Sprint Ironman Gdynia – bez treningu nie ma wyniku

Nazwał bym te zawody „komfortowymi” choć z drugiej strony cierpienia było więcej niż przy wytrenowanym organizmie. :) Na mecie pojawiłem się po 1:14:47 co jest moją nową życiówką, choć (z uwagi na krótszą strefę zmian) ciężko ją porównywać do tej sprzed trzech lat ;)

Podobne artykuły…

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *