejsze funkcje zamknięte w mniejszej obudowie. Pod względem treningowym nie ma wielu różnic w stosunku do modelu 920xt czy Fenixa 3. Ten zegarek sprawdzi się w prawie każdej sytuacji standardowego (he he he) życia triathlonisty.

Różnice w stosunku do serii Fenix/920xt (o funkcjach ciąg dalszy)

Porównałem model 735xt z moim Fenixem 3. Bardzo wiele osób zastanawia się czy brać model dedykowany triathlonowi (7xx/9xx) czy może wszystkomający Fenix, który przy okazji jest bardziej trwały i lepiej wyglądający na co dzień. Podsumowanie na większości forach/grupach jest takie, że Fenix ma wszystko to co modele stricte triathlonowe plus dodatkowo funkcje nawigacyjne/adventure. Otóż tak nie jest. Są pewne różnice, które ułatwiają trening. Detale… ale istotne. Jest to szczególnie zauważalne gdy się ma dostęp do pewnych funkcji, przyzwyczai się do nich, a w „nowym” zegarku się ich nie ma.

Pierwszą rzeczą odróżniającą Fenixy od jakichkolwiek innych zegarków jest sposób organizacji menu. W Fenixie wciskając „start” wchodzimy do menu wyboru aktywności. Wybieramy dyscyplinę i znowu akceptujemy „startem”. Natomiast jak chcemy wejść w ustawienia, to przyciskamy dłużej przycisk ustawień. W 735xt jest inaczej. Przyciskając dłużej przycisk ustawień wchodzimy w menu kontroli muzyki, zegara i blokowania zegarka. Reszta opcji jest dostępna po naciśnięciu start i strzałki w górę. Pierdoła ale trzeba się przestawić przechodząc z Fenixa. Dla mnie brakuje w tym logiki. ;)

ekran garmin 735xt

Jeśli jednak taki system jak w 735xt działa szybciej (Fenix 3 jest koszmarnie wolny) to jestem ZA. Cokolwiek przyspieszy nawigowanie po menu, zapisywanie treningów czy odczytywanie historii przyjmuje z uśmiechem na ustach.

Drugą rzeczą, która rzuca się w oczy to brak manualnego multisportu w Fenixie (hej triathloniści!). W Fenix 3 możemy wybrać/zbudować tryb multisport w dowolnej konfiguracji. Dobrze sprawdza się on na zawodach. Jeśli jednak jesteśmy na treningu i chcemy lap’ować jakiś interwał to przycisk „lap” przeniesie nas do następnej aktywności w multisport. Dlatego Fenix 3 nie nadaje się dla osób chcących mieć porządek w dzienniczku treningowym. ;)

W 735xt sytuacja również nie jest idealna. Załóżmy, że mamy do wykonania zakładkę rower+bieg. Odpalamy aktywność roweru i idziemy jeździć. Możemy lap’ować do woli. Kończymy trening i naciskamy stop. Nie zapisujemy aktywności tylko idziemy się przygotować do biegu. Gdy jesteśmy gotowi, wznawiamy aktywność rowerową i przyduszamy dolny lewy przycisk. Pojawia nam się menu wyboru dyscypliny. Wybieramy bieg i klikamy „start”. Od tego momentu zaczyna nam się bieg, po którego skończeniu i zapisaniu aktywności będziemy mieli w Garmin Connect całą zakładkę pod jedną aktywnością „multisport”. Dlaczego to nie jest doskonałe? Bo nie ma zapisanego odliczania czasu na przebranie. :P Czepiam się…

garmin 735xt ulozenie danych

Kolejną rzeczą, do której byłem przyzwyczajony w Fenixie 3 to ułożenie danych na ekranie. Kolejna drobnostka ale o jej zastosowaniu pisałem we wpisie o tym z jakich danych korzystam na zegarku. W 735xt ułożenie z czterema i trzema danymi jest tylko jedno. Taki los.

Czwartą drobnostką, o której chce napisać to wibracja. Pojawia się ona w przypadku pojawiania się dodatkowych informacji na ekranie, np. podsumowanie okrążenia. Nie wiem czy moc wibracji jest taka sama w F3 i 735xt jednak w przypadku Fenixa bardzo rzadko czułem wibracje nadgarstka. Może ma zbyt dużą masę własną(?). W 735xt wreszcie mogłem polegać na tym, że jak „lap” się skończy to go nie przegapię.

Oczywiście jest więcej różnic w tych zegarkach. Seria Fenix ma jakieś metronomy, 3d speed, 3d distance, więcej funkcji nawigacji, hot keys, ustawianie kolorków, wiele więcej ekranów danych czy np. automatyczne przewijanie ekranów (tego pewnie niektórzy używają) jednak przyznam się, że zwyczajnie nie wiem co część z nich robi.  ¯\_(ツ)_/¯

garmin 735xt race predictor

Finalnie mógłbym napisać o tym, że model 735xt ma programy do wyznaczania progu LT w biegu oraz FTP na rowerze (LT jest w Fenixie. Obu funkcji nie ma w 920xt) jednak do tego typu danych mam bardzo negatywne podejście. Tak samo negatywne jak do wyznaczania VO2max i idących z niego informacji odnośnie oczekiwanych rezultatów na poszczególnych dystansach (Race predictor). Biegając dychę na poziomie 41 minut Garmin wciąż twierdzi, że powinienem biegać ją w 36 minut. Maraton zamiast 3:19 powinienem zrobić w 2:46. Takie dane nie mają żadnego sensu. Jeśli jesteś ambitnym sportowcem to zarówno LT jak i FTP wyznaczasz metodami laboratoryjnymi (również na powietrzu). Jak na mój gust sugerowanie się tymi danymi jest zgubne.

Dokładność pomiarów (i ocena pomiaru HR z nadgarstka)

Trening biegowy

Pierwszy trening to 15 minut spokojnego biegu, potem 40 minut biegu w drugim zakresie i znowu 10 minut truchtu/schłodzenia. Trasa prosta jak patyk, bez zbędnego kręcenia się po mieście. Dość równe tempo.

błędy pomiaru gps fenix 3 735xt

Na powyższym screenie po lewej stronie znajduje się wykres wysokości. Fakt, że wykresy są zupełnie rozjechane nie ma większego znaczenia, ponieważ Fenix 3 był prawdopodobnie źle skonfigurowany, tj. ustawiony na daną wysokość w danym miejscu. Mimo wszystko wykresy powinny poruszać się równolegle do siebie. Widać, że Fenix 3 zupełnie się pogubił, a jako posiadasz wysokościomierza powinien teoretycznie podawać lepsze wyniki.

Patrząc na statystyki przewyższeń wyszedł jakiś totalny kosmos. Tutaj 735xt poradził sobie lepiej.

Jeśli chodzi o ślad GPS to oba zegarki sprawiły się bardzo dobrze. Odchylenia zawsze będą i nie będę się nimi przejmował. Patrząc na mapę powyżej mogę napisać, że Fenix 3 poradził sobie lepiej, bo zawsze nawracam tam szerokim łukiem ale to są drobne detale. Poniżej część mapy biegu w oddaleniu – nie widać już żadnych rozjazdów.

slad gps fenix 3 i garmin 735xt

Przejdźmy do HR. W tym wypadku 735xt był mocno zapięty na suchej ręce nim wyszedłem na trening. Po powrocie z treningu miałem ślady na skórze po przyciskaniu paska do mokrej już skóry. Był po prostu mocno zapięty choć podczas biegu to nie przeszkadzało (gdy się o tym nie myślało). Z obserwacji na gorąco widziałem, że Fenix 3 (czyli pasek na klacie) nieco szybciej reagował na zmianę tempa. W przypadku krótkich przyspieszeń może to mieć dla kogoś znaczenie.

hr bieg

Wygląda to bardzo ok. Jednak w późniejszych testach (których plików nie zapisałem :( ) wyglądało to dużo gorzej. Generalnie jeśli 735xt jest mocno ściśnięty na nadgarstku to pomiar powinien być prawidłowy… ale niekoniecznie musi. Dla mnie mimo wszystko ten pomiar jest niestabilny i nie można mu ufać. Przejdźmy zatem do drugiego przykładu.

Jazda rowerem

Spokojny rozjazd rowerem, ok. 70 km. Ponownie ślad GPS jest zgodny, bez większych odchyleń. Sprawdzając nawrotkę na rynku wiem, że Fenix 3 lepiej pokazuje ślad ale tak jak pisałem w przypadku biegu – to są mikro detale.

slad gps i wysokosc garmin fenix 3 i 735xt

Co do wykresu wysokości tutaj mamy już lepszy pomiar i niezłą zbieżność. Który pomiar jest poprawny – nie wiem. Na pewno szpilka 735xt w okolicach 56 km jest błędna. Oczywiście jazda była po asfaltowych drogach. W przypadku jazdy/biegu po lesie teoretycznie to 735xt powinien się pogubić ale niestety nie miałem kiedy tego sprawdzić. :(

A teraz wykres HR z tego treningu.

hr rower garmin fenix 3 i 735 xt

To jest to co widziałem najczęściej gdy porównywałem wartości tętna na Fenix 3 i 735xt (do Fenixa 3 był podpięty czujnik HR na klatce piersiowej). Zarówno na biegu jak i na rowerze. Oczywiście Fenix 3 pokazuje prawidłowe dane (niebieskie) i gdy cokolwiek przyspieszałem to reagował w odpowiedni sposób. W poprzednim przykładzie (z biegu) widać, że pomiar MOŻE BYĆ poprawny ale nigdy nie będziemy pewni czy akurat obecnie taki jest. Jest to kwestia dociśnięcia czujnika do ręki, spocenia skóry i rękawa bluzy, która akurat może zsuwać się z ramienia próbując wcisnąć się pod zegarek.

Podsumowując pomiar HR z nadgarstka

Ogólna opinia jest negatywna. Trochę nie wierzyłem własnym oczom ale w międzyczasie przeczytałem recenzje Antoniego (Fenix 3 HR lub Fenix 5x) i zrozumiałem, że problem nie leży po mojej stronie.

garmin 735 czujnik hr nadgarstek

Inna kwestia jest taka, że zegarek cały czas pokazuje nam RHR (rest heart rate) na podstawie wykresu z ostatnich czterech godzin. Fajnie to jest zrobione. Pokazuje najniższą i najwyższą wartość z ostatnich 4h i do tego wykres tętna. RHR wcale nie jest tożsame z wartością „low”. Wydaje mi się, że takie peaki niskiego tętna są eliminowane.

Z moich dawnych doświadczeń z pomiarem optycznym tętna wynikło, że przy normalnych (nietreningowych) wartościach ten pomiar się mniej gubi. Jeśli zatem wierzyć wartościom tętna spoczynkowego, to w łatwy sposób (teoretycznie) możemy potwierdzić czy słabsza dyspozycja danego dnia to nasze lenistwo, jedzenie,… a może jednak zaczyna się jakaś infekcja.

garmin 735 tetno spoczynkowe rhr

Bateria

W moim teście bateria wytrzymała 3 dni. Mając przez ostatnie 2 lata głównie Fenixa 3 na ręce (Apple Watch noszę od niedawna) odzwyczaiłem się od tak częstego ładowania zegarka sportowego. Ciężko uznać to za wadę. 735xt jest po prostu mniejszy i wiąże się z tym mniejsza bateria.

Zegarek naładowany do 100% odpiąłem od ładowarki o godzinie 8:35 dnia numer 1. W dniu numer 3 o godzinie 21:00 zegarek miał 10%. W tym czasie poza standardowym użyciem zegarka (liczenie kroków, mierzenie tętna, pokazywanie godziny ;)) wykonałem 5 jednostek treningowych: 4 jazdy rowerem (na dworze, więc z GPS) i jedna wizyta na pływalni (a więc bez GPS). Sumarycznie wygląda to tak:

  • 6 godzin z GPS
  • 45 minut bez GPS
  • ok. 60 godzin „czuwania” (w tym ciągłe podłączenie do telefonu po BT i mierzenie tętna)

Źle nie jest ale przy tak intensywnym używaniu Fenix 3 wytrzymałby 4,5-5 dni. Z drugiej strony F3 nie mierzy przez cały dzień tętna. :)

garmin 735xt ladowanie

I jeszcze jedna uwaga. W przypadku długiej aktywności 735xt, tak jak i Fenix 3 mogą być ładowane z power banka podczas aktywności (uwaga dla miłośników trenażerów: nie można podpinać zegarka do komputera, by go naładować, bo wtedy zacznie się synchronizować).

Podsumowanie

Tak jak pisałem na wstępie w sekcji TL;DR (too long; didn’t read – czyli sekcja dla tych, dla których cały ten tekst był za długi by go przeczytać ;)) model 735xt to świetny zegarek. W moim odczuciu mierzy wszystko tak jak powinien. Jeśli obowiązkowo będzie nosiło się pasek (np. na klatę) do pomiaru HR podczas jednostek treningowych to w zupełności sprawdzi się u znakomitej większości zawodników. Oczywiście można doszukiwać się jeszcze braku wysokościomierza ale jeśli nie uprawiamy wielu leśnych wycieczek czy ultra po górach, to nie musi być to wadą. Osobiście wolałbym serię 9xx :) (np. 920xt, bo w 935xt nie ma już przycisków na ekranie ;)).

garmin 735xt na rece

Test bojek asekuracyjnych Safe4sport

Test bojek asekuracyjnych Safe4sport

Bojka asekuracyjna jest teoretycznie podstawowym wyposażeniem triathonisty, który trenuje w wodach otwartych. Przetestowałem kilka różnych modeli od Safe4sport.

Na początku odpowiedzmy sobie na pytanie: do czego przydaje się bojka asekuracyjna?

  1. Asekuracja ;)
  2. Sucha przechowalnia bagażu
  3. Widoczność na wodzie

Asekuracja – główna funkcja bojki, która prawdopodobnie (aczkolwiek patrzę tylko po sobie ;)) jest najmniej istotnym argumentem dla którego kupujemy te produkty. Smutna prawda.

Sucha przechowalnia bagażu – triathloniści to indywidualiści (ale się zrymowało :)). Na treningi często jeździmy sami, bo ciężko zgrać grafiki paru osób. Jeśli dojeżdżamy na trening samochodem, to zwykle jest problem co zrobić z kluczykami do samochodu, portfelem i telefonem. Ubrania możemy schować w aucie ale reszta…? Ano właśnie, tutaj z pomocą przychodzą bojki w wersji z suchą komorą.

Inna sprawa, że tego typu „przechowalnia bagażu” sprawdza się też w innych sytuacjach gdy spływamy kajakami lub uprawiamy rafting na pontonach.

Widoczność na wodzie – dla mnie osobiście jest to najbardziej przydatna funkcja. Na treningach open water pływam wzdłuż lini brzegowej, więc nie myślałem do tej pory o czymś do asekuracji. Większy problem miałem z tym gdzie zostawić kluczyki od samochodu, więc zawsze organizowałem tak wyjazdy, by tego problemu nie było. Natomiast nigdy nie poradziłem sobie z tematem skuterów wodnych latających naokoło w miejscu gdzie chodzę pływać. Jest to jednak kwestia indywidualna, zależna od tego gdzie kto pływa. ;) Kolorowy czepek nic nie zmienia, bo jest zalewany wodą, więc i tak go nie widać. Boja w takim wypadku się świetnie sprawdza.


Bojki do testów przekazał mi ich producent, firma Safe4sport. Na ich stronie możecie znaleźć wszystkie opisywane modele oraz kilka innych produktów.

Rabat dla czytelników Ironfactory

Wpisz kod R5S4S17 przy zamówieniu a uzyskasz 5% zniżki
(obowiązuje do 30.09.2017, na produkty marki Safe4sport)


Na początek zapraszam do obejrzenia filmu, na którym walczę z żywiołem oraz pokazuje opisywane bojki. ;)

O czym tutaj mówimy

Na początek trochę danych żebyście nie musieli szukać po innych stronach :)

Boje to pompowane „koła ratunkowe”, które towarzyszą nam podczas treningów w wodach otwartych. Mają pasek, którym owijamy się wokół talii, by mieć bojkę zawsze pod ręką.

Tak jak wspominałem w powyższym filmie, do testów dostałem 4 modele bojek Safe4sport. Oto ich specyfikacja. Najciekawsze elementy pogrubiłem.

PerfectSwimmer

  • zamknięta komora na bagaż
  • wymiary 65 x 32 cm, pojemność 20L
  • wyporność około 90N
  • wykonana z PVC

PerfectSwimmer+

  • zamknięta komora na bagaż
  • wymiary 65 x 32 cm, pojemność 20L
  • wyporność około 90N
  • wykonana z nylonu oraz termoplastycznego poliuretanu (TPU) – zwiększona odporność na uszkodzenia mechaniczne i promieniowanie UV

Bojka jest dostępna w rozmiarze M (testowana) oraz L. Dodatkowo, wersja M jest dostępna w kolorze różowym :D :D :D

MasterSwimmer

  • zamknięta komora na bagaż
  • wymiary 72 x 37 cm, pojemność 28L
  • wyporność około 140N
  • wykonana z nylonu oraz termoplastycznego poliuretanu (TPU) – zwiększona odporność na uszkodzenia mechaniczne i promieniowanie UV
  • posiada dwie komory powietrzne (zawory z blokadą zwrotną uniemożliwiającą ulecenie powietrza nawet w przypadku przypadkowego odkręcenia)

IronSwimmer

  • otwarta komora na bagaż
  • wymiary 48 x 37 cm
  • wyporność około 70N
  • wykonana z PVC

Co oznacza ta specyfikacja?

Wyporność 90N oznacza, że bojka odejmie nam 9 kg z wagi…. ojjjj żeby to było tak łatwo poza wodą! ;) Mógłbym wtedy nawet biegać z taką bojką przyczepioną do pleców. ;) Analogicznie 140N to wyporność ok 14 kg, a 70N to 7 kg. Oczywiście nasze ciało (jak i pianka) również jest wypierane przez wodę, więc takie wartości jak 9 kg to nie jest mało.

Gdy wziąłem bojki do jeziora i próbowałem je utopić, to wyszło mi to tylko z IronSwimmer gdy na nią siadłem. ;) Przytulając bojki nie ma szansy bo ją zanurzyć, a nawet jeśli ją przydusimy w dół, to sami wychylamy głowę jeszcze mocniej ponad tafle wody.

bojka asekuracyjna w wodzie

Jeśli chodzi o budowę bojek, to nie mam żadnych zastrzeżeń. Wszystko wykonane jest starannie i sprawia wrażenie wytrzymałego. Trzy z czterech bojek mają ustniki do pompowania, których końcówki do zakręcania są zamontowane w sposób uniemożliwiający ich zgubienie.

Największa z bojek (MasterSwimmer) ma dwie komory do pompowania aczkolwiek pompując jedną komorę na maksa, druga już jest bezużyteczna. Można ewentualnie napompować jedną do połowy i wtedy dopełnić powietrzem drugą. W takiej konfiguracji nawet gdy jakiś, np. ostra skała przebije nam bojke, nadal mamy powietrze w drugiej komorze. W tej bojce proces pompowania wygląda na mniej wygodny z uwagi na wielkość i kształt końcówki, jednak z uwagi na zawór blokujący uciekanie powietrza jest dokładnie odwrotnie – tę bojkę nadmuchiwuje się najłatwiej. Nie żebym miał problem z napompowaniem którejkolwiek. ;) Po prostu zwracam uwagę na małe detale. Nie dokonywał bym jednak decyzji zakupowej na podstawie tej różnicy.

masterswimmer ustnik

Idziemy do wody!

Wrzucam rzeczy do bojki, zawijam ją i zamykam klipsem. Pompuje w kilkanaście sekund i zapinam wokół pasa. Wszystko gra. W trzech bojkach (poza MasterSwimmer) paski regulują się bajecznie. W prosty sposób można ściaśnić je lub poluzować wokół pasa. W Masterze pasek jest jakby starszego typu i dopasowanie trwa kilka sekund dłużej. Z drugiej strony bardziej toporne rozwiązanie jest zupełnie niepodatne na późniejsze luzowanie się. ;) Kolejna mini różnica, która nie ma żadnego wpływu na późniejsze używanie boji. ;)

bojka asekuracyjna safe4sport plecy

W temacie dopasowania paska chciałbym powiedzieć jeszcze jedno. Gdy po pewnym czasie pływania chciałem nieco poluzować pętlę wokół brzucha, to we wspomnianych trzech modelach mogłem to robić wisząc sobie na wodzie, z rękoma pod wodą. Pasek idący od pasa na talię do bojki jest takiej długości, że dla osoby mojego wzrostu mogłem ustawić się pionowo w wodzie i oprzeć głowę o boję z tyłu, tak jak bym to robił na fotelu. ;) Super wygodnie.

Pas, którym opinamy swoją talię jest mocowany do bojki za pomocą karabińczyka. Rozmiary poszczególnych części są tak dopasowane, że wpięcie karabińczyka wymaga chwili uwagi ale za to jego przypadkowe wypięcie jest właściwie niemożliwe.

bojka asekuracyjna karabinczyk

Jeśli miałbym się wypowiedzieć odnośnie wyporności bojek… każda, nawet najmniejsza w zupełności wystarczy nam, by nie pójść na dno, nawet jeśli nie będziemy się w ogóle ruszać. Testowałem bojkę w wodzie o tempetaraturze 15 stopni, więc byłem w piance, która daje dodatkową wyporność. Być może jeśli ktoś waży powyżej 100 kg i płynie bez pianki, to najmniejszy IronSwimmer będzie musiał się nieco zanurzyć, by wystarczająco podtrzymać pływaka.

Subiektywne podsumowanie

Z uwagi na budowę, podzieliłbym te produkty na dwie kategorie: otwarte i zamknięte komory.

W przypadku zamkniętej komory, wybrałbym PerfectSwimmer+. Nie wiem na ile użycie innego materiału ma wpływ na trwałość boji, jednak dopłata jest na tyle subtelna, że wolałbym po prostu mieć coś solidnego. :) Natomiast jeśli zawsze masz pełno rzeczy ze sobą, twoje ubrania są duże i dodatkowo chcesz do bojki wpakować buty, to wybierz MasterSwimmer. Różnice w wielkości nie są ogromne jednak moich butów w PerfectSwimmera nie zmieściłem.

safe4sport ironswimmer z bidonem

Zupełnie inną kategorią jest IronSwimmer. Moim zdaniem to bojka dla dobrych pływaków długodystansowych, którzy wypływając na akwen robią sporo kilometrów nim wrócą na brzeg. Asekuracja zawsze może się przydać jednak w tym wypadku zwróciłbym uwagę na mobilny bufet, który wieziemy ze sobą. Boja ma kształt bardziej „pontonowaty” – nie ma przekroju okrągłego tylko bardziej płaski, dzięki czemu się nie wywraca.

Z drugiej strony „komora bagażowa” IronSwimmer po napompowaniu boji jest dość ciasna… w pozytywnym sensie. Gdy włożymy do niej jakieś drobiazgi w worku wodoszczelnym i dołożymy bidon z izotonikiem, bidon trzyma się w niej dość pewnie blokując przy okazji wypadanie rzeczy głębiej w przestrzeni bagażowej.

Mam nadzieję, że tym opisem pomołem ci w wyborze. Kupując bojkę pamiętaj o kuponie rabatowym „R5S4S17”.